Piękna jesień tego roku była dla mnie niełaskawa, wysiadł mi kręgosłup, rwa kulszowa... ból i płacz.... dopiero po trzech tygodniach mogę w miarę funkcjonować, leki nadal biorę. Prześwietlenie wykazało zwyrodnienie i skoliozę :( kurde skąd ?
myślę, że to lata dźwigania i drzewa i węgla i ciężkich koszy prania a teraz przeprowadzka...no i się stało.
Najważniejsze jednak że jest lepiej. Na poprawę humoru zamówiłam sobie Kokonka, niecierpliwie czekam kiedy nadejdzie aby złapać szydełko w ręce. To mnie najlepiej uspokaja.
Uratowany grudnik ze śmietnika odwdzięczył się i zakwitł, pomimo , że taki malutki. Dwa kolejne kwiaty też ze śmietnika :). Córka już mnie nazywa chomikowym zbieraczem.... no ale 8 lat zakupów tylko na złomowisku lub starym targowisku robi swoje ha ha.
Dajemy radę razem z Mosią, zwłaszcza że znalazła tu kolegę, identyczny jak ona tylko ma jedno oko błękitne...fajny piesek.
A to księżniczka Mosia na piernatach :)




