I nagle Ludwik mówi zobacz....
trochę zdezorientowana nie wiem na co mam patrzeć .... przecież patrzę cały czas.....
a to były ułamki sekundy....znad domu wyleciał krogulec, który pewnie obserwował to całe wróblowisko.... i na naszych oczach rozegrała się tragedia, "morderstwo"
w pewnym momencie wzniósł się do góry trzymając w szponach zdobycz.... obserwowalismy jak przenósł ją w odległy kąt ogrodu aby dokonczyć dzieła.
Poszłam później na miejsce "kaźni" i sfotografowałam pozostałości po uczcie...
a wróbla rodzinka nie robiąc sobie nic ze śmierci brata okupuje żywopłot poćwierkując sobie.... o czym ? tego niestety nie wiem....