Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MARIAN JACHIMOWICZ. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MARIAN JACHIMOWICZ. Pokaż wszystkie posty

3 czerwca 2014

SPLĄTANE ŚCIEŻKI....SZEWACH WEISS, MARIAN JACHIMOWICZ, KAZIMIERZ PELCZAR




Czytam Atlantydę z wielkim zainteresowaniem, kolejne opisywane miasta, ludzie, życiorysy.......
 i właśnie z niektórymi ludźmi opisywanymi w książce  przecięły się i moje ścieżki życia...choć  ja urodziłam się po wojnie.

Borysław i Szewach Weiss
 Z posłankami ...Izabelą Katarzyną Mrzygłocką i Agnieszką Kołacz -Leszczyńską
W czasie kiedy  jeszcze pracowałam w wałbrzyskim magistracie, pamiętam wizytę Szewacha Weissa,  który odwiedził  to miasto,   mieszkał  tu prawie rok  , do czasu wyjazdu w 1946 r  do Izraela, odwiedził wówczas dom , w którym mieszkał przy ul.  11-go Listopada, było to jak sam mówił  dla niego wielkie przeżycie....

..... Były ambasador Izraela w Polsce prof. Szewach Weiss odebrał w poniedziałek 5 listopada 2012 roku  tytuł Honorowego Obywatela Wałbrzycha. Rada Miejska podjęła uchwałę o nadaniu mu tego tytułu w 2003 r., Weiss odebrał tytuł osobiście po niemal dziesięciu latach.

ŹRÓDŁO


BORYSŁAW - ZAGŁĘBIE POETYCKIE
MARIAN JACHIMOWICZ


Najbardziej znanym borysławianinem osiadłym w Wałbrzychu był Marian Jachimowicz [1906 -1999], poeta, tłumacz, eseista....
 źródło


W Tobie Wszystkie
Zmieniłaś uczesanie
Stałaś się inną kobietą
Chcesz być każdą która się może podobać

Abym widział w tobie wszystkie
i nie pragnął innej oprócz ciebie

Biegną wargi po twojej szyi
Po karczku wspinają się ku włosom

Drżysz jak płatek kielicha
kiedy trzmiel go nawiedza...

Marian Jachimowicz z cyklu Gaje Tańczą


Moje spotkanie z panem Marianem było typowe dla tamtych czasów, poeta prowadził jak by to dziś nazwać "warsztaty poetyckie dla młodzieży" a ja poprzez mojego utalentowanego kolegę z podstawówki Bogusia Szczawińskiego [ dziś znanego muzyka jazzowego] brałam w nich udział.
Boguś pisał również wiersze, i  pamiętam jak przychodził do mojego rodzinnego domu z  własnymi wierszami i poprawkami naniesionymi przez pana Jachimowicza.

wiersz Bogusia z 1967 roku...

Drzewowiersz

drzewowierszem
otwieram lasy
moje
otwieram
po doskonałość
po mądrość
powtarzam
człowiek jest instrumentem realnym
poezji i ciężaru
i ziemi
otwieram ciężar...
ziemię ?
drzewowierszę....

Teraz może wydaje się banalnym wierszem ,ale wówczas dla nas młodych ,  wiersze pisane na prywatkach , dla dziewczyn   były  pięknym, romantycznym  prezentem....

TRUSKAWIEC I PROF.KAZIMIERZ PELCZAR



Kazimierz Pelczar (ur. 2 sierpnia 1894 w Truskawcu, zm. 17 września 1943 w Ponarach) – polski lekarz, naukowiec, onkolog, profesor Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, prekursor onkologii w Polsce. Autor ponad 85 prac naukowych z zakresu różnych dziedzin medycyny i założyciel pierwszego w przedwojennej Polsce centrum onkologii – Miejskiego Zakładu Badawczo-Leczniczego Wileńskiego Komitetu do Zwalczania Raka w Wilnie.
ŹRÓDŁO


Z nazwiskiem Pelczar spotkałam się w bardzo nietypowy sposób, choć nie wiem czy na pewno dotyczy to krewnych Profesora.
Mój tata po wojnie przyjechał do Wałbrzycha i pracował najpierw jako instruktor nauki jazdy a później jako kierowca w PKS-sie.
Tam wówczas dyrektorem był pan Umiastowski  [jak dobrze pamiętam ?], bywałam u nich w domu z moją mamą, która była wynajmowana do sprzątania dyrektorskiego  mieszkania.
Mnie interesowała wielka biblioteka,  mieszcząca w starej gdańskiej szafie, pięknie rzeźbionej . Były tam książeczki dla dzieci. Ja miałam wówczas może 8-10 lat, książki kochałam od zawsze więc pozwalano mi je tam oglądać.
Kiedy państwo Umiastowscy  przenosili się  do Wrocławia, ja dostałam najwspanialszy prezent..... część właśnie tych książeczek. Przyniosła je moja mama w wielkim wiklinowym koszu na bieliznę. Były to małe książeczki w czerwonej oprawie, niby skórzanej  i napisem "Nagroda pilności"
ale najważniejsze były dedykacja: kochanemu Wojtusiowi Pelczar od mamusi.... w nagrodę.....
albo kochanej Zosi Pelczar....

takie były te  dedykacje jeżeli mnie pamięć nie myli..... a było to przecież   55 lat temu....więc i pamięć możę być ulotna.
Cieszyłam się tymi książkami, czytałam, wracałam do nich nawet wtedy kiedy chodziłam już do szkoły średniej...
Pewnego razu odwiedziła mnie koleżanka , Zdzisława K . uprosiła mnie  abym jej je  wypożyczyła , a ja naiwna dałam wszystkie..... i tyle je widziałam....
Do dnia dzisiejszego nie mogę ich odżałować, Dzidka najpierw zwodziła mnie ,  że czyta, później,  że czyta je brat , który ponoć zabrał je do Warszawy....
Nie sądziłam że można ot tak po prostu ukraść je na żywca, no ale cóż ja zawsze byłam naiwna i wierzyłam ludziom. I za to często obrywałam baty.