Nawiązując do poprzedniego wpisu, znalazłam na blogu
http://kpalys.blogspot.com/
piękne słowa, cytuję:
....Największą jedność odczuwam z innymi, nie tyle poprzez fizyczną obecność, choć i ona jest ważna, ile dzięki duchowej łączności w Bogu. Słowa w pewnym momencie się kończą lub po prostu nie wystarczają.
Takich doświadczeń nie sposób wyrazić, ponieważ rozgrywają się w krainach nietkniętych przez słowa.
.....Modlitwa to powracanie do prawdziwej ciszy, nauczają kartuscy pustelnicy. Nie przez robienie czegokolwiek lecz przez zgodę na to, aby krok po kroku ustawała aktywność i ustępowała wobec prawdziwej i wewnętrznej ciszy, która zaczyna zajmować należne jej miejsce.
Jeśli raz usłyszymy taką ciszę, będziemy za nią tęsknić.
Należy tylko uwolnić się od przekonania, że sami z siebie możemy ją odtworzyć. Ona jest w nas, nawet kiedy jej nie słyszymy.
To jest to, co czułam, a nie potrafiłam ubrać we właściwe słowa....
Dlatego polubiłam swoją samotność.... a nie osamotnienie , jak pisze o. Krzysztof. To dwa różne stany ducha.
Moja samotność zamyka się w domowych pracach, porannym spacerze z psem, w kubku aromatycznej kawy,
i choć czasami brakuje mi najnormalniej w świecie zwyczajnej rozmowy, to fakt że moje dziecko przychodzi do nas na chwilę, rozjaśnia mi tę moją samotność.
Tak się cieszę, że mam ją teraz blisko siebie.....
gruzowisko, ale widać już fragmenty nieba.... będzie dobrze :)
