Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MOSIA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MOSIA. Pokaż wszystkie posty

1 września 2015

MOJE PRACE

drzewo z kotem :)


Upały nie odpuszczają, na dworze nie ma szans nic zrobić / albo my to takie mięczaki /,  że dopiero pod wieczór można na podwórku popracować. Nawet zaskroniec schował się pod pomidory, gdzie wilgotna ziemia, wystraszył mnie niemiłosiernie,  kiedy prześlizgnął  mi się  koło nogi.... nie miałam aparatu - niestety , więc fotki nie będzie.
Za to Mosia wczoraj pogoniła " kota" z łąki.... biedak schował się na drzewie , a ta głupia skakała po pniu, i za każdym jej   skokiem kocisko wdrapywało się wyżej, w pewnej chwili myślałam,  że już spadnie, a odciągnąć psa od drzewa - problem. Usiadła obok i czekała  ....
zdjęcia z komórki i pod słońce więc niezbyt ostre....







kto tutaj dostrzeże kota ?


Teraz pokażę kilka robótek, wymęczonych w tym upale, ale na jesień się przydadzą..
zdjęcia też niespecjalne ....:(











17 stycznia 2014

MOSIA....




Nasza psina już po zabiegu, zniosła go dobrze, rokowania są pomyślne. Zobaczymy.
na razie chodzi w kołnierzu, zdziwiona, że nie może  przejść przez uchylone drzwi, potrąca się o nogi stołu.... No tak, to inna perspektywa....


Ach cóż to za życie 
 bez psa na kanapie 
 bez psa co go się 
 za uchem drapie 
 i bez czujności 
 wiernych oczu 
 co śledzą ruch Twój
 każdy gest 
 bo w takich psich oczach
 przecież coś jest 
 Jest ogrom miłości 
 ocean radości 
 Są też cierpienia 
 smutki westchnienia 
 Cóż to za życie człowiek ma
 kiedy nie ma swojego psa .... 


Justyna Wawrzyniak


już w domu ale jeszcze zakręcona

odpoczywam na kanapie...


 a to  dla Czytelników od Mosi za troskę i dobre fluidy.....







20 lutego 2012

INSPIRA

Na blogach robótkowych króluje Inspira.... bardzo pomysłowy i efektowny otulacz. Dla mnie   było to jak wyzwanie, podobał mi się bardzo więc  zrobiłam  i dla siebie   I nic to,  że idzie wiosna ..... przyda się do kurteczki wiosennej na chłodniejsze dni.
pierwszy zrobiłam krótki.... taki bliżej szyi, i do tego opaskę na włosy


' "pozowałam "   z Mosią, no bo jakże może się coś dziać bez niej....


a to już większa Inspira, chciałam aby  przykryła ramiona, i ta już wyszła lepsza... no cóż "trening czyni mistrza "


Na dworze świeci słoneczko, ziemia obsycha, i całe szczęście, bo po tym błocie to dom wygląda jak za przeproszeniem chlew.... pies gania szczęśliwy po tym błocku a później wiadomo..... przemyca się po cichu na kanapę jak nikt nie widzi....

jestem zadowolona......

ale trochę mi wstyd.....


10 lutego 2012

ZIMOWE SPORTY

Zima i mróz nie odpuszcza, chyba jednak niepotrzebnie jej szukałam i ściągnęłam na własną zgubę. Minus 20 stopni prawie codziennie brrrr
Ale robić zakupy, palić w piecu trzeba... No właśnie...na podwórku za domem mamy zwiezione drewno do palenia, ale trzeba je jeszcze pociąć i przynieść do kotłowni....a skoro wychodzimy na podwórko to obowiązkowo nasze psisko wybiega pierwsze, szuka zdartej piłki czy kija i prowokuje do zabawy.
A zabawa wygląda czasem tak..... piłka a właściwie to już tylko jej szczątki są podrzucane i łapane przez Mosię , choć czasami zamiast na śnieg trafiają ... na drzewo...


a może lepiej jest  wejść na drzewo niż podskakiwać ?

a może podwójny tulup?

 no nareszcie ją mam....

 a uśmiechnięty  pysk świadczy o świetnej zabawie....
No cóż , ja nie mam takiej kondycji jak Mosia ..... SKS proszę SZANOWNEGO PAŃSTWA    SKS .....

18 stycznia 2012

NASZE ZWIERZĘTA

Pisałam juz kiedyś o naszych zwierzakach, psach i kotce,dzisiaj postanowiłam rozszerzyć temat.... Na pierwszy rzut idzie  Mosia.

 Mosia vel Majka
.....została uratowana z miotu przygotowanego do uśpienia. Weterynarz zadzwonił do męża mówiąc że są ładne pieski,  które właściciel , pracownik PGR-u  postanowił uśpić / cały miot/ bo  psia mama popełniła mezalians   i zakochała się w piesku tamtejszego Proboszcza. Żeby było dosadniej,  miejscowość z której pochodzi Mosia nazywa się  Proboszczów a parafią jej  jest Pielgrzymka  :)))
. Tylko miejsce urodzenia hmmm... nie arystokratyczne  - bo kurnik.
Stąd też nie dziwi nas zachowanie naszej Damy.
Wczoraj odwiedził nas zaprzyjaźniony ksiądz Roman, którego nasz Mosia wita zawsze "całując "  a i później zasiada na krzesle przy stole i nie daje się odgonic. Uważą że ma prawo siedzieć z nami  na równi.... brak tylko Wójta i Pana, bo Pleban jest obecny.
Tak samo zachowuje się w stosunku do innych duchownych, z którymi mamy dobre kontakty i często nas odwiedzają.

Judaszowy uśmiech Mosi......

 fotka z dzisiejszej zabawy.... taka mamy zimę tego roku....

Misiek, vel Gudłaj....
sama się kiedyś pytałam skąd  to drugie psie  imię, Ludwik odpowiedział że  w czasach jego dzieciństwa często na wsi tak nazywano psy.... hmmm teraz po "konsultacji na Wikipedii " już wiem....:(
Misiek został też uratowany, jego poprzedni właściciel zmarł, pies uciekł, błąkał się po okolicy , ponieważ był duży i agresywny postanowiono go zastrzelic :((((
dobry Lutek przygarnął go , ale musi byś uwiązany bo często odzywa się w nim dusza włóczęgi i ucieka.... Do tej pory ponoć nie reagował na przywołanie więc trzeba go było jakoś straszyć aby wrócił. Od kiedy zamieszkałam tutaj  na hasło sąsiadów,  że Misiek się błąka Ludwik chciał przywołać go po swojemu, ale mówię poczekaj, ja go przyprowadzę....wzięłam smycz i poszłam.... Misiek stał i patrzał z niedowierzaniem na mnie co zrobię.... ale po zawołaniu go zaczął machać ogonem i sam przyszedł aby mu założyć obrożę.... bez problemu przyszliśmy do domu a Misiek był wręcz zadowolony z wycieczki i z radością wszedł na podwórze.

Misiek już jest stary....
 ..więcej śpi w budzie niż wychodzi na zewnątrz....ale mnie zawsze wita szczekając i ciesząc się.... no wie kto go karmi hi hi...


Micia... Kicia.....
Kotka , która jako maleńkie kociatko przyszła pod drzwi  poprzedniej  zimy,  kiedy były takie silne mrozy. Dostała jeść...i juz została.... choć  jest dzika i do domu nie wchodzi, co najwyżej do przedpokoju aby głosno miauczeć że jest głodna. Karmię ją codziennie na równi z psami. Jest dziwna, bo woli psią miskę z kaszą i mięsem niż to co "koty lubią ponoć najbardziej" Jest do tego bardzo inteligentna , bo kiedy latem mówię do niej... Mićka tyle myszy wokół / mamy sąsiada z dużym gospodarstwem, stodołą, oborą.... /  za domem łąka i las....gdzie często widzę polujące koty...  ]  ...a ty tylko miau i miau.... nie umiesz nic złapać? 
No i od tego czasu przynosi nam pod drzwi a to myszy, a to jakieś inne gryzonie, a to wróbelka.... podrzuca przy misce abym widziała że "potrafi łowić" ale tego nie je....
Czasami Mośka się skusi na dużą tłustą  mysz i ją zje, wtedy Micia patrzy ironicznie na nią  myśląc pewnie  oj  głupia ty głupia ty....
Ja się śmieję,  że jest wegetarianką albo jeszcze jakąś inna wege.....

PANI MICIA


Dzisiaj był właśnie taki dzień , myszopodobne  zostało złożone pod drzwiami więc postanowiłam opisać te nasze zwierzęce historie.
Nadmienię,  że Micia dwa razy była mamą, ale nie interesowała się w ogóle swoim potomstwem. Dopóki trzymałam je wysoko w pudle i tam ją karmiłam to trochę z nimi siedziała, ale kiedy podrosły na tyle,  że zaczęły same wychodzić i penetrować okolicę,  zostawiała je na pastwę losu, no a ja niestety nie byłam w stanie wszystkiego dopilnować...
Teraz zdjęcia z dzisiejszego dnia...


przyniosłam śniadanie....
nooo złapałam ale MI NIE SMAKUJE   ...fuj !!!!


może Mosia się skusi ????
 fuj... ja też tego gatunku nie jadam.... wrrrr

12 września 2011

DARY PRZYRODY

W tym roku jak nigdy dotąd..... hmm znów to słowo .....jem  do woli dary przyrody, owoce,  które smakują zupełnie inaczej niż te kupowane w sklepie.Tutaj są zrywane bezpośrednio z drzewa, krzaczka.... pachną słońcem i miłością.
Najpierw były czereśnie, wspaniałe, soczyste, czerwone, żałuję , że nie zrobiłam zdjęcia drzew, oblepionych owocami, ale mam fotkę na drzewie, z Mosią, która wspaniale wchodzi po drabinie...
później agrest, brzoskwinie, teraz  maliny, śliwki, gruszki, jabłka, winogrona..... wszystko z własnego ogrodu,



Szczęśliwi są ci , którzy potrafią docenić własny kawałek ziemi,  ogród, sad....
w mieście wszystko wygląda inaczej.
Tutaj dostrzegam to dobrodziejstwo posiadania własnej ziemi, a kiedy jeszcze Ludwik przyniesie mi w dłoniach garść pachnących  poziomek zebranych porankiem pod własną radiostacją,  czy teraz jesienią orzechy z leszczyny, które obrane podaje mi wprost do buzi..... czegóż  można więcej pragnąć ?

 

Owoce jesieni

Jabłek buzie rumiane,
Gruszek sople, łezki.
Noce liściem szemrane,
Świt nieba niebieski.

W lasach kalin korale,
Róż kaiki, szkarłatne.
W babim lecie traw- szale.
Tarniny granatne.

Grona cierpkich jarzębin,
I rajskie jabłuszka.
I żołędzie od dębin.
Dzika drzemie gruszka.

Leszczyn owoc- orzechy,
Świerków świece- szyszki.
Zerka spośród liść, strzechy.
Bzu jagody- mniszki.

Lśnią łaciate kasztanki,
Po drodze, na miedzy.
Olszy czarnej- baranki,
Sosny szyszki- szpiedzy.

Głogu drobne cekiny,
Oczka purpurowe.
W korze ściętej brzeziny,
Opieńki miodowe.


Józef Bieniecki

6 kwietnia 2011

CD..... opowieści z R.


Czas biegnie z prędkościa światła..... takie odnoszę wrażenie czytając naszą księgę portalową , wypadki potoczyły sie lawinowo... spotykalismy sie praktycznie co tydzień... aż doszlismy do momentu kiedy postawiliśmy na spotkanie dwudniowe.... chcieliśmy przeżyć wspólna noc....

No i nadszedł ten moment....wspólna kąpiel, później szampan, no i oczywiście cudowna , spełniona noc.... kochalismy się jak nienasyceni sobą kochankowie....

A rano .... kiedy otworzyłam oczy spełniło sie kolejne marzenie..... o zasypianiu i budzeniu sie przy boku kochającego mężczyzny...

L. był obok, uśmiechał się do mnie.... i to wystarczyło zupełnie do szczęścia.

Do domu nie chciało mi się wracać , choć nie wiedziałam , że czeka mnie tam awantura na 4 fajerki....

No własnie.... w domu po powrocie czekał na mnie na stole napisany pozew rozwodowy ... X stwierdził że od pół roku spotykam się z kimś z dzielnicy, nawet " wiedział w której bramie ten ktoś mieszka" sic!

podpisałam więc ten papierek leżący na stole ... i dopiero wtedy zaczęło się piekło...

X nie sądził że ja tak uczynie, sądził , że będę się tłumaczyć....

Ale z czego miałabym się tłumaczyć skoro to "wiadomości wyssane z palca"

Doszło do tak potężnej awantury że musiałam o 2 w nocy uciekać z domu przed rozjuszonym x....

zadzwoniłam do L. i ten mój kochany przyjaciel przyjechał po mnie i zabrał mnie do siebie....

właśnie w tę nieprzespaną noc postanowiliśmy że będziemy razem i jak to L.powiedział na poczekaniu.... ...jesteśmy od tego momentu po słowie....

Złożyłam pozew rozwodowy, i wszczęłam procedure wyzwalania sie z tej swojej domowej matni.

I jak widać w poprzednich postach.... doprowadziłam do rozwodu.

Teraz piszę sobie , L. jest w pracy, a ja czekam z utęsknieniem na niego....

w domu cieplutko, u moich nóg lezy Mosia, rudzielec kochany, muzyka sączy się z salonu.... czego więcej potrzeba do szczęścia ?

Ludwiku....

Czy zawsze tak...?


Czy zawsze będzie tak, jak dziś

Twój pocałunek budził rankiem

,I cichy szept spragnionych ust,

Kiedy w ramionach czułych zamkniesz.

Już nie popłyną nigdy łzy,

Scałujesz każdą kroplę słoną,

A kiedy spojrzysz w oczy znów,

Zrozumiesz, ze dla ciebie płoną.

Serce nie może znieść już drżeń,

Chce być bliziutko kiedy marzysz,

By zapamiętać każdą z chwil

Jak uśmiech, który masz na twarzy ,

Zatrzymam każdy z tobą sen

I czuć nie będę się samotna,

Bo wiem, ze teraz zawsze już,

Gdy spojrzę w niebo gwiazdę spotkam.