Tradycyjnie byliśmy z Ludwikiem w kościele ze święconką a później w domu spokojnie już leniuchowaliśmy, Mamy zaległości w czytaniu więc każdy zajął się swoją porcją prasy do przeczytania. Zimowa aura nie zachęcała do spacerów , lecz w drugi dzień świąt należało już wyściubić nos z własnego domu.
Pojechaliśmy w zadymkę i śnieżycę..... ten śnieg towarzyszył nam przez cały dzień.....
Pamiętam, że bywały już takie białe święta, kiedy najmłodsza stała w zaspie z koszyczkiem.... tak więc teraz mnie to nie zdziwiło,
a to zimowe migawki....
Jadąc przez Dłużec zauważyłam na stawie piękna siwą czaplę stojącą na lodzie, oczywiście trzeba było się zatrzymać ....po cichutku wyjść z samochodu....ale nim nacisnęłam migawkę czapla dostojnie machając skrzydłami odleciała.... no cóż, ptaki trzeba umieć fotografować....:(
za to w drodze powrotnej czekał na nas bonus....
w Twardocicach w swoim gnieździe stał - bociek.....rozglądał się z niepokojem czy aby nie przyleciał za wcześnie bo wkoło tak biało...a i żaby nie uwidzisz w tym śniegu.....
ale dla nas to był...
PIERWSZY ZWIASTUN WIOSNY......WIĘC TERAZ TYLKO CZEKAĆ KIEDY NADEJDZIE...