24 grudnia 2014

BOŻE NARODZENIE






Pomódlmy się w Noc Betlejemską, 
w Noc Szczęśliwego Rozwiązania, 
by wszystko się nam rozplatało, 
węzły, konflikty, powikłania.

By anioł podań każdy dramat 
aż do rozdziału ostatniego, 
kładąc na serce pogmatwane, 
jak na osiołka - kompres śniegu.

Aby wątpiący się rozpłakał 
na cud czekając w swej kolejce, 
a Matka Boska - cichych, ufnych -
jak ciepły pled wzięła na ręce.

- ks. Jan Twardowski


wszystkim moim Czytelnikom życzę zdrowych i szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia

11 grudnia 2014

@#$%^&....



Nieszczęścia chodzą parami, a u nas chyba stadami.....
próbujemy życia na dole, tam pali się cały dzień i jest ciepło, ale niestety zasięg telefonu jest bardzo nikły....no i przedwczoraj zawiesił  mi się ten nieszczęsny telefon, miał chyba z 18 wiadomości i nieodebranych połączeń z powodu braku zasięgu. Wysłać też nie można było nic.... No to co ?  ..konsultacja z konsultantką przez telefon, sprawdzanie itd.... i decyzja ...wyjąć kartę i zresetować..... no ale w tym modelu otworzyć telefon to sztuka....na szczęście jakoś się udało odblokować.... na razie działa , ale najlepiej na podwórku :)
Kolejny problem , wczoraj przepalił się zasilacz do nowego lapka.... noszszsz mam go dopiero miesiąc i co ????
Pojechałam do sklepu z kartą gwarancyjną i tym nieszczęsnym zasilaczem a panowie jak byli tacy mili jak kupowałam, to teraz odwrotnie.... proszę sobie zadzwonić do Lenovo i wysłać im wszystko a oni ewentualnie dadzą nowy.
Piszę ze starego, całe szczęście,  że jakoś działa, i zobaczymy....
Nie wiem kto pozwala ściągać taki szajs , który wysiada co chwilę , przecież sklep,  który sprzedawał powinien sam wysłać  reklamację do producenta a ja powinnam dostac sprzęt zastępczy.
ALE TO JUZ BYŁO, I NIE WRÓCI WIĘCEJ, chciałoby się zaśpiewać....za czasów komuny czegoś takiego nie było....teraz sprowadzamy chińszczyznę, za ciężkie pieniądze kupujemy i się martwimy co dalej....sami, bo ochrony konsumenta NIE MA !!!!
I żeby było wesoło L. dostał rehabilitację na drugą rękę na koniec marca 2015 !!!!!!
No może do tego czasu sama się wyleczy., albo odpadnie....WRRRRRRR
Chciałam wrzucić choć jedno zdjęcie ....ale nie mam jak.....



7 grudnia 2014

SZOK......




Zmobilizowałam się dzisiaj i siadłam napisać parę słów....ostatnie dni to jakaś paranoja, niech się ten rok już skończy,  to może nowy będzie lepszy.
Od miesiąca znów wizytujemy szanownych panów doktorów.... oczywiście nie na NFZ, bo specjalistów brak a zdrowie trzeba leczyć. Aby zrobić kolejne badania trzeba było jechać ponad 70 km  w jedną stronę aby w uroczej wioseczce znaleźć wspaniale wyposażone gabinety w kompleksie przychodni. Z tego wniosek, że jak się chce to można.....u nas niestety nie.
Jakby tego było mało w czwartek Ludwik przeciął sobie piłą palec....noszszsz, mało tych problemów, po godzinie od zatamowania krwotoku pojechaliśmy do szpitala. Oczywiście najpierw papierologia....chyba z 20 min.... i trzeba czekać na korytarzu na chirurga. W międzyczasie dwóch potężnych panów policjantów przytransportowało zakutego w kajdanki  młodego ...chyba więźnia ?....
weszli oczywiście nie czekając , szybko zbiegł do nich pan doktor i po jakimś czasie wyprowadzili skutego delikwenta z powrotem.....
A i  nasz pan chirurg zszedł, zeszył pięknie paluszek chyba 7 szwami, dał w łapkę receptę na wykupienie w aptece szczepionki p. tężcowej a panie pielęgniarki uprzejmie poinformowały,  że zamykają " swój interes " o 20.oo, nawet jak się zdąży wykupić tę szczepionkę to nie będzie komu zrobić tego zastrzyku.
Wrócilismy więc do domu..... a na drugi dzień jazda do apteki.....
wiem,  że kiedyś na pogotowiu lekarz sam dawał szczepionkę..... no ale to było chyba baaardzo dawno temu.
Zasiedliśmy znów w poczekalni , bo przywieziono starszego pana na noszach, w międzyczasie w szpitalu ruch, ścierki, drabina, mycie kloszy, wycieranie kurzy.... no tak za chwilę zjawiła się jakaś komisja.... oprowadzana w podskokach.... 
sprawdzała stan czystości czy co ?
w związku z tym nie można się było nikogo dopytać ile mamy czekać, w końcu z gabinetu wyszła pani pielęgniarka i powiedziała..... proszę iść do poradni chirurgicznej.... bo my tu już nic nie możemy, 
przeszliśmy więc do poradni, znów papierologia , czekanie na pana doktora , no i w końcu zostaliśmy załatwieni.
Nie wiem jak poradziłby sobie starszy człowiek, bez samochodu, bo dojazdu do miasta praktycznie nie ma....
ech, ponarzekałam sobie....



21 listopada 2014

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY...... MIGAWKI


Muszę przyznać, że obawiałam się  8 na wyrost, laptop po wizycie u zaprzyjaźnionego "specjalisty" spisuje się  wzorowo, jakoś przełknęłam zamiast ikonek te książeczki i nie jest źle.
W domu kończymy malowanie przyszłej kuchni, ściany będą miały kolor pergaminu, powiem,  że nawet ładnie wygląda. Kuchenka już podłączona, można będzie palić i w ciepłym pracować dalej....

W międzyczasie w trakcie kolejnych wyjazdów..... zrobiłam kilka zdjęć, bo jesień tego roku jest jak najbardziej jesienna. Dużo mgły, a w południe słońca, opadające liście i cudowne zachody ....to wszystko cieszy oczy.
Choć dzisiaj już czuje się powiew zimy, powietrze jest  mroźne,  choć krystalicznie czyste ale to przecież taka kolej rzeczy. Nadchodzi zima.


Dębowy Gaj jest zawsze wdzięcznym obiektem do robienia zdjęć, nie ma chyba żadnej pory roku i dnia aby tam nie było pięknie.





w tle Ostrzyca




Okolice Złotoryi też zachwycają jesiennym urokiem, zwłaszcza Wilcza Góra







Skansen Górniczo- Hutniczy w Leszczynie






a to już "moje osobiste niebo"








Luxsusowa ....dziękuję

8 listopada 2014

WINDOWS 8......




Jak to jest przesiąść się z XP na Windows 8 ? ...... dla mnie koszmar....
Dlatego na poprzednim lapku gdzie miałam Vistę przeinstalowałam sobie na xp , teraz niestety wszystkie mają albo 7 albo 8....
Muszę się na nowo uczyć, nie mam wgranych starych zdjęć, zresztą nawet nie wiem jak to zrobić....
jakieś podpowiedzi ?????
bo inaczej szczeznę i oślepnę....
plisssss

1 listopada 2014

ZADUSZKI....




Dzisiejszy piękny, słoneczny i ciepły dzień spowodował, że na cmentarzach znicze płonęły bez problemu, kwiatów nie przewracał wiatr , i nie trzeba było zasłaniać się od deszczu czy śniegu parasolką. 
Prawdziwy , jesienny dzień, z ciepłymi promieniami słońca..... 
Byliśmy i my na cmenarzach, odwiedziliśmy swoich bliskich i przyjaciół jak również   znajomych....

Wołajmy,  dzisiaj w jedności, do serc ludzkich.
Nie zapominajcie narody odwiedzać cmentarzy!
Niech szacunek do wszystkich świata zmarłych
i miłość w czci opanuje Wasze, żyjących sumienia.
Nie zaprzeczajcie wyznawanej wierze, że groby
przodków naszych, należy chronić od zapomnienia.
Pamiętajcie żywi, kłaść kwiaty i zapalać płomień spełnienia.
Przyklękając przy pomnikach tych, ktorych już nie ma
 dajcie upust harmonii słonych, gorzkich łez spadających na grób,

 na chwałę o naszych zmarłych wspomnienia.












Wracając do domu odwiedziliśmy  symboliczny   grób Szwenkfeldystów..... jak w ubiegłym roku stały tam zapalone znicze, tak w tym  roku nie było ani jednego....tylko my postawilismy tam swój.....i poleciliśmy w modlitwie wszystkich nieżyjących....






31 października 2014

WYJAŚNIENIE.....





Po kilku ostatnich tygodniach, i  załatwianiu kolejnych spraw, wyszły na jaw niezbyt przyjemne sytuacje. Mianowicie żona Ludwika po pięciu latach od rozwodu i podziału majatku , nadal rozgłasza szkalujące plotki na jego temat. Czytała mojego bloga bo pewnie ktoś jej go udostępnił, i nie może pozbyć się nienawiści .
Do tej pory nie pisałam nic o niej, bo mnie ta osoba nie interesuje, ale wywołana do tablicy muszę napisac kilka słów wyjaśnienia.. Mnie nie obchodzi jej  była relacja z Ludwikiem, batalia  i  kłamstwa w sądzie....w czasie rozwodu. 
Moje życie z Ludwikiem zaczęło się pół roku po jego rozwodzie i podziale majątku. Już na pierwszym spotkaniu pokazał mi dokumenty,  z których wynikało, że jest już wolnym człowiekiem i jedynym właścicielem domu. Pani Eks wyprowadziła się ze wspólnego domu jeszcze przed rozwodem, zostawiła jak teraz mówi "dziecko" z ojcem, a chłopak miał już wówczas 21 lat.Był na utrzymaniu ojca , miał wszelkie wygody w domu, dostęp do wszystkiego. Ale pił , narkotyzował się itd....W związku z jego nagannym zachowaniem miał sprawę sądową...dostał wyrok 1 rok więzienia w zawieszeniu na 5 lat, zakaz zbliżania się do nas , oraz drugi wyrok o eksmisję na bruk. Nie będę opisywać zachowań młodego bo wszystkie dokumenty są do wglądu  w sądzie. Młody przyznał sie przyznał się w sądzie  do winy.
Ale nie potrafiliśmy wyrzucić go pod most. Ludwik sprzedał nowy, piękny dom, kupił młodemu 2 pokoje z kuchnią, no a za resztę dla nas stary dom, który remontujemy. Więc uważam , że postapiliśmy właściwie i uczciwie.
Ale kochana mamusia młodego uważa inaczej, choć nie dołożyła złotowki do zakupu mieszkania ani wyposażenia dla młodego. I nadal sieje plotki.
To by było tyle gwoli wyjaśnienia, i mam nadzieję że temat  jest zamknięty.

A u nas remont posuwa się powoli  do przodu, kupiliśmy do kuchni piękny, stary kredens, zabytkowe łóżka do drugiej sypialni, śliczną drugą kozę do palenia. Teraz tylko wszystko jakoś porozmieszczać , a na wiosnę dopieścić meble.
Zdjęcia będą jak sfotografuję...




Tacyt


Właści­we jest ludzkiej na­turze niena­widzić te­go, ko­go się skrzywdziło. 





14 października 2014

POMOCY !!!!!






Ostatnio pojawia się  u mnie na blogu pasek z reklamą, której nigdy nie "zamawiałam "
kto wie jak toto zlikwidować ?
wkurzają  mnie wszystkie reklamy na blogach a tu masz....i u mnie się @  pojawiła....

P O M O C Y :)

11 października 2014

TRAGEDIA

 Dziś dotarła do mnie tragiczna wiadomość, zginął mój dobry znajomy, pracowaliśmy razem przez jedną kadencję, Michel był wspaniałym człowiekiem, pochylał się nad każdą krzywdą wyrządzoną człowiekowi, pomagał bezinteresownie, douczał za darmo dzieci ze świetlic środowiskowych, był szafarzem, nauczycielem, wspaniałym ojcem i dziadkiem....Nigdy nie odmówił pomocy, jeśli tylko był w stanie pomóc....


Dlaczego własnie tacy wspaniali ludzie tak szybko odchodzą ?



http://www.wiadomosciwalbrzyskie.pl/8253,aktualnosci.byly.radny.z.zona.zgineli.w.egipcie.html

pytanie jak zwykle retoryczne , bez odpowiedzi...

"Są chwile, by działać, i takie, kiedy należy pogodzić się z tym, co przynosi los"

Paulo Coelho


mnie jest bardzo trudno z tym się pogodzić....



23 września 2014

W OGRODZIE PAMIĘCI....





to wspomnienia napisane przez Joannę Olczak - Ronikier..... długo czekałam na wypożyczenie tej książki, aż za którymś razem  w bibliotece pani bibliotekarka przyniosła ją z zaplecza..... tak, tak i teraz dobre książki dostaje się , z pod lady jak za starych dobrych :( czasów.....
Przeczytałam ją jednym tchem.....  




jak pisze Andrzej Wajda ...pracowici pozytywiści i romantyczni szaleńcy,  którzy znaleźli się w trybach totalitaryzmów : komunistycznego i hitlerowskiego....
i jeden i drugi siał śmierć i tortury za samo bycie Żydem, Polakiem.... 
wbił mi się w pamięć fragment książki  , kiedy nieślubny syn Maxa, Pietia ,  który przeszedł gehennę jako dziecko i młodzieniec, zapytany przez autorkę, o swój pobyt w Związku Radzieckimi odpowiedział....
 cytat
nie! mówienie o przeszłości mnie nie boli, znacznie bardziej dolega milczenie. To wszystko , co się wtedy wydarzyło, nie powinno zostać zapomniane.
więc jak to jest ? nie buntuje się , jaki mu przypadł los w udziale ? Nie oskarża ojca o złamanie życia matce ? O swoje bezdomne dzieciństwo ?
- Ojciec ?  zawdzięczam mu swoje istnienie - mówi - Za swoje przekonania zapłacił najwyższą cenę. Matka go kochała....
...a ja ? Te wszystkie przejścia bardzo mnie zahartowały. Nikt mi niczego nie ułatwiał.Nie prowadził za rękę.Nie należałem do partii.Nie byłem oportunistą. Nikogo nie skrzywdziłem.Wszystko co osiągnąłem, zawdzięczam tylko sobie. Uważam się za szczęśliwego człowieka. Wiodłem i wiodę udane życie.
...jednego tylko nie mogę pojąć - dlaczego ojciec nie uczył spokojnie matematyki, zamiast wdawać się w tę beznadziejną sprawę, która zrujnowała życie milionom ludzi. Czy był taki ograniczony ? Czy taki ślepy ?  Czy widział tylko to , co chciał zobaczyć ? Dlaczego ściągnął tyle nieszczęść na swoją rodzinę ?
I on i ja dobrze wiemy, że nie ma odpowiedzi na te pytania. Nie nam oceniać wybory sprzed lat. Nie nam wydawać sądy....

Zdumiewa mnie takie podejście, i jednocześnie imponuje, że można po tak okropnych przejściach [ dzięki ojcu komuniście] być tak silnym człowiekiem. I tak mądrze mówić o własnym ojcu. Jego już nic pewnie w życiu nie zaskoczy...
Pietia po roku 1989 pracował w Intytucie Chemii Organicznej w Moskwie.... Kiedy po latach reszta rodziny, dzieci  wnuki, prawnuki spotkała się na "zjeździe rodzinnym w Toskanii,  Pietia powiedział...
.......że uważa to spotkanie za wielkie zwycięstwo nad losem.Dwie diabelskie siły sprzysięgły się, żeby nas unicestwić. Totalitaryzm niemiecki mordował, totalitaryzm sowiecki zabijał i niszczył ludzi, a także zrywał więzi między nimi. Pozbawiał nie tylko godności i poczucia bezpieczeństwa, ale także przynależności społecznej, rodzinnej tradycji, własnej tożsamości.

Ludzie wykorzenieni, ogołoceni z pamięci, przywiązań, wartości przekazanych przez poprzdnie pokolenia nie wiedzą , po co żyją, i nie mają nic do przekazania swoim własnym dzieciom.....


Ten ostatni cytat można z powodzeniem odnieść do czasów obecnych..... 

A teraz powiem dlaczego tak bardzo chciałam przeczytać tę książkę.....

W roku 1978 byłam z córką na wczasach w Zakopanem. Był listopad, zaczynała się zima.... mieszkałyśmy w Domu Bankowca,  należącego do centrali PKO.
W tym samym domu wypoczynkowym przebywała na wczasach starsza pani z wnuczką, równolatką mojej córki... dziewczynka chyba miała na imię Marta albo Magda, teraz już nie pamiętam.
Pani pracowała w PKO w Chorzowie albo Katowicach....w każdym razie  gdzieś w  tej wielkiej aglomeracji. Była bardzo miłą i ułożoną starszą panią, widać było dobrze wykształcenie i maniery, rozmawiał nam się bardzo przyjemnie, kiedy dziewczynki sie bawiły,  również   posiłki jadłyśmy przy wspólnum stoliku.
I ta pani nazywała się Ronikier....
nie wiem czy jest krewną, czy dalszą rodziną autorki książki,  
ale wpomnienie z Zakopanego zapadło mi w pamięci, po  latach widzę oczami pamięci tę postać....
Musiała mieć w sobie to COŚ....skoro utrwaliła się na mojej "kliszy pamięci"

18 września 2014

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY



z netu....


Mój tata urodził się na białostocczyźnie, w Jasionówce  koło Suchowoli, w tym samym roku co mama, był jej rówieśnikiem. Dziadkowie mieli gospodarstwo rolne i kilkoro dzieci, była bieda bo ziemia tam była niezbyt urodzajna....
Tato był najmłodszym dzieckiem,  i kiedy wybuchła wojna został również jak mama wywieziony na przymusowe roboty do Rzeszy.... miał 16 lat.
Pracował na roli, miał pod opieką  "oksy."..[ ochsen], 

Wół – wykastrowany samiec bydła domowego z rodziny parzystokopytnych, przeznaczony do opasania lub do prac polowych w zaprzęgu. Woły zazwyczaj są silne, mało agresywne i powolne..



Ale próbował z kolegami ucieczki..... wiadomo, że  była skazana na niepowodzenie. Młodzi zostali złapani, pobici w areszcie do nieprzytomności.....skutecznie wybito im z głowy  ucieczkę. Tato nigdy na ten temat nie chciał rozmawiać, , zbyt bolesna była dla niego ta sprawa. Ja dowiedziałam się o tym  poniekąd od taty kolegi, z którym wspólnie zaplanowali  ucieczkę..
Po zakończeniu wojny,  nie wrócił na rodzinne  gospodarstwo, ziemi było mało a rodzeństwa dużo, zrzekł się więc  swojej części na rzecz brata....a sam wyemigrował do Kalisza. Tutaj próbował zamieszkać, ale moja mama, która była jeszcze na wsi w J.  strzeliła focha.... . Więc tata pojechał na Dziki Zachód,  gdzie zaczął pracować  jako instruktor Nauki Jazdy, i wtedy postanowił przywieźć mamę.  Ta zgodziła się ale,  też z fochem....i  właśnie tutaj  zaczęło się ich wspólne życie.
Jako instruktor pracował krótko, potrzebni byli kierowcy , ..

Przedsiębiorstwo "Państwowa Komunikacja Samochodowa" utworzono na mocy Dekretu Rady Ministrów z dn. 16 stycznia 1946r. W czasie wojny okupant niemiecki zniszczył i skonfiskował całkowicie wszelkie zasoby taborowe w Polsce. Zlikwidowane zostały wszystkie istniejące przed wojną jednostki zorganizowanego transportu samochodowego.

więc zatrudnił się w PKS....Tam przepracował do emerytury. Był posiadaczem Brązowej, Srebrnej i Złotej Odznaki Wzorowego Kierowcy.
Pamiętacie instytucję "wzorowego kierowcy"? Ustanowiona w maju 1952 roku odznaka miała podkreślać istotną rolę kierowców w gospodarce narodowej i wyróżniać tych wzorowych. Dzisiaj Ministerstwo wraca do pomysłu. 



Kierowcą był ponoć świetnym, kiedy jeździł towarową Skodą z przyczepą ,miał tzw. pomocnika, ucznia, który się przyuczał do zawodu. Wiem,  że wszyscy młodzi z przyzakładowej szkoły przy PKS-sie chcieli z nim jeździć.Był bardzo opanowanym, spokojnym człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej. Nigdy ale to nigdy nie słyszałam aby podniósł głos, albo posłużył się "łaciną"
A prawym człowiekiem był do bólu, nie zapisał się nigdy do partii, miał więc gorszy start niż jego koledzy, ale pozostał sobą i  był wierny swoim przekonaniom  do końca życia.
Był bardzo religijny, jako młodzieniec jeszcze przed wojną został Rycerzem Niepokalanej.... dokument  stwierdzajacy ten fakt  jest w posiadaniu naszej rodziny.... z nazwiskiem i imieniem, datą kiedy przystąpił i podpisem samego O. Maksymiliana Kolbe.




Rycerstwo Niepokalanej (łac. Militia Immaculatae, skrót M. I., dawniej Milicja Niepokalanej) – organizacja powstała w 1917z inicjatywy Ojca Maksymiliana Kolbe.
Spotkanie inauguracyjne odbyło się 16 października 1917 w obecności siedmiu członków założycieli. 28 marca 1919 papieżBenedykt XV udzielił członkom Rycerstwa Niepokalanej ustnego błogosławieństwa, a niedługo potem pisemne błogosławieństwo dał wikariusz generalny franciszkanów o. Dominik Tavani. Oficjalnego zatwierdzenia przez Kościół dokonał2 stycznia 1920 kardynał Bazyli Pompilj.
Od 1919 organizacja działa w Polsce, a 20 grudnia 1919 jej program oficjalnie zatwierdził biskup Adam Sapieha. W latach 90. XX wieku ilość polskich członków przekroczyła 1,6 mln osób. Centrum Narodowe Rycerstwa znajduje się wNiepokalanowie.
Od stycznia 1922 ukazuje się Rycerz Niepokalanej będący oficjalnym organem prasowym organizacji.
Statut tej organizacji jako podstawowy cel działalności wskazywał staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Założyciel szczególną uwagę przykładał do modlitwy za członków lóż wolnomularskich, których działalność postrzegał jako olbrzymie zagrożenie.
17 października 1997 r. Rycerstwo Niepokalanej zostało zatwierdzone przez Watykan jako stowarzyszenie publiczne międzynarodowe.


Jako rodzic sprawdzał się wspaniale, , choć prawie nigdy nie było go w domu. Ewenement ha ha... Wyjeżdżał  z PKS na tzw. trasy,  na kilka dni. Wtedy istniało przedsiębiorstwo PSK.... i gdy np wyjeżdżał z towarem  do Gdańska,  w drodze powrotnej w PSK musiał  szukać ładunku,  aby nie było pustych przebiegów. 
trasa nie zawsze pasowała idealnie, a towar trzeba było rozładować i załadować nowy, więc trwało to zawsze kilka dni.
Pamiętam wrocławski PSK w pobliżu dworca, bo czasami jeździłam tam  z tatą.
Ale na poczatku prowadził autobusy,   bardzo się obawiał o życie pasażerów, że może im sie stać jakaś krzywda w razie wypadku, a tych przecież było dużo.... więc przeszedł na transport towarowy.
Prawie z każdej podróży coś mi przywoził....najpierw zabawki, celuloidowe ; miałam konika, łabędzie, krokodyla, małpę,  kota w butach, takie, o  tego typu....


....książki, które zachłannie czytałam, a później  to były np buciki, takie  prawdziwie dziewczęce, bo do tej pory to  chodziłam w trzewikach skórzanych. Dostałam też piękny wiklinowy koszyk, kiedy nastała moda na koszyki, taki jak ten z lewej strony...


 
 Było też chińskie pióro, turkusowe , na atrament, a pisałam zielonym :).... miałam je pierwsza w klasie...pożyczyłam je  kiedyś koleżance i już do mnie nie wróciło....
wiele rzeczy straciłam przez  to pożyczanie...niestety....


A kiedy w szkole ,  na liternictwie profesor zalecił kupić specjalne pędzle kałanki, to tylko ja jedna takie miałam,  wyobrażam sobie mojego tatę  biegającego po Warszawie czy Wrocławiu za kałankiem dla córeczki....  choć tylko wiedział , to pędzel.... 
Tata  był bardzo muzykalny, pięknie śpiewał, grał na organkach, miał takie firmowe,  dwustronne, jako dziecko nie mógł się uczyć grać na żadnym instrumencie, więc kiedy miałam 5-6 lat, kupił mi pianino , aby spełnić swoje marzenia z dzieciństwa.
Żeby  sprawdzić czy będzie mi się nauka na pianinie  podobać, zatrudnił  starszą panią, szlachciankę,  którą wojna rzuciła również na ziemie odzyskane. Nie miała pracy, utrzymywała się więc z dawanych lekcji muzyki czy języka. Ja nazywałam ją "graczką".. Przychodziła do nas do domu,  mnie kazała grać gamy i wprawki, a sama siadała ze szklanką  gorącej herbaty i ciastem w ręku, i odpływała.... Nie lubiłam jej , bo była wyniosła., bez spokojnego  podejścia do dzieci....Ale skoro lekcje były zapłacone [ w postaci worka ziemniaków czy węgla, który tata zawoził jej na sankach do domu] trzeba było siadać do pianina. Mama się nie wtrącała, uważała tę naukę  jako taty fanaberię a moje granie nazywała brzdąkaniem....... a ja pewnego dnia miałam dość., i postanowiłam w tym czasie kiedy miała przyjść "graczka" zamknąć się w ubikacji na półpiętrze. Na nic były wołania abym wyszła.... nie i nie...
no i mój  kochany tata, skoro lekcja była już zapłacona  sam siadł do pianina.....
efekt był wymierny, , bo stwierdził , że mnie graczka nic nie nauczy.....i ją odprawił.
Dopiero kiedy miałam 10 lat poszłam do normalnej szkoły muzycznej..... na popisy czyli tzw. wywiadówki chodził tata, mama nie była nigdy.... a mnie tak brakowało tej maminej opieki,  występowaliśmy na scenie w  auli szkoły  muzycznej,  lub w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie Zdroju, koleżankom mamusie poprawiały kokardy we  włosach, wygładzały falbanki sukienek.... a mój tata był na widowni i cieszył się z moich występów , ale mamy nie potrafił zastąpić.
Chodzilismy też razem i do kościoła i na poranki do kina. Tata zakładał garnitur i kapelusz , podawałam tacie rękę i szłam dumna obok niego.
Pamiętam jeden  film.... Rękopis  znaleziony w Saragossie...

Rękopis znaleziony w Saragossie – polski film fabularny z 1964 roku w reż. Wojciecha Jerzego Hasa nakręcony według powieści Jana Potockiego.


W Polsce film emitowany był w pełnej wersji trwającej 180 minut. W USA oraz Wielkiej Brytanii film został skrócony do 152 i 125 minut. W latach 90. Jerry Garcia, Martin Scorsese i Francis Ford Coppola sfinansowali remastering oryginalnej kopii filmu, który już odrestaurowany ukazał się na VHS oraz DVD w 2001. Wielu światowych twórców, w tym Martin Scorsese[1], Luis Buñuel, David Lynch, Lars von Trier, Harvey Keitel oraz pisarz Neil Gaiman uważa go za jeden z najwybitniejszych filmów kina światowego[2].
 Były tam jakiejś sceny,  nie pamiętam ... erotyczne, rozbierane....  i  widzę oczami wyobraźni zażenowanie mojego taty.... że zabrał mnie  właśnie na taki film...


a teraz kilka fotografii z szuflady...


na ćwiczeniach.... tata był  czołgistą



a to już któryś z pochódów pierwszomajowych....

za swoim kółkiem...

śniadanie przy pracy....

przy swojej Karosie, czy Skodzie.... nie wiem....



 to na skwerku w Suchowoli....i słynna taty czarna teczka, stojąca na ławce... nosiłam ją później do szkoły, była solidna, skórzana ....

a to w naszym ogrodzie, tata kochał przyrodę, sadził i pielęgnował kwiaty...


Chwile piękne, zatrzymane w pamięci, pozostaną juz tylko w pamięci.... tata odszedł do Domu Ojca dwadzieścia lat temu.
W podziękowaniu za życie i  wychowanie mogę mu tylko zapalić świeczkę, co też w moim i swoim imieniu czyni jego wnuczka. No i wspomagać go modlitwą, bo i on mnie wspomaga. Kiedy w chwilach kryzysowych, jest mi ciężko , zwracam siędo niego  o pomoc  - i zawsze ją otrzymuję.
Jest to stan spokoju ducha.... i czuję się wówczas tak jakbym szła obok niego i trzymała go za rękę. Piękną , ojcowską, silną dłoń.....

  
Nauczyłeś mnie, Tato,

kochać, wybaczać,

iść z podniesioną głową

przez bezdroża

codzienności.


Nauczyłeś mnie, Tato,

wierzyć mimo wszystko,

że los się odmieni.

I się odmienił.


Dziś, pochylona

nad Twoim grobem,

zapalam świeczkę.

Dziękuję Ci, Tato.

wiersz autorstwa Anety Kulisz