Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZYGMUNT Z WILLI WALERIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ZYGMUNT Z WILLI WALERIA. Pokaż wszystkie posty

10 listopada 2013

ZYGMUNT Z WILLI WALERIA




Jest piątkowy późny wieczór, gdzieś koło godziny dwudziestej pierwszej..... siedzę w pokoju z drutami w ręku, obok na kanapie pies, Ludwik w drugim pokoju zajęty netem...cisza, spokój, na dworze ciemno....
nagle słyszę  na  schodach czyjeś kroki....
muszę wyjaśnić, że schody są drewniane, skrzypią, są strome,  bo z parteru wchodzi się po 13 stopniach wprost na piętro....
no więc  SŁYSZĘ ,  że ktoś idzie po schodach....
pytam Ludwika - zamknąłeś na dole drzwi ? bo ktoś idzie do góry....
zamknąłem -  odpowiada Ludwik.... w tym samym czasie pies wystraszony zrywa się z kanapy i biegnie do Ludwika pod nogi cały się trzęsąc....
[Mośka tak ma,  że jak się wystraszy to trzęsie się jak galareta]
mówię więc .... chodźmy więc  zobaczyć na dół, bo może ktoś jednak jest w domu....
schodzimy na parter.... pies nie chce w ogóle zejść z piętra, ale kiedy Ludwik idzie do piwnicy i ja też , zbiega za nami... mówię do niej ...idź do pana na dół , ale ona zawraca i w dzikim pędzie ucieka na górę...
w domu nie ma nikogo [ na parterze we wszystkich oknach są kraty , pozostałości po dawnych urzędach]
wracamy więc na górę, Moska nadal trzęsie się ze strachu, głaszczę ją i uspokajam....
mówię więc do Ludwika, wiesz chyba przyszedł do nas Zygmunt, może potrzebuje modlitwy ....
wyjaśniam: Zygmunt był nieformalnym mężem Walerii, po jej śmierci mieszkał jeszcze w tym domu, pewnego dnia spadł ze schodów - tych stromych- zabrało go do szpitala pogotowie, wiem tylko tyle , że wytworzył się krwiak w mózgu  i Zygmunt zmarł.
Mówię do Ludwika, zapytaj L. jak się nazywał Zygmunt i kiedy zmarł....
więc w sobotę Ludwik pyta.....ale odpowiedzi są różne... no chyba umarł na wiosnę , albo na jesień, wtedy było ciepło :)... no  i albo trzy albo dwa lata temu.
I nic więcej....
W niedzielę postanawiamy pojechać do Lwówka  odnaleźć grób Zygmunta. Kto zna ten cmentarz  to wie,  że szukanie grobu znając tylko nazwisko jest jak szukanie igły w stogu siana.
Wchodzimy na cmentarz bocznym wejściem , kupujemy znicze i wchodzimy między groby....
ale  to szukanie to istna ruletka, pytamy kogoś, gdzie pochowani są ludzie w latach 2009-10, ktoś nam wskazuje ... trzeba iść tam na górę....:)  gdzie są nowsze groby....
i tak  chodzimy ,   chodzimy ...przy okazji robiąc zdjęcia wspaniałym pomnikom.... 
mówię po cichu: Zygmunt poprowadź nas do siebie , specjalnie przyjechaliśmy aby ci zapalić światełko do nieba... pomóż nam...
cmentarz jest olbrzymi, kwater mnóstwo, tracimy powoli nadzieję, ale nadal szukamy...
w pewnym momencie Ludwik mówi: zobacz, tu jest taki "dziwny grób " na tablicy są wyryte dane niemieckich poprzedników i nowe dane pochowanej Polki, zastanawiamy się, czy to rodzina , czy też upamiętnienie   miejsca poprzednich "właścicieli grobu"
odwracamy się i schodzimy rząd niżej....
i nagle .... zobacz mówi Ludwik.... JEST ZYGMUNT....








faktycznie dane się zgadzają, ale jest pochowany w grobie ojca...czyli szukając jego samego nigdy byśmy go sami  nie znaleźli...
Zapalamy znicze , odmawiamy modlitwę.... 

  Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi  Zygmunta od wszystkich grzechów i kar na nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

widzisz Zygmuncie mówię .... skoro nas tu sprowadziłeś, to widocznie była ci ta modlitwa potrzebna, więc teraz kiedy czas nam pozwoli będziemy i u ciebie zapalać znicz.
W domu zastanawiamy się, jak to jest  możliwe..... przeżyliśmy coś niesamowitego.... niezrozumiałego ale namacalnego.
Wierzę , że istnieje życie po życiu, że zmarli potrafią się z nami kontaktować, trzeba tylko odpowiednio słuchać własnej intuicji.
Z racji tego pobytu zrobiliśmy wiele zdjęć zabytkowych pięknych grobowców, które pokażę w następnym poście.





 O stale obecnychMówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie śpieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują o miłości
ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę
(Ks.Jan Twardowski)