Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LWÓWECKIE LATO AGATOWE. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą LWÓWECKIE LATO AGATOWE. Pokaż wszystkie posty

22 lipca 2016

AGATOWE LATO ..... I INNE.....





Agatowe Lato to już cykliczna impreza, w tym roku byliśmy i w sobotę i niedzielę.
Sobota  - to tłum ludzi,   nie można było  "dopchać się " do stoisk,  zwłaszcza oblegane były  te z biżuterią , rękodziełem..... dlatego też wróciliśmy  do domu i dopiero w niedzielę pojechaliśmy aby już na spokojnie pooglądać agaty, których było najwięcej oraz wszelkie inne kamienie.
Na rynku powitaliśmy naszego znajomego KATARYNIARZA ..



no i zrobiliśmy zakupy.....
to nasze ....


to mój ulubiony..... pagoda




było dużo piękniejszych...no ale ceny zaporowe jak dla nas :(








dostałam również jak co roku prezent od męża....



wyprawę do ratusza opiszę jak się tam wybierzemy....

19 lipca 2015

AGATOWE LATO I ......




Jak co roku we Lwówku Śląskim odbywa się impreza pod nazwą Agatowe Lato, więc i w tym roku trzeba było się tam wybrać....
ale wg mnie coraz mniej jest tam naprawdę pięknych wystawianych eksponatów  a coraz więcej komercji..... dużo stoisk ze srebrem, stoiska odpustowe, stoiska z: chlebem, wędlinami, watą cukrową, przyprawami, zabawkami, "szmatami"i piwem.....
a kamienie - drogie i bardzo drogie, albo nam ten "emerycki portfel" tak zubożał...
Pochodziliśmy w tym upale, Ludwik zrobił parę zdjęć, ja kupiłam za całe 15 .00 zł polskich wisiorek / ha ha / i jazda  do domu, zwłaszcza że Ludwik czuł się  słabo. A dlaczego ? no znów było spotkanie z ....

w piątek  Ludwik zaczął betonować bramkę wejściową, było upalnie,  a kilka dni temu zlikwidowaliśmy olbrzymie gniazdo os....no i te małpy , niedobitki jeszcze tam latały...wściekłe jak osy ....
pewnie któraś poznała,  kto jej zlikwidował dom i .....użądliła Ludwika w szyję, widziałam z pietra jak biegnie do domu, więc szybko zbiegłam na dół, odessałam pompką część  jadu , i dzwoniłam na pogotowie, Ludwik zdążył sobie zrobić zastrzyk z adrenaliny i padł na wersalkę jak nieżywy, zaczął odlatywać,  a ja biegałam do domu patrzeć czy żyje i  czekałam na dworze  na pogotowie, przyjechali na sygnale, szybko Ludwik dostał jakieś zastrzyki , ale nie było lepiej, dostał więc w domu kroplówkę a z drugą zabrali go do szpitala....
dobrze,  że to była "tylko osa" bo ma mniej jadu więc o 24.00 zadzwonili ze szpitala, że mogę go zabrać do domu, więc szukałam po nocy transportu....
Sam wstrząs i leki spowodowały , że Ludwik jest słaby,  na dwór prawie nie wychodzi , bo osy znów się pojawiły a i w domu zabiłam kilka szerszeni, chociaż w oknach  mamy siatki a strych jest  uszczelniony... siedzimy więc jak potępieńcy w tym domowym areszcie.
Ale dzisiaj postanowiliśmy rano pojechać i choć trochę pocieszyć oko eksponatami...Jednak w tłumie źle robi się zdjęcia, więc trzeba będzie pojechać do ratusza w powszedni dzień i spokojnie obejrzeć wystawę..

































Własnie przed chwilą "wróciła" burza, kręci się tak od południa, trochę popadało i wyszło pół tęczy, więc chyba będzie dobrze.

15 lipca 2013

KATARYNIARZ KARKONOSKI...WŁODEK





Nic nie dzieje się przypadkowo,
zawsze jest jakaś przyczyna i konieczność.
Platon



I taka sytuacja zaistniała w sobotę a finał nastąpił w niedzielę...

Zainspirowana postem Meg
TUTAJ
http://megg68.blogspot.com/2013/07/kataryniarze.html


i jej świetnymi zdjęciami zobaczyłam i usłyszałam  na lwóweckim Agatowym Lecie katarynkę, postać wydała mi się na tyle znajoma , że podeszłam z pozdrowieniem i pytaniem.... czy pan grał w Gorzowie ?
tak ...odpowiedział pan Kataryniarz [ bo takim słownictwem będę się posługiwać]...zaczęła się luźna rozmowa, Ludwik oczywiście jako znający się na tych instrumentach porozmawiał o sprawach technicznych,
katarynka grała, małpka wyciągała łapki...dzieci słuchały z ciekawością więc nie zabieraliśmy więcej czasu i ruszyliśmy na zwiedzanie stoisk.
Jednak w niedzielę, pod wpływem nie wiem...intuicji czy dobrych fluidów.... podeszłam znów do pana Kataryniarza, tym razem z postanowieniem dłuższej rozmowy....
kiedy pan zapytał czy mieszkamy w Gorzowie a ja odpowiedziałam że nie... że my jesteśmy stąd.... uśmiech zagościł na jego twarzy...
i co się okazało ?
Pan Włodek mieszka kilkanaście kilometrów od nas, pod Jelenią Górą....
no nie .... takiej okazji nie można było przepuścić, zaprosiliśmy go do nas , bo w drodze powrotnej   przejeżdżą przez naszą wieś....
i tak w domu, przy kawce rozpoczęła się świetna rozmowa, dyskusja....
Ludwik ma w swoich zbiorach katarynki, mechanizmy do nich więc rozmawiali fachowo i konstruktywnie.
Mam nadzieję,  że będziemy się częściej spotykać, bo pan Włodek jest bardzo sympatycznym , mądrym i wrażliwym na muzykę człowiekiem. Jednocześnie bardzo skromnym....

MEG ..... DZIĘKI TOBIE POZNALIŚMY KOLEJNEGO POZYTYWNIE ZAKRĘCONEGO CZŁOWIEKA....

co to jednak znaczy net!!!







dalsze zwiedzanie zaprezentuję w postaci zdjęć, one lepiej oddadzą atmosferę imprezy...





















były i wspaniałe stalowe rumaki... dla każdego coś miłego...



a my jedziemy dalej jak pisałam wczoraj do .....