Stoisk w rynku było już dużo , ruszyliśmy więc pomiędzy nie, ale chociaż obeszliśmy chyba ze dwa razy ryneczek w koło, nic specjalnego nie rzuciło nam się w oczy. Ludwik kupił... hmmmm... narzędzie do pracy , a ja dostałam laleczkę do zabawy :))
fotka będzie w kolejnym poście.
Wracaliśmy zmarznięci bo wiał silny i zimny wiatr a my ubraliśmy się chyba za lekko.
Zapakowalismy się więc do auta i w drogę.
Piesa oczywiście z nami...
jasne, że przez Bolków, odpowiadam, pójdziemy na zamek.... i już się uśmiecham na sama myśl. Lubię takie szybkie , nieplanowane decyzje,
więc jutro ...Bolków


