Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚMIERĆ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ŚMIERĆ. Pokaż wszystkie posty

1 lutego 2018

ZAŚWIATY, WIECZNOŚĆ




Wczoraj odbył się pogrzeb sąsiada, kolejny  w tak krótkim czasie. Mężczyzna rok starszy ode mnie / ale do dopiero początek roku/ ..... nie byłam na pogrzebie bo go nie znałam. Ale po południu poszłam na cmentarz,
własnie ..... cmentarz, chyba kiedyś pisałam , że często odwiedzam cmentarze, jest w nich jakaś ulotność chwili, cisza i zaduma... można wtedy pomedytować nad swoim życiem, nad ludzkimi losami... często spojrzeć na twarze tych którzy odeszli
i cytując wiersz Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej

 
Gdy się miało szczęście, które się nie trafia: 
czyjeś ciało i ziemię całą, 
a zostanie tylko fotografia, 
to - to jest bardzo mało...

i wtedy zrodziła się myśl aby uwiecznić niektóre portrety wykonane na porcelanie, zimniej jak ci,  którzy leżą w zimnych grobach. Niech chociaż to zwykłe  Wieczne odpoczywanie racz Im dać Panie  stanie się pamięcią , bo ci,  o których się pamięta żyją wiecznie.



     














26 stycznia 2018

ROZMOWY NIEDOKOŃCZONE : ŚMIERĆ I CHOROBA





Ostatnio często natrafiam na audycje radiowe dotyczące ogólnie mówiąc zdrowia człowieka. I tak wysłuchałam audycji, której tematem było: człowiek chory w kościele i demokracji, oraz bardzo ciekawa audycję na temat śmierci mózgu.


 CZŁOWIEK CHORY W KOŚCIELE I W DEMOKRACJI

Choroba dotyka każdego, chorują dzieci, i dorośli. Padło w audycji pytanie - kto lub co powoduje , że człowiek choruje. Wiadomo , że za niektórymi chorobami stoimy my sami nie przestrzegając na przykład diety, stosując używki i narkotyki itd.... Ale część chorób jest spowodowana genetycznie i tym , że niestety nie jesteśmy nieśmiertelni, i że choroba przypomina nam o tym fakcie, że kiedyś musi nadejść koniec naszego życia.
Kiedy dowiadujemy się o chorobie, zwłaszcza tej nieuleczalnej,  doznajemy najpierw szoku, później  niedowierzania, że akurat to nas spotkało,  i pytanie a może jednak diagnoza jest błędna ? Niestety zazwyczaj to jest prawda i wtedy trzeba się  z nią zmierzyć

Ja dowiedziałam się o swojej chorobie 13 lat temu, i byłam bardzo zdziwiona że w 2 miesiące po przejściu na emeryturę padła taka diagnoza. Przecież w moim zakładzie pracy mieliśmy obowiązkowe badania lekarskie i nigdy nic złego nie wyszło. Więc jak to ? w ciągu dwóch miesięcy powstała ?
Nie czas było jednak na zastanawianie się, trzeba było podjąć leczenie.
Kiedy poznałam Ludwika, powiedziałam mu, że choruję, bo uważałam ,że powinniśmy sobie na początku znajomości powiedzieć o swoich chorobach, ułomnościach itd.... aby później nie było rozczarowań, że coś zostało zatajone.
Dawałam sobie radę, przez 10 lat było w miarę dobrze,  ale później nastąpiło pogorszenie, trzeba było wziąć mocniejsze leki , no i wyszły powikłania : mam orzeczenie o niepełnosprawności, wydane przez lekarza orzecznika, musiałam zoperować oczy, no i teraz bardzo się pilnować. Ale wiem, że niestety w pełni zdrowa już nie będę i że muszę starać się z tym żyć.
I właśnie o tym była audycja, że w chwilach kiedy dopada nas choroba powinna być przy nas osoba wspierająca, bo jak powiedział profesor
ks. prof. dr hab. Jan Przybyłowski, ks. dr Zenon Hanas SAC

świat człowieka chorego a zdrowego jest zupełnie inny. Nikt nie zrozumie człowieka chorego dopóki sam nie zachoruje. Wtedy taka obecność osoby bliskiej jest bardzo potrzebna, i nie po to aby mówić nic się nie martw, jakoś bedzie  - tylko po to aby chorego wspierać w walce z chorobą. Bo czasami po takiej diagnozie ludzie tracą wolę życia. I być z tym chorym do końca trzymając go za rękę aby w spokoju pozwolić mu przejść przez ten najważniejszy egzamin życia - ŚMIERĆ
Bardzo trafnie zostało powiedziane, że w chwili kiedy słabnie ciało, wzrasta duchowość. Człowiek zaczyna wchodzić w głąb swojego jestestwa, kiedy jest wierzący,  odczuwa obecność Boga, dotyka świętej tajemnicy zmartwychwstania.
Ale cierpienie skutecznie potrafi zagłuszać to dobro, kiedy cierpimy  czasami nie jesteśmy w stanie racjonalnie myśleć, czekamy tylko na ukojenie bólu.
Walczymy ale bardzo często prosimy Boga aby nas już od tej traumy wybawił. Tak jak to jest w pięknej pieśni:


 Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo! 
Ty za nami przemów słowo, Maryjo! 
Ociemniałym podaj rękę, 
Niewytrwałym skracaj mękę, 
Twe Królestwo weź w porękę, Maryjo!




drugim tematem poruszonym w audycji była:

 ŚMIERĆ MÓZGU  
prowadzona przez prof. n. med. Jan Talara



http://jacek.norkowski.info/?metoda-talara,34

audycja tym bardziej ciekawa i kontrowersyjna, kiedy dzwonili słuchacze mówiąc o tym, że w naszych polskich szpitalach za szybko stwierdza się śmierć pacjenta i właśnie śmierć pnia  mózgu,  aby móc pobrać jak najszybciej organy do przeszczepu. Opowiadała babcia płacząc, że ponad 20 lat temu jej mała wnuczka wpadła pod samochód i w szpitalu szybko stwierdzono zgon i pobrano organy, zanim dojechali  rodzice. Nie sądzę aby kłamała.... nawet po 20 latach zanosiła się szlochem...
I własnie prof. Talar stwierdził, że trzeba dać choremu ostatnią szansę, nie pochopnie skazywać go na śmierć, bo ma np. 90 lat.... ale zrobić WSZYSTKO co jest w mocy lekarza aby mu pomóc.
Czy to jest prawda ? myślę, że jednak jest , bo niby za co chce się się pozbawić profesora wykonywania zawodu ?

https://tajnearchiwumwatykanskie.wordpress.com/2015/08/05/bronmy-prof-jana-talara-ktory-udowadnia-ze-smierc-pnia-mozgu-nie-istnieje/



 dla mnie to szok , co się obecnie dzieje w medycynie i farmaceutykach, lekarze nie leczą tylko eksperymentują, firmy trują nas lekami....

strach się położyć do szpitala, ale przecież sa lekarze z powołania, którzy naprawdę leczą i starają się pomóc choremu.

Nie mogłam spać po tej audycji.....

aha,  był reż głos pani doktor jak się przedstawiła, że lekarz to nie cudotwórca i np po co męczyć 90 letniego pacjenta pod respiratorem, lepiej ten respirator odłączyć....niech spokojnie umrze..

DUSZĄC SIĘ !!!!


http://www.eioba.pl/a/3rbm/kolejne-bledne-orzeczenia-smierci-mozgu

https://www.pch24.pl/smierc-mozgu,3623,tag.html

https://www.zdrowie.abc.com.pl/zmiany-w-prawie/ustawa-zmniejszajaca-liczbe-lekarzy-orzekajacych-smierc-mozgu-podpisana,109893.html

1 marca 2017

+++



Wczoraj pożegnałam swoją mamę, która odeszła do Domu Ojca w wieku 94 lat. Tata czekał na nią 23 lata,  ale wierzę , że są już razem , że otoczył ją swoją opieką jak to czynił za życia.
Do zobaczenia MAMO......


25 października 2016

MGŁA I ŚMIERĆ




W ubiegłą sobotę byłam na pogrzebie sąsiadki - 57 lat, wylew. Nawet nie dojechała do szpitala. Znałam ją tylko z widzenia, bo mieszkała trochę dalej, ale codziennie rano jeździła na rowerze do sklepu i spotykałyśmy się po drodze. W związku z tym postanowiłam iść na pogrzeb....
Zaczynam oswajać śmierć..... od kiedy w kościele nie wystawia się otwartej trumny z nieboszczykiem tylko urnę i zdjęcie,  to jakoś łatwiej to przychodzi.
 Pamiętam ,że jako dziecko nawet bałam się wejść do kaplicy cmentarnej aby nie zobaczyć nieboszczyka, śnił mi się później po nocy i miałam koszmary. Ale z wiekiem to przemija....trzeba się z tym pogodzić...z odchodzeniem i ostatnim pożegnaniem.
Ostatnio dużo u nas pogrzebów - i to młodych stosunkowo ludzi. Społeczeństwo się starzeje  - a młodzi wyjeżdżają za granicę.
W necie przeczytałam artykuł
 http://fakty.interia.pl/autor/krystyna-opozda/news-grozi-nam-demograficzna-katastrofa,nId,2294458

Ja na pewno już nie dożyję tego 2050 roku, i nie zobaczę tych przemian..

Za to pogoda jesienna mnie rozpieszcza.... mgły snujące się nad polami, krajobrazy nostalgiczne... zdecydowanie jesień to moja ulubiona pora roku.





11 marca 2015

ZAGRODNO / ADELSDORF/....... ŻYCIE I ŚMIERĆ





Miało być wiosennie, ciepło, o przyrodzie budzącej się do życia - a będzie o przedwczesnej śmierci...
w niedzielę dotarła do nas wiadomość , że zmarła nasza dobra znajoma, katechetka z Zagrodna - pani Jadwiga Jankowska.Miała 62 lata
Wiedzieliśmy, że choruje od 10 lat, przeszła poważną operację,  ale rokowania były dobre, przez 8 lat nic się nie działo. Ale podstępna choroba zaatakowała ponownie, znów była chemia, leki......
Widzieliśmy się z Jadwigą w ubiegłym roku przed Wszystkimi Świętymi, była po chemii,  ale już tej lżejszej, cieszyła się,  że wraca powoli do zdrowia.,,a tu taka  nagle smutna wiadomość.
Zmarła na zapalenie płuc.... Wyjałowiony organizm niestety nie poradził sobie.
We wtorek więc pojechaliśmy na pogrzeb i muszę powiedzieć,   że od wielu lat nie widziałam takiego ostatniego pożegnania, podniosłego, katolickiego.

O godzinie 9 rano,  została przywieziona trumna i wniesiona do kaplicy cmentarnej, tam ją otworzono, zapalono świece i tak przez godzinę można się było z Jadwigą pożegnać.Przyszła masa ludzi, i z Zagrodna i przyjezdnych.
Następnie przewieziono trumnę do kościoła na uroczystą Mszę Św. pogrzebową, którą poprowadził ks. biskup Marek Mendyk...

....w  ramach Konferencji Episkopatu Polski w 2013 został członkiem Rady Stałej z wyboru[7]. Objął też funkcję przewodniczącego Komisji Wychowania Katolickiego, został członkiem Komisji Duszpasterstwa i asystentem Rady Szkół Katolickich. Ponadto wszedł w skład Rady Fundacji „Dzieło Nowego Tysiąclecia”[6]....

http://pl.wikipedia.org/wiki/Marek_Mendyk

Mszę celebrowało 15 księży,






 była również  obecna pani senator Dorota Czudowska
LINK

młodzież gimnazjalna ze sztandarem pożegnała swoją długoletnią katechetkę, były wspomnienia przyjaciół i znajomych Jadwigi.



No a później uroczysta Msza.....
pogoda dopisała , słońce rozświetlało Jej  ostatnią drogę  

Zdjęć nie robiłam ze względów oczywistych ale ....dostałam je później na płycie//......






Odeszłaś cicho, bez słów pożegnania.
Tak jakbyś nie chciała, swym odejściem smucić...
tak jakbyś wierzyła w godzinę rozstania,
że masz niebawem z dobrą wieścią wrócić"
                                                           Ks. J. Twardowski



11 grudnia 2013

ŚMIERĆ.....



Życie to czas, w którym szukamy Boga.

 Śmierć to czas, w którym Go znajdujemy. 

Wieczność to czas, w którym Go posiadamy”

oew. Franciszek Salezy






Wróciliśmy z pogrzebu naszego sąsiada J...., który odszedł w dość tajemniczych okolicznościach...
Mieszkał na swojej posesji sam,  był   schorowanym emerytem  , chodzącym  o kuli....w grubych okularach... 
Znalazł go sąsiad M. rankiem kilka dni temu, na jego podwórku, był bez kurtki, bez butów.....wezwano więc policję,  bo wygladało to dośc niepokojąco.
Po sekcji zwłok okazało się,  że został pobity.... konał 6 godzin  pod własnym domem.....
Ktoś go pobił..... 
Krążą różne plotki , ale nie będę ich powtarzać.....
Dziś go pożegnaliśmy, przyszli jego koledzy,  była rodzina i sąsiedzi...
i jak na tę pore roku, żegnał go piękny słoneczny dzień..... a może to było powitanie w drodze do innego Świata...może poszedł po promieniach słonecznych tam, gdzie nikt z żywych nie był  jeszcze obecny....




Zmarły człowiecze! z tobą się żegnamy,

Przyjmij dar smutny, który ci składamy:


     Trochę na grób twój porzuconéj gliny


     Od twych przyjaciół, sąsiadów, rodziny.




Powracasz w ziemię, co matką twą była, 


Teraz Cię strawi, niedawno żywiła:


     Tak droga każda, którą nas świat wodzi,


     Na ten ubity gościniec wychodzi. 




Niedługo bracie, (siostro), z tobą się ujźrzemy,


Jużeś tam doszedł, my jeszcze idziemy,


     Trzeba ci było odpocząć po biegu:


     Ty wstaniesz, boś tu tylko na noclegu.




Boże! ten zmarły w domu Twym przebywał,


U stołu Twego jadał, Ciebie wzywał,


     Na Twéj litości polegał bezpieczny:


     Daj duszy jego odpoczynek wieczny.


z netu....

2 lutego 2012

KROGULEC

Wczesny poranek, pijemy w kuchni poranną kawę i zerkamy przez okno na sikorki urzędujące na wywieszonej słoninie. Wróbelki też mają swoją miskę, ale Ludwik stwierdza że mało juz tego pokarmu więc wychodzi na dwór i dosypuje. Wraca do domu i nadal obserwujemy.... wróble przelatują z żywopłotu przy drodze na pobliski wiciokrzew... ćwierkają ale ostrożnie patrzą dookoła.... czy nie ma  czasami kota....
I nagle Ludwik mówi zobacz....
trochę zdezorientowana nie wiem na co mam patrzeć .... przecież patrzę cały czas.....
a to były ułamki sekundy....znad domu wyleciał krogulec, który  pewnie    obserwował to całe wróblowisko.... i na naszych oczach rozegrała się tragedia, "morderstwo"




Zdjęcia robione przez szybę , z odległości....aby nie spłoszyć drapieżnika, który i tak co chwilę się rozglądał czy mu nic nie grozi....
w pewnym momencie wzniósł się do góry trzymając w szponach zdobycz.... obserwowalismy jak przenósł ją w odległy kąt ogrodu aby dokonczyć dzieła.
Poszłam później na miejsce "kaźni" i sfotografowałam  pozostałości po uczcie...


a wróbla rodzinka nie robiąc sobie nic ze śmierci brata okupuje żywopłot  poćwierkując sobie.... o czym ? tego niestety nie wiem....