2 grudnia 2009

BRAK WENY



Powinnam się już odezwać, trochę czasu minęło od napisania ostatniego posta.
Spotkanie było udane, było nas chyba 13 osób, powspominaliśmy sobie nasze obawy sprzed roku, czy można naprawdę poznać się w necie i zaprzyjaźnić w realu. Stwierdzam że można.Czas upłynął nam na pogawędce, spacerze w pięknym parku, obfotografowaliśmy się dokumentnie, prawie każdy z uczestników miał aparat.... i ciekawe ujęcia, jakże różne.
Dziś odezwał się telefon, to mój przyjaciel od 40 lat, mieszkający daleko, Chyba miał dobry humor bo pośmialiśmy się jak nigdy, ma specyficzne podejście do życia, całkowicie odmienne od mojego, ale potrafimy się dogadać i wspierać w trudnych momentach. Dziwi mnie tylko ,że taki wykształcony, aktywny zawodowo facet, który kupił laptopa pięć lat temu do tej pory go nie uruchomił :(((
Tego nie potrafię zrozumieć. On twierdzi, że może kiedyś.....
Niedługo już święta..... nie wiem czy w tym roku będą udane.....czy tak jak w latach poprzednich staną się bolesnym balastem... zobaczymy...

6 listopada 2009


Nic nowego się nie dzieje, życie upływa niepostrzeżenie, dzień za dniem. Minęło Wszystkich Świętych, byłam na cmentarzu u taty, u swoich koleżanek.... smutno, że już ich nie ma między nami. Ale jest nadzieja, że może spotkamy się gdzieś na tamtym świecie..Coraz bliżej do tego spotkania ......
A tymczasem planuję spotkanie blogowych koleżanek, w ubiegłym roku spotkałyśmy się po raz pierwszy, więc w tym roku w rocznicę chcemy się znów zobaczyć. Mam nadzieję że nam się to uda. Trzeba korzystać z możliwości takich spotkań i rozmów , bo siedząc w domu często nachodzą mnie czarne myśli, okrutne scenariusze.... aż czasami sama się siebie boję.
Zagłębiam się wtedy w druty i szydełko... to mnie uspokaja,dziergam sobie , oczko za oczkiem....
W domu się trochę uspokoiło, ale musiałam doprowadzić do trudnej rozmowy...M. się nie odzywał ale ja i tak powiedziałam to co zamierzałam....Chyba dotarło, choć późno... dostałam nawet złote kolczyki w rocznicę poznania :) ja juz nawet o niej zapomniałam, ale musiał długo myśleć jak załagodzić sytuację no i wymyślił.
Nie powiem, ładne i chyba szczerze kupione.
I tak się toczy dzień za dniem.

...Życie to zmiana. Uczą nas tego zmieniające się cztery pory roku. Zmiana wiąże się z okresem przygnębienia: nie wiemy , co nadchodzi i musimy zapomnieć o wszystkim, do czego przywykliśmy.Ale jeśli będziemy mieć odrobinę cierpliwości wiosna w końcu nadejdzie. A wtedy zapomnimy o pełnej smutku zimie. Zmiana i odradzanie się to odwieczne prawa życia. Lepiej je zaakceptować, niż cierpieć, pragnąc nieosiągalnego szczęścia. Paulo Coelho

28 października 2009

BLOGI

Tak się składa, że pogoda mi ostatnio nie dopisuje, deszcz i mgła nie zachęcają do spacerów. Więc oglądam i czytam blogi.... młodych dziewczyn i nieco starszych kobiet....
Patrząc na blogi dziewczyn w ciąży porównuję swoje przeżycia sprzed xx lat.... ile się zmieniło i w jaki pozytywny sposób. Piękne wózki, ubranka, zabawki, pokoiki.....wszystko dla maleństwa. Ale i podejście mam jest nieco inne, wydaje mi się bardziej infantylne niż kiedyś. Teraz młode mamy kupują markowe ciuszki na allegro aby pociecha super wyglądała, zabawki, które mają zastąpić bliskość mamy i taty....
Ja korzystałam z urlopu wychowawczego , miałam czas dla swoich dzieci.... a teraz kobiety wracają do pracy bo mus.... brak pieniędzy.....
U mnie też lekko nie było, ale dzieci nie chodziły wystrojone jak lalki..... nie wiem co jest lepsze....
Z drugiej strony blogi załamanych , krzyczących o miłość kobiet..... kobiet zamężnych, mających rodziny... to tak jak ja.... też czasami nie wytrzymuję i przelewam brak uczuć w necie.Dlaczego tak się dzieje ? Gdzie zagubiła sie bliskość z tym najbliższym człowiekiem ?
NIE WIEM....
L. też ma w domu problemy, chorobę ..... choć mówi, że czasami powinniśmy naginać życie do własnych potrzeb. Ja uważam inaczej, jestem osobą z zasadami może i staroświeckimi i nie potrafię czerpać z życia przyjemności garściami. Może to błąd.... ale w swoim pojęciu jestem uczciwa. Może aż nazbyt ?
Wypala się moje wnętrze, zaczynam zabiegać tylko o spokój..... chyba to źle , że tak się dzieje.... czyżby sprawdzała się stara prawda ....

"starość zaczyna się wtedy, gdy przestajemy planować, a zaczynamy
wspominać:)"

nie czuję się starą osobą i dostrzegam, że życie składa się też z niezrealizowania wydumanych marzeń o wolności i niezależności, bo ....

granicą naszej wolności jest cudza krzywda.

nie chcę i nie mogę nikogo skrzywdzić, choć czasem dusza błaga o ciepło dla siebie, o przytulenie, o uczucie.....

i choć dusza się rwie, rozum mówi nie...

chyba nie doczekam prawdziwiej , sakramentalnej miłości z człowiekiem , który będzie mnie w każdym calu rozumiał i dla którego będę tą jedyną, wymarzoną kobietą a on dla mnie miłością mojego życia....

15 października 2009

ŚMIERĆ


Właśnie dotarła do mnie smutna wiadomość... moja koleżanka z którą pracowałam przed 40 laty, zginęła wczoraj pod kołami samochodu , wracając ze szkolnych zajęć do domu. Jakże kruche to nasze życie, nigdy nie wiadomo, kiedy nasza świeczka zostanie na zawsze zdmuchnięta..... To już druga śmierć bliskiej mi osoby od lipca tego roku.
Nie mamy dużo czasu.... wiem o tym, temat ten powraca do mnie bardzo często..... czas jest nieubłagany, pędzi naprzód...
We wtorek na próbie spojrzałam w okno ...i ...deja vu... rok temu, w tym samym pomieszczeniu, z tymi samymi ludźmi też spoglądałam w okno... Rok temu !!!!
kiedy to minęło ? zdaje się , że było to wczoraj.....
Pogoda nas nie rozpieszcza, czasami mam wrażenie, że i ona zmierza w niewłaściwym kierunku. Patrzę w okno na smagane wiatrem i śniegiem drzewa, jeszcze okryte liśćmi, i myślę.... czyżby i w przyrodzie zapanowała eutanazja ?
Dlaczego drzewa nie mogą się jeszcze cieszyć jesiennymi promieniami słońca ? tylko są uśmiercane mroźnym podmuchem ?
Drgają w tym śmiertelnym tańcu wiotkie gałęzie, jęczą konary.... dlaczego ??
Z perspektywy wieku patrzę na te zjawiska inaczej niż kiedyś, wiem ,że i ja zostanę kiedyś pocałowana przez zimną śmierć. Oby to było tylko niebolesne... to przechodzenie na drugą stronę....

6 października 2009

ROCZNICA


Dostałam rocznicowy wiersz...... tak , to już kolejna rocznica naszej znajomości, czas płynie szybko, szybciej niż byśmy chcieli.... ale pamięć o pięknych przeżytych chwilach trwa.....

Rocznica

Płyną lata jak paciorki
przemijają środy, wtorki
tylko czasem jest inaczej
gdy jeden z nich więcej znaczy

Taki właśnie dziś upływa
co się w życiu tak nazywa
był szczęśliwy i zostanie
chociaż wcale nie był w planie

Po nim znowu czas ucieka
odpływa jak bystra rzeka
bo jak mówią tempus fugi
trzeba żyć i spłacać długi

A przyszłość nas ciągle mami
że coś jeszcze jest przed nami
zatem wierzmy w to Aniele
że nas jeszcze stać na wiele
4 październik..........


oby ten czas nam darowany był jak najszczęśliwszy, choć długi zaciągnięte od życia trzeba spłacać, a to nie lekko......

1 października 2009


Jesień dziś płacze kropelkami deszczu, pogoda nie sprzyja spacerom bo zimno i wieje wiatr. Ale ja dziś musiałam załatwić pewną sprawę i wybrałam się do miasta. No i umówiłam się na kawę z L. porozmawialiśmy sobie dziś tak poważnie, spokojnie, L. umie słuchać ... to ważna umiejętność, nie każdy potrafi w milczeniu wysłuchać drugiej osoby. No i dowiedziałam się, że jestem....."hrabiną " ?
pytam dlaczego ? i odpowiedź: zachowujesz się jak rasowa hrabianka, choć jesteś bardzo bezpośrednią osobą, ale potrafisz zachować dystans do pewnych spraw, umiesz się wszędzie znaleźć, masz wiele taktu i wyczucia....itd....
jakże odmienne zdanie na mój temat ma mój M. - durna baba, głupia baba.....
i jakże tu nie porównywać ...
L. też jest rasowym człowiekiem, pochodzi z herbowej rodziny, ma dokumenty rodowe...stąd jego opinia o mojej osobie jest dla mnie bardzo miła. A swoją drogą jako dziecko zawsze słyszałam od własnej mamy, że nie pasuję do rodziny bo mam "hrabiowskie zachowanie" i powinnam urodzić się na dworze królowej Elżbiety ..... widać już wtedy miałam zadatki jako kilkuletnie dziecko :)
zostało mi to do dziś, i nie wiem skąd się wzięła moja inność, choć czasami jestem uważana za "dziwną osobę" nie pasującą do teraźniejszości. A mnie jest z tym już dobrze, nikogo nie przekonuję do własnego zachowania, jeżeli mnie nie potrafi zrozumieć to po prostu się wycofuję i koniec.

i piękny wiersz z blogu jarzębiny, który został mi podarowany
Podaj mi rękę, przyjacielu, wyciągnij ją
Spraw by tej dłoni sięgnęła ma dłoń
Chcę się uchwycić ze wszystkich sił
Twej ręki jakbyś tu przy mnie był

Chcę czuć jej ciepło blisko, blisko
Podaj mi rękę….to wszystko Pomóż mi proszę, mocno mnie trzymaj
Chwyć pewnie, trwaj, nie przemijaj
Twej dłoni dla mnie tli się nadzieja
Przyjaźń na drobne nie rozmienia
Co między nami blisko, blisko Podaj mi rękę….to wszystko Jeśli mój statek dna już sięgać zacznie
Ciebie pociągnąć mogę niebacznie
Dłoń oswobodzę, wypuszczę palce Życie ocalisz w niepewnej walce Póki nadzieja bądź blisko, blisko
Puszczę Twą rękę...to wszystko

21 września 2009

ZNAJOMOŚĆ


Czasami zastanawiam się jaka znajomość lepsza- realna czy netowa ? I coraz bardziej skłaniam się ku tej drugiej.
Internetu uczę się, ale tyle nowych ludzi ile poznałam przez ostatnie dwa lata nie poznałam nigdy w realu. Przekrój jest różnorodny, od młodych mam, młodych kobiet po pracowników naukowych, no i oczywiście emerytów. I są to znajomości pomimo że wirtualne, głębsze niż te poznane osobiście. Chyba to wygoda ... siadasz w spokoju i klikasz, możesz spokojnie bez wychodzenia z domu przemyśleć problem, zastanowić się, napisać . Nie jest to możliwe ,nawet czasowo na spotkaniu w realu. Nigdy bym nie przypuszczała, że nauczę się i będę to wykorzystywać we własnym życiu.
Choć przyjaźnie zwłaszcza te z lat młodości pielęgnuję i podtrzymuję. Spotykamy się również ale zawsze ogranicznikiem jest czas. Ktoś musi już odjechać, ktoś się śpieszy do domu.....
A tutaj...spokój, czas się zatrzymuje...klawiatura czeka.... i tylko zakładki wydłużają się niemiłosiernie :)

A na froncie duchowym - bez zmian, chociaż coraz częściej myślę, że pewne odczucia i doznania zaczynają umierać, tak , śmiercią naturalną...
I tutaj też odpowiedzialnym za to jest czas.... nie mamy czasu dla siebie ... bo nie możemy go mieć tyle, ile byśmy chcieli.....
Każde z nas ma swoje obowiązki, ;przyjemności, zajęcia więc te kradzione chwile są niestety krótkie i nie spełniają moich oczekiwań.
Ale zaczynam się z tym godzić, i w myśl zasady L. - siedź pod kloszem..... stosować.
Ale jest mi z tym źle....
Odtrutką na to złe samopoczucie są wędrówki po górach.... tam zawsze czuję się najlepiej....

31 sierpnia 2009

KSIĄŻKA



Przereklamowałam książkę, sądziłam , że to będzie biografia z wplecionym w tło obrazem ówczesnej Polski a okazała sie według mnie książką dla kucharek.... melodramatem w stylu Mniszkówny.
No cóż, i tak bywa.... trudno mi ostatnio trafić na dobrą książkę. Te klasyczne już dawno przeczytane / a czytam od 54 lat / a te obecnie polecane wcale mnie nie zachwycają. Może to problem starości ?
Ten wulgarny i głupkowaty język w niektórych nowościach wprost powala....ja wychowana jestem na dobrej bajce, dobrej klasyce, dobrej poezji...więc i wybredna jestem. A i biblioteki są coraz uboższe, lepsze książki są chowane dla "wtajemniczonych " albo przechowywane w archiwum .....wszędzie wkracza komercja i kupuje się to "co idzie" czyli pod publiczkę....
Dawne czasy już nie wrócą, kiedy z wypiekami na buzi buszowałam po półkach bibliotecznych a miałam wtedy 6 lat....pozwolono mi ..ale najpierw musiałam zdać egzamin "czy umiem czytać "
Umiałam :)

KSIĄŻKA TO NIĆ ARIADNY W LABIRYNCIE WIEDZY

28 sierpnia 2009

CZAS


Niezmiernie szybko mijają kolejne dni....jeszcze chwila i koniec lata...
ale ja najbardziej lubię jesień, już teraz rano czuje się w powietrzu ten niesamowity zapach - chłodnego, mokrego , rześkiego powietrza.
Niedługo szkoła, brakuje mi niektórych zajęć a co za tym idzie i niektórych przyjaciół....
Czas letni owocuje wyprawami, wędrówkami w góry. Chodzimy różnymi szlakami, czasami własnymi ścieżkami, obcowanie z naturą to najlepsze lekarstwo na skołatane nerwy, a jeszcze jak się uda zrobić jakieś ciekawe zdjęcie, to można radośnie patrzeć przed siebie.
Sprawy duchowe rządzą się własnymi prawami, trochę zaniedbane i przyciszone....może to i dobrze ? Choć prawdę mówiąc taki stan jest jak jesień....smutny, bez wigoru, Mam nadzieję, że to nie wypalenie , ogień się tli i przy sprzyjających warunkach może rozpali się na nowo. Ale i tak jest ciepło i przytulnie.
Zdrowie mi trochę szwankuje, trzeba się chyba wybrać do lekarza , ale kto to lubi ?
lepiej usiąść z dobrą książką i pomarzyć...ostatnio czytam wspaniały pamiętnik : Nie ponaglaj rzeki " Jamesa Conroyda Martina.... rzecz o polskiej hrabinie Annie Marii Berezowskiej , przeobrażeniach narodu polskiego, dziejach miłości - a jakże - wzruszająca opowieść....i taka naturalna....

Na jednej dłoni wspomnienia
Przeszłość co przeminęła
Dni szare i kolorowe...
*Na drugiej dłoni marzenia
Ukryte pragnienia duszy
I coś do spełnienia...
*A może mijamy się za szybko
O krok,o uśmiech,o uścisk dłoni
I w chwili co mogliśmy dzielić
Już nigdy nie da się dogonić...

*Kolejny dzień się znowu rozpędzi
By oczy pośpiechem zasłonić

A kiedyś może będzie za późno
Na krok,na uśmiech,na uścisk dłoni...

chyba tak...na wszystko już za późno....życie samo pisze nam scenariusz....

14 sierpnia 2009

POTWIERDZENIE


.....Gdy zapraszamy Przyzwyczajenie,
Miłość wychodzi.
Michel Quoist, .......

taki cytat znalazłam kiedyś w necie, prawdę mówiąc opisywałam kiedyś taki sam stan własnymi słowami, mówiąc, że o uczucia należy dbać jak o kwiat..... nie głaskany, nie podlewany usycha .....
I znów temat powrócił za sprawą pewnego artykułu z serii :porady : "Tajemniczy ogród pożądania".
Jest tam napisane, że pożądanie seksualne nie rządzi się tymi samymi prawami co spokój i zadowolenie partnerów. Aby w łóżku zagościła żądza należy odbudować dystans.Bliskość w związku nie może stłamsić prywatnej przestrzeni : fizycznej, emocjonalnej, intelektualnej. Każdy powinien mieć pewną własna przestrzeń zarezerwowaną tylko dla siebie.
Bo seksualność to nie tylko coś co robimy w łóżku - to część naszej tożsamości. To że jesteśmy w stałym związku nie zwalnia nas z dbania o to, aby wspólne chwile były poprzedzone "zalotami".... ponieważ oczekiwanie jest pożywką dla pożądliwości - tak mamy zbudowana psychikę.
Tyle artykuł...
No a co zrobić w związku, gdzie jedna strona wchodzi do łóżka na kwadrans : pomiędzy dziennikiem a filmem..... i śpieszy się po....aby zapalić papierosa ?
I żadne tłumaczenia i rozmowy nie dają rezultatu ?
Pogodzić się z zaistniałym stanem rzeczy....zamknąć oczy ...i liczyć do stu ?
Bo papierek z USC jest papierem na "własność !!!!!" ? i nie warto się już starać ?

I nasuwa się automatycznie odpowiedź: skąd tyle rozwodów, zdrad, skoków w bok....
właśnie stąd....
Człowiek jest stworzony do miłości, pięknej miłości, a nie do samego aktu prokreacyjnego cechującego zwierzęta.
Tylko dlaczego zazwyczaj mężowie stają się po ślubie "psami ogrodnika " nie dbają o potrzeby kobiety tylko własne zaspokojenie. I są strasznie zdziwieni, kiedy kobieta odchodzi.....chociażby mentalnie....
przecież wszystko co potrzebne do życia ma.....
a gdzie w tym wszystkim jest MIŁOŚĆ ?

29 lipca 2009

SMUTEK


Lubię wędrówki po górskich szlakach.Oprócz podziwiania piękna przyrody można się wspaniale wyciszyć i zregenerować. Wędruję więc ze swoją grupą szlakami, medytując po drodze , w oderwaniu od zwyczajnych spraw. Jestem jednak zwierzęciem samotnikiem, choć w grupie - to jednak w pewnym oddaleniu. Nie kręcą mnie rozmowy i lekkie ploteczki, wolę aby była obok mnie osoba, która milczy - i przezywa duchowo to samo co ja. Mam taką przyjaciółkę..... znajomość szkolna z przed 40 lat.... odnalazłyśmy się na NK.... i dopiero teraz odnajdujemy w sobie pasje, które do tej pory były ukryte.... Nie potrzeba nam wielu słów, choć sprawy osobiste są dla nas zamknięte, [ tak jest lepiej ] ... nie zwierzamy się sobie z własnych problemów. Czerpiemy radość z tego, że czasami uda nam się spotkać, porozmawiać i ...pomilczeć. Nie obciążamy psychiki kłopotami....tych zawsze jest dosyć. A żyć trzeba, i cieszyć się dniem codziennym....
Właśnie dziś dotarła do mnie wiadomość o śmierci naszej koleżanki.... wstrząsnęła mną, choć wiedziałam, że choruje...
Ale kiedy odchodzi osoba bliska, znajoma , bardziej boli. I zdaję sobie sprawę, że każdego z nas czeka taki sam los. Oby tylko nie był poprzedzony ogromem cierpienia, którego nie sposób unieść.
Ale ponoć : jakie życie - taka śmierć.....
Ona już jest szczęśliwa, dołączyła do syna, którego straciła tragicznie...

Patrząc na to, własne cierpienia stają się mniejsze, można je ofiarować Bogu....
Dusza trochę uspokojona, chłodniejsza , choć dla mnie to marazm... Ja potrzebuję do życia bodźców, pozytywnych !!!! a taki letarg.... to jakby......
Ale może tak jest lepiej ?

Niedawno minęła pewna 40 rocznica :) były życzenia i rozmowa..... z oddali.....
i słowa wypowiedziane poprzez wiersz...


Co by to było Stale ogrzewam się wspomnieniami
doznań, uniesień, uroczych pejzaży.
Wtedy znanymi wędruję szlakami,
w których są miejsca, gdzie można pomarzyć
co by to było, gdyby się inaczej życie potoczyło. Lecz inną drogą na jawie wędruję
i na niej inne koloryty losu.
Jak na blejtramie myślami maluję
barwy jesieni z krzewinkami wrzosów
wraz z tym, co było
i co bardzo wiele tu,
dla mnie znaczyło
Ewa Willaume - Pielka

i trochę radości w tym smutku....

20 lipca 2009

KONAR


"Bywają straty będące nieocenioną korzyścią sięgającą w przyszłość" Maurice Maeterling

Chciałabym aby te słowa przewartościowały moje życie. Aby te wszystkie moje niepowodzenia życiowe, osobiste klęski przekuły się w końcu w szlachetną stal....i dały choć trochę jaśniejszą przyszłość.
Z jednego jednak się cieszę, postanowiłam i dotrzymałam słowa w przytłaczającej dla mnie sprawie.....z Bożą pomocą i prawie bezstresowo wyszłam z zakrętu na prostą i choć czasami boli dusza to jednak to zwycięstwo nad własną słabością podnosi mnie na duchu.
A dusza boli, zwłaszcza wieczorami....ogarnia mnie tęsknota i żal....na który nie ma lekarstwa.

Ogród przemijania
W ogrodzie się zmienia.

Wszystko w nim starzeje.
I coraz mniej cienia.
Jabłonka niszczeje.
Czereśnię wycięto.
Chwasty wiatr rozwiewa.
Już nie pachnie miętą.
Słowik rzadziej śpiewa. Ale będą kwiaty. Jakieś drzewa – może.
Mają być rabaty.
Jest już włoski orzech

Będzie kwiat paproci
Kwitnący co roku
I kosze dobroci
Gdzieś, zawsze o zmroku.
Ewa Willaume-Pielka

10 lipca 2009

*****


Bez zmian, dusza boli a poprawy nie ma.....

5 czerwca 2009

ZAPAŚĆ


...dosłownie ...już nie wiem jak dalej żyć.... może najlepiej byłoby właśnie odejść i nie borykać się z kłopotami, z którymi nie daję sobie rady ?

może trzeba wołać o pomoc ???? ale kogo ????

Wołaj, aż ktoś usłyszy
wołaj na przekór ciszy
wołaj w świat skuty mrokiem
aż się otworzą źrenice okien.
Wołaj, zaufaj sobie
wołaj, aż ktoś odpowie
wołaj do śpiących ludzi
aż między nimi człowieka zbudzisz.

tyle ludzi wokół mnie, ale widzą tylko uśmiechniętą twarz, nie pokazuję na zewnątrz tego co boli i rozdziera duszę, martwię się tylko o dziecko, jak sobie poradzi beze mnie.... bo cała reszta jest nieważna....
L. też sobie poradzi, umie po prostu żyć, a może ma "grubą skórę" - jak b.......?
dla mnie wszystkie dni są mroczne i kiedy choć na chwilę zapominam o problemach - zaraz powracają jak bumerang powodując skurcz serca aż brakuje tchu.
niby :
Żadna noc nie może być aż tak czarna,
żeby nigdzie nie można było odszukać choć jednej gwiazdy.
Pustynia też nie może być aż tak beznadziejna,
żeby nie można było odkryć oazy.
Pogódź się z życiem, takim jakie ono jest.
Zawsze gdzieś czeka jakaś mała radość.
Istnieją kwiaty, które kwitną nawet w zimie.


ale nie dla mnie....

28 maja 2009

BLOGI


To wszystko bzdura, całe to pisanie i przeżywanie nierealnego świata. Trzeba zdjąć z oczu okulary i zacząć normalnie funkcjonować. To chyba najlepsze rozwiązanie a nie pisanie bajek i marzeń o duszy.
Choć czasem dobrze jest pomarzyć, ludzie piszą różne blogi, i romantyczne i opisujące prawdziwe życie , i te skrywane marzenia....
Więc i ja próbuję coś tam kreślić.... a ile jest w tym prawdy, to sama nie wiem.....czasami same palce biegają po klawiaturze a myśli są gdzie indziej....
ale to teraz chyba jest na czasie....pisać bloga....pisać każdy może trochę lepiej lub gorzej....

23 maja 2009

MIŁOŚĆ


... a mnie kochasz ?
... a co to jest miłość ?
łatwo wypowiada się słowa, w danej chwili, w emocji.... ale trudniej jest udźwignąć ciężar gatunkowy tego słowa. Nie wiem czym jest prawdziwa miłość, dla każdego pewnie oznacza coś innego. Miłość matczyna, miłość do przyrody, miłość do tego jedynego.....

Miłość to dwie dusze w jednym ciele. Przyjaźń to jedna dusza w dwóch ciałach
Tadeusz Kotarbiński

może Kotarbiński ma rację ?

Co to jest miłość, tak ci o niej powiem:
Jest to duch jakiś, seraf niewidziany
Odblaskiem światła promieniący z dala;
Niebieski promień na ziemi zbłąkany,
Co wchodzi w serce i serce zapala.

nie wiem ???

a może to ?

Dla kobiety miłość jest cnotą i grzechem,
religią i występkiem.
Autor: Karol Juliusz Weber


Miłość to uczucie, którego trzeba się uczyć. To napięcie i spełnienie. To głęboka tęsknota i wrogość. To radość i ból. Nie ma jednego bez drugiego. Szczęście jest tylko częścią miłości - oto czego trzeba się nauczyć. Cierpienie także należy do miłości. To jest tajemnica miłości, jej piękno i jej ciężar. Miłość jest uczuciem, którego trzeba się uczyć. Walter Trobisch

i można by tak w nieskończoność....

a ja ? czy jestem kochaną ? nie wiem.... myślę, że kiedyś dane mi było przeżyć to uczucie, a dzisiaj ?
może kiedyś usłyszę to wyszeptane kocham Cię.....ale nie wypowiedziane słowami tylko mową duszy.... wtedy to będzie prawdziwe...

9 maja 2009

PIWO ?


Zastanawiam się co jest takiego niezwykłego w tym napoju, że piją go i starzy i młodzi i dzieci....
Dla mnie jest to napój obrzydliwy, śmierdzący, którego nie biorę do ust. Ale skoro zaczął się sezon ogrodowo-grillowy....to to wiadomo...bez niego ani rusz...
Także dziś M. popija...wczoraj też.....
Jak więc ma funkcjonować rodzina ? Na każdym kroku mijamy się w swoich oczekiwaniach, przyjemnościach. Zastanawiam się jak doszło do tego związku, który trwa już ponad 30 lat ?
Czy już wtedy były rysy i pęknięcia, których nie widziałam ? A może to ludzie się zmieniają, nie dbają już o swój związek tylko o własne "przyjemności " ?

4 maja 2009

MAJÓWKA


Trzy dni w domu - to o trzy dni za dużo.......nie potrafię znaleźć wspólnej płaszczyzny.....milczenie jest jedyną formą porozumiewania , no i czasami pojedynczo wypowiadane słowa.... Dlaczego ? Kto i kiedy popełnił jakiś błąd ? Tak wiem...ja zaczęłam milczeć pierwsza ,kiedy nie było odzewu na moje "paplanie". X. nie interesował się co robią dzieci , co słychać w pracy....jego zdawkowe ..i co tam ?....bez żadnego dalszego słuchania. Nawet kiedy odpowiedziałam...już za chwilę odpowiedź wyleciała mu drugim uchem. Zamknęłam się więc w swoim świecie.... no i tak trwa.......do dziś.
Choć na majówce było i spotkanie, sympatyczne w przyjaznym gronie.A dziś wylałam żale na L....nie wiem co mnie naszło...może to te samotne dni w rodzinie ?..... tłumaczyła mi, że powinnam zacząć żyć tym co dostaję od losu, cieszyć się wspólnymi chwilami.... kiedy mi to nie wychodzi...jestem chyba urodzoną pesymistką no i ściągam te nieszczęsne złe fluidy na siebie. Jak to zmienić ?
Wyjechać samotnie do "własnego domu", myślę, że tam doszłabym do siebie. Mnie po prostu brak jest poczucia bezpieczeństwa w związku, nie wiem co będzie jutro, sytuacja niepewna, brak typowej stabilizacji. A dla mnie to jest najważniejsze.
Gdyby ktoś mi powiedział: ofiaruję ci dom, mieszkanie..... to potrafiłabym odejść z własnych niepewnych czterech ścian. Ale cud się przecież nie zdarzy. Jestem stara, nie mam już czasu na rozpoczynanie nowego życia. A tego właśnie pragnę. Zacząć żyć w oparciu o poszanowanie i bezpieczeństwo.O własne moralne i kościelne normy.O normalne życie jakie wiedli moi rodzice....teraz tego nie ma, wszyscy gdzieś pędzą, potrącają człowieka, depcą wartości, aby do przodu... Tylko gdzie jest w tym wszystkim człowiek ?
Ja nie potrafię się odnaleźć.


.List do… rozlicz mnie Panie z przemijania myśli kłujących zmęczone ciało
niewłaściwego kart życia rozdania
duszy pękniętej której wciąż mało
rozlicz mnie Panie ze smutku mego
strachu skrytego w błędnym dotyku
radości bólu niewłaściwego kroków
co w stronę niewiary krzyku

a potem przytul ciepła spojrzeniem
podeprzyj słowem skrytym w podzięce powstrzymaj podróż w krainę cieni
chwyć mnie za ręce...

23 kwietnia 2009

JUTRO......


Żyję marzeniami....i tym co może się wydarzyć jutro..pojutrze.... itd.....podświadomie planuję własne życie tak jak chciałabym je widzieć.... i to jest chyba mój błąd.
Większość moich znajomych żyje dniem dzisiejszym nie martwiąc się o jutro. Może to i dobrze, bo przecież tego "jutro ", jutro już może nie być....
A ja głupia , z głową pełną marzeń...powinnam chyba również zacząć tak postępować. Znikną wówczas stresy ? Chyba nie u mnie :( . Zaprogramowano mnie na takie działanie i bardzo ciężko zmienić mentalność mojego myślenia.
Już L. przecież mi podpowiadała , jak to mam zrobić...ale ja nie potrafię....
Chyba umrę niepogodzona z własnym życiem.
Idę dziś do szkoły, choć ostatnio i z tym mam kłopoty.....
Lepiej naprowadzić zbłąkanych na dobrą drogę
towarzysząc im,
niż wskazując im kierunek drogi
niechętnym ruchem ręki.
Joseph Joubert



czy to jest prawdą ?????

16 kwietnia 2009

BŁĘKIT


Utonęłam dziś w błękicie.....w przenośni i dosłownie ...cudowny kolor....
Od razu poprawił mi się humor, a na dodatek zaświeciło słońce więc budzę się do życia....chyba ?

mogę powtórzyć za Broniewskim:
..rozmyślam coraz częściej
od pewnego wieczoru
że chyba moje szczęście
jest niebieskiego koloru
więc niech ten błękit we mnie rośnie
i niech mnie zewsząd otoczy
drapieżnie, zachłannie, miłośnie -
błękit jak twoje oczy....
Przeczytaj tę bajkę nim uśniesz,
jeśli chcesz
Szczęście ?
to co dzień dostać jeden uśmiech
i zwrócić jeden wiersz...


Piękny wiersz i taki wiosenny ....

15 kwietnia 2009

CZAS


Czas przecieka mi przez palce, najchętniej zaszyłabym się gdzieś na zapadłej wsi, gdzie nie ma ludzi i obcowała tylko z przyrodą. Cieszę się, że minęły już święta, nienawidzę wszelakich świąt z niedzielami włącznie.Mam wtedy poczucie osaczenia we własnym domu, bo przecież "wypada " zjeść wspólne śniadanie, co ze świątecznym ma tyle , że są tylko tradycyjne potrawy, atmosfery religijnej O. Rodzina nie wierzy, nie chodzi do kościoła, a święta kojarzy tylko z jedzeniem i leżeniem na kanapie.
Gdybym miała możliwość zamieszkania na wsi, żyłabym zgodnie z rytmem przyrody, chętnie chodziłabym do wiejskiego kościółka na nabożeństwa, gdzie jeszcze panuje tradycja, śpiewanie pieśni religijnych, wieczorne nabożeństwa przy zachodzie słońca.... To wszystko koiło by duszę i pozwalało żyć spokojnie. Brakuje mi tego spokoju. Brakuje....
Żyję chyba nierealnie, marząc o czymś co się nigdy nie spełni.....może powinnam spojrzeć na swoje życie z większą dozą realizmu?
Ale skoro Bóg daje mi takie a nie inne zadanie, to przecież musi to czemuś służyć.... Tylko jak to rozpoznać ?
Pomyślałam kiedyś sobie, że gdyby stał się cud i stałabym się posiadaczką własnego lokum to wzięłabym jakiegoś chłopca z domu dziecka, aby mu dać dom i miłość. Miałabym przybranego syna Pawła....
to takie moje marzenia, może niezbyt mądre.....ale może kiedyś się spełnią.....
Wypełnię wolę Ojca .... i może nareszcie poczuję się szczęśliwa ?
Modlę się o to codziennie....

2 kwietnia 2009

ROZDRAŻNIENIE


Żyję w dwóch światach...jeden realny, drugi enigmatyczny....oba przenikają się tak, że czasem nie wiem co jest jawą a co snem.
Jestem ostatnio rozdrażniona, komplikują się pewne domowe sprawy, myślałam, że to wszystko wygląda inaczej. Niestety znów się zawiodłam, a ja nie mam już siły walczyć o swój byt...Ogarnęła mnie jakaś beznadzieja, co będzie to będzie....ale nie o takim życiu na starość myślałam....No cóż, poddaję się woli Niebios.Skoro tak ma być :(- niech będzie.
Bo całe moje życie to walka o byt.... zazdroszczę kobietom, których mężowie potrafili zadbać o dom, mieszkanie, zabezpieczenie....Ja żyję na wulkanie, nie wiadomo kiedy wybuchnie i zmiecie mnie z powierzchni ziemi. Pytam tylko dlaczego ? Co takiego zrobiłam, że całe moje życie to pasmo udręk i kłopotów. Czyżbym sama je sobie ściągała na głowę ? Może nie potrafię odczytywać znaków dawanych mi przez Stwórcę ?
Moje życie duchowe też pogmatwane.... żyję w niespełnieniu i pragnieniu...
Jeszcze z raju ...
Jeszcze z raju samego.
Jeszcze z drzewa rajskiego.
Nachyliło się jabłko w moją stronę.
I odgięła się gałąź, jabłko w dłoni zostało,
Jeszcze całe, a już podzielone.

Obiegniemy wszystkie sady i ogrody, I w kościoły ciemnych lasów cię powiodę.
Wiatr nam mocno zwiąże ręce jednym włosem,
A obrączki są ukryte w słojach sosen.
Przysięgniemy - lecz nie obcym, ale sobie,
Ty na czystą wodę w źródle, ja na ogień.
Coś srebrnego dzieje się w chmur dali,
Wicher do drzwi puka, jakby przyniósł list.
Myśmy długo na siebie czekali.

Jaki ruch w niebiosach, słyszysz - burzy świst.(...)
* B. Leśmian


Widzisz ? Słyszysz? Nadchodzi noc....może już ostatnia....przeprowadź mnie Boże .......z Tobą nie boję się niczego....
Proszę ........

30 marca 2009

BAJKA


Realia życia przeplatają się z sennymi marzeniami, bajka snuje się na wątkach tego bloga.Pragnienie szczęścia jest zapisane w każdym człowieku, jeżeli nie można tego osiągnąć w normalnym życiu, wtedy do akcji wkracza wyobraźnia. Marzyć zawsze można, marzenia pomagają przezwyciężyć pustkę i problemy codziennego życia. To odskocznia, dzięki której można dalej funkcjonować.
A w życiu ?
Byłam na pięknej Mszy Św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego.Odprawiana po łacinie i z oprawą muzyczną Mszy Koronacyjnej C-dur W.A.Mozarta.Wrażenie niesamowite !
Osobiście pamiętam jeszcze odprawiane msze w języku łacińskim, było to prawie 47 lat temu, kościół zapełniony był wtedy w całości, dzieci stały nawet w przejściach, kiedy nie zdążyły zająć sobie siedzącego miejsca. A moja świątynia jest ogromna, gotycka....
A dziś ? Kościół świeci pustkami, więcej ludzi przychodzi tylko na jakieś nadzwyczajne "imprezy" typu koncert.....
Sama mam z tym problemy.....
Dlatego też staram się pogłębić swoje wiadomości - czytam , studiuję, obecnie Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego z wprowadzeniem obecnego Papieża Benedykta VI, a ówcześnie Josepha Kard. Ratzingera, Przewodniczącego Komisji Specjalnej , Prefekta Kongregacji Nauki i Wiary.
Czytam zdanie po zdaniu analizując treść ...różnice wyjaśniam poprzez dyskusje z L.
jest w tym temacie bardzo biegła.....i rozmawia ze mną nie poprzez apodyktycznie narzucaną wiedzę, lecz poprzez sensowne i spokojne tłumaczenie każdego niezrozumiałego dla mnie fragmentu.
Czas wielkopostny został wzbogacony specjalną moją intencją..... może choć trochę odkupię własne winy ?

...Rozpięty na ramionach jak sokół na niebie
Chrystusie Synu Boga
Spójrz proszę na ziemię...
....pociesz zrozpaczonych, zrozum głodujących modlących się wysłuchaj,...spójrz na wszechświat i na ziemię,
na cichy ciemny kościół,
dziecko wzywające Ciebie .....

25 marca 2009

SZEPT


...Kiedy zasypiam w nocy mroku
to widzę łzę na twoim oku,

a sen ulata gdzieś w przestrzeni.... Pod czaszką myśli się kołują
I ciągle wyjścia nie znajdują
Jak mam powstrzymać łez krynice ? Bo słona łza co z powiek spływa
nawet największe grzechy zmywa
a ty ich nie masz aż tak wiele
Więc je powstrzymaj - mój Aniele. Z suchą powieką idź do przodu
Z sercem radosnym jak za młodu
A jeśli kiedyś łza zagości
Niech będzie z szczęścia i radości.



Dostałam na pocieszenie :) i znów zakręciła się maleńka łza , ale teraz ze szczęścia......

19 marca 2009

ŁZY


Pierwszy raz od czasów naszej znajomości popłynęły z moich oczu łzy, kiedy L. powiedziała, że odejdzie pierwsza, bo przecież jest ode mnie dużo starsza.Nie wyobrażam sobie abym mogła stracić tak oddanego przyjaciela.. .... A ja ? pierwszy raz doznałam uczucia "szczęścia poprzez łzy". Do tej pory nigdy nikt nie przejmował się moimi łzami, choć czasami moja dusza wyła z bólu. Teraz mam przy sobie przyjaciela, który rozumie moje rozterki , nie uważa, że jestem rozhisteryzowaną babą, ale czasami słabą i bezbronną kobietą.
Poprzez takie zachowanie L. staje mi się coraz bliższa,
Napisałam dawno temu wiersz:

... Pochyl się mój Aniele
zbierz w dłonie moje łzy
żalu, tęsknoty, goryczy
i zamień je w tęczę
niech niesie nadzieję

płaczącym....

Anioł odnalazł mnie, ociera moje łzy.... czy to dla mnie zabłysła na firmamencie tęcza wszystkimi kolorami motyla ????

10 marca 2009

MARZEC


Wiosna zbliża się wielkimi krokami, choć dzisiaj padał śnieg , to w powietrzu już unosi się cudny, świeży zapach...ziemi, wiatru...
Już mi się marzy długi, spokojny spacer po lesie, z obeschniętą ziemią , pierwszą trawą...Mam nadzieję, że już wkrótce spełnią się moje marzenia.
Byłam na spotkaniu swojej grupy turystycznej , którą niestety trochę zaniedbałam, pośpiewaliśmy rajdowe piosenki, i myślę, że wkrótce wyruszymy na szlak z plecakiem na plecach i z pieśnią na ustach....
Kobieta na poprawę nastroju idzie na zakupy. Święta prawda. Byłam na zakupach, kupiłam sobie nową pomadkę, róż, krem, buty do spodni.... i poczułam się wspaniale.
Tylko dlaczego ta emeryturka taka "mala" ???
No i udziergałam sobie nową spódniczkę, czekam na lepszą pogodę aby się w niej pokazać.
I tym optymistycznym akcentem kończę...

27 lutego 2009


Zaczynam mieć apetyt na życie, czyżby był zwiastunem wiosny ?Choć za oknem szaro i ponuro , to jednak słysząc rano śpiew ptaków zaczyna chcieć się żyć!
Obserwując siebie odnoszę wrażenie ,że żyję zgodnie z rytmem ziemi, porami roku, porami dnia..... To wspaniałe czuć się cząstka wszechświata, maleńkim pyłkiem całości...
To zespolenie z przyrodą odczuwam najsilniej rano, na spacerze, kiedy jeszcze nie ma ruchu na dworze, czuję zapach ziemi, powiew wiatru jest wspaniałą pieszczotą, wtedy rozmawiam z Bogiem. I piękne są te słowa znalezione w necie...Słowo, Tajemnica, Wszechświat, Stwórca....


Słyszałem Słowo jak w ciszy płakało..Słyszałem, jak cisza szeptała do Słowa... Słyszałem ciszę rodzącą się z szelestu życia... Słyszałem w ciszy duszę mego Słowa...Słyszałem piękno, bo się Słowem stało... Słyszałem człowieka, który mówił blaskiem swojej twarzy...

25 lutego 2009

OSTATKI


Wczoraj był śledzik, więc po zajęciach poszliśmy na - kawę :) i ciastko.Oczywiście każde z nas miało jakąś niespodziankę: ja - Pascala / niestety nie zmordowałam go do końca/ ,
L. przyniósła swój 91 brulion z notatkami.A w brulionie same dziwy.... silva rerum.....zaczęłam przeglądać i mówię: wiesz , z takich notatek wyłania się twoja osobowość.... na to ona, niemożliwe, przecież to zlepek różnych notatek na różny temat.
Ale ja wiem swoje, analizując treść notatek, ich tematykę można się dużo dowiedzieć o zbierającym je człowieku.
No a później rozmowa zeszła nam na bliższe tematy,
Ciągle mnie zadziwia lekkość i jakość naszych rozmów, toczą się wartko niczym górski strumień, z krystalicznie czysta wodą. Jest w nich szacunek dla drugiej osoby, choć w wielu kwestiach się nie zgadzamy, mamy odmienne zdanie to potrafimy to sobie spokojnie wyjaśnić. Nie ma napastliwego narzucania swojego zdania.
Właśnie za to bardzo cenię L. potrafi mnie wspaniale wyciszyć, uładzić i na dodatek skomplementować.

23 lutego 2009






... Jesteś solą ziemi,
dodajesz smaku mojemu życiu
jesteś promieniem słońca
rozjaśniasz mrok mej duszy
bladym światłem księżyca
co lśni tajemnicą
jesteś niedzielą
na ....... rynku
a właściwie
to kim dla mnie jesteś ?.......

14 lutego 2009

WALENTYNKI


Dostałam :) ,od najbliższych mi osób, choć jakże różne...ale liczy się pamięć...
Choć to święto nie było znane w czasach mojej młodości, to teraz ciepło odbieram wyrazy pamięci... tej , która przetrwała dziesiątki lat i tej najnowszej...
I choć nigdy nie spodziewałabym się , że L. będzie o tym dniu pamiętał...zaskoczył mnie baaardzo pozytywnie, i choć trochę się tłumaczył , że właściwie to on tego dnia nie świętuje, dla mnie sam fakt pamięci był fenomenem...
świetne słowa....szkoda że nie dotyczą mnie :)))
.....Znalazłeś mnie w środku pustyni
Zagrzebaną w piasek zwątpienia
Na wyciągniętej dłoni
Podałeś swój mały, cenny świat...
Miłość zaiskrzyła w dotyku naszych dłoni.
W okruchach słów poprowadziłeś mnie
Otuloną w ciepło Twoich palców...
Szept warg, okruch spojrzenia
Kropla oddechu na krańcach nieba.
Zabłysły gwiazdy, latarnie naszego domu.

i choć nigdy nie będziemy mieć wspólnego domu, nie zapalą się w nim nasze światła, to niezmiennie pozostanie w bliskości ten: szept warg, okruch spojrzenia, kropla oddechu na krańcach nieba.

to nasze Westerplatte.....

6 lutego 2009

PASKUDA


Przyplątała się i do mnie - mam katar, boli mnie głowa, leczę się domowymi sposobami i mam nadzieję, że już wkrótce mnie opuści.
W związku z tym jest trochę problemu z czytaniem, choć czyta mi się coraz lepiej :)
Notuję sobie ciekawsze fragmenty, a najbardziej przypadł mi do gustu taki :
...".dwóch rzeczy pragnie prawdziwy mężczyzna: niebezpieczeństwa i igraszki. Przeto pożąda kobiety, jako najniebezpieczniejszej igraszki ...." Nietzsche....... Świetne :)
No i pracuję nad nowym żakietem, mam nadzieję, że ten już mnie zadowoli.

1 lutego 2009

FILOZOFIA



Czytam następne dzieło z biblioteczki filozofów "Tako rzecze Zaratustra" Fryderyka Nietzsche. Dzieło pisane językiem bardziej literackim niż filozoficznym, mnie jednak uparcie kojarzy się z drugą wojną światowa, nadludźmi, obozami śmierci.....czytam ...i widzę obozy zagłady tych " zwykłych ludzi ", - i hitlerowców- panów czystej rasy, nadludzi.....
Nie mogę zmyć tego obrazu z pamięci, przeszkadza mi to w zanurzeniu się w dzieło.
Nietzsche pisze o trzech przemianach: zmienia ducha w wielbłąda, lwa i dziecko...Jest to alegoria mówiąca o poziomach świadomości.Najniższa - jako wielbłąd, skazany na wykonywanie monotonnej pracy służącej człowiekowi, nie buntujący się , żyjący w kieracie...szczęśliwy kiedy zostaje obarczony ciężarem.....
Druga - lew, zwierzę nie poddające się niewoli, jest panem swojego życia , posiada godność, buntuje się przeciwko narzucanym normom.....
i trzecia - dziecko - ufne, mające otwarte serce, stanowiące początek życia człowieka. Dziecko nie buntuje się , przyjmuje prawdy Boga w czystej postaci.....
Całe dzieło posiada duży ładunek alegorii, nie wszystko potrafię zrozumieć, jest to dla mnie trudne. . Myślę, że każdy czytający może wysnuć własne wątki....
Jest również fragment o ludzkim ciele, Nietzsche nie odrzuca go jako element grzeszny, ale przyjmuje je z całym ładunkiem cielesnych popędów i instynktów.
Mnie niestety kojarzy się jw.. może to skojarzenie słów, dawne nauki w szkole ?
Choć czyta mi się to dzieło o wiele łatwiej niż np. Świętego Augustyna.

27 stycznia 2009

SPOTKANIE


Planowane ....... nie doszło do skutku, widocznie los mnie wyręczył i pozbawił bylejakości...Cieszę się z tego.
Na dworze mgła, świata nie widać, taka pogoda niezbyt przyjaźnie wpływa na moją psychikę. Kiedy ja wreszcie odbiję się od dna? Przecież większość mojej energii idzie na zmagania się z losem nie zostawiając prawie nic, na chociażby drobne radości.
Czy większość kobiet tak żyje ?
Boję się , że mogę stać się jedną z nich,,, ponurą zgorzkniałą stara babą....której nie zależy jak wygląda ani jak żyje.

"Anioł Stróż"
Aniele Boży Stróżu mój prowadzisz mnie za rękę. Znasz każdy uśmiech, każdy ból
znasz wszystkie drogi kręte.Nie odchodź choćbyś myślał, że o Tobie zapominam
że niby dobrze znałeś mnie
a jestem całkiem inna.W cieniu swych skrzydeł ukryj mnie
daj sercu łyk wytchnienia
Bo jeszcze wiele trudnych chwil
I wiele do zrobienia.
A kiedy przyjdzie życia
kres
zamkniesz mi dłonią oczy.
I duszę mą uniesiesz w dal
do rozgwieżdżonych nocy.

Anna Zajączkowska