Święta minęły błyskawicznie, wigilie spędziliśmy sami lecz w duchowej więzi z naszymi bliskimi.... tymi żyjącymi i tymi , którzy odeszli , a zwłaszcza z moją mamą, która odeszła w lutym tego roku.
Pierwszy dzień świat powitał nas pogoda iście wiosenną, więc przed obiadem wybraliśmy się na spacer, słońce pięknie grzało, pola się zieleniły....
Natomiast po obiedzie uszykowałam paczkę żywnościową i poszliśmy ją zanieść naszemu sąsiadowi. Sąsiad mieszka sam, jest inwalidą, porusza się o dwóch kulach... pomyślałam podzielimy się i my wraz z Nowo Narodzonym Dzieciątkiem i miłością i darem Bożym.
I tak też zrobiliśmy.
Kiedy L zapukał do drzwi X... ten otworzył, a ja zapytałam
jak się pan nazywa ?
on....xxxx
no właśnie, ja mówię, wczoraj Gwiazdor chodził wieczorem po wsi, zostawiał podarunki i paczki ale nie mógł znaleźć pana....
pan X na to :
jaki Gwiazdor? nic nie wiem na ten temat, szukał mnie ????? kto?
GWIAZDOR ?????
no tak, mówię , szukał, ciemno już było więc prosił aby tę paczkę panu przekazać....
dopiero się wtedy zorientował o co chodzi.... uśmiechnął się od ucha do ucha a i w oku zakręciła się łezka, mówi, ja wczoraj sam siedziałem w domu, a teraz taka niespodzianka....
No zrobiliśmy mu niespodziankę, piersióweczkę też dostał ....na otarcie łez
a później spacerkiem wróciliśmy do domu, i świętowaliśmy już we własnym gronie...




