Wystarczy kilka dni odosobnienia aby docenić codzienne, normalne życie...
to tylko kilka dni....a już z nosem przyklejonym do szyby tęsknie spogląda się na : dzieci idące do szkoły, kierowcę parkującego pod szpitalem, babcię wychodzącą z pieskiem na spacer....
z obawą czeka się na zaplanowany zabieg.....i cieszy - kiedy wraca się na to szpitalne łóżko , że już po.... teraz przyjdzie tylko czekać na wynik.....
Ale wieczorem, przed zabiegiem na niebie ukazała się tęcza, wprawdzie za budynkiem, ale to napawa nadzieją że będzie dobrze...
a to szpitalne jedzonko :)
na resztę spuszczam kurtynę ....
ech..... coś ten rok nie jest zbyt szczęśliwy dla mnie, a może to niestety już PESELIOZA ? na którą nie ma rady ?....
Dlatego też po powrocie do domu zaczynam się cieszyć codziennością, w drodze do przychodni uwieczniam "dziwne niebo" - czyżby to geoinżynieria ?
Za to w niedzielę przejażdżka po najbliższej okolicy...
a za wszystkie dobre, krzepiące słowa....serdecznie dziękuję ..









