Mam tyle tematów w zanadrzu do opisania ale mnie ogarnął jakiś leń, co się zbliżę do lapka ...to poczytam Wasze posty , i tyle.... nici z pisania....
ale w końcu muszę nadrobićopis minionych dni....
a więc ...nie po kolei ...
Wczoraj było święto Bożego Ciała, po raz pierwszy nie uczestniczyliśmy w procesji wiejskiej, pojechaliśmy do miasta...
a u siebie zrobiłam kilka fotek z okna....
to, że Święto nie ma już charakteru takiego jak przed laty pisze Furtka o tutaj
zgadzam się z nią, że zatraciło cały swój magnetyzm, a może to od dawna tak było, tylko oczy dziecka widzą wszystko inaczej i barwniej....
Byliśmy również w odwiedzinach u '" naszego kolegi".... chciał nas poczęstować własnorecznie zebranymi poziomkami.... ja nie poszłam bo boję się wysokich traw, ale Ludwik i owszem w sandałach poszedł na skałki... tam gdzie rośnie ich mnóstwo....no i dobrze, że w pewnym momencie spojrzał pod nogi, a tam ...żmija... autentyczna, duża..."piękne zwierzę " jak mówi W.
kiedy Ludwik przyjrzał się lepiej tym kamieniom i poziomkom, to odeszła go na wszystko ochota..... wszędzie, ale to wszędzie leżały żmije.....
fakt były wtedy upały, więc sie wygrzewały....
Ludwik już "inna droga " spieprzał z góry, zrobił tylko jedno zdjęcie i to z daleka .... bo już wszzędzie miał przed oczami żmije.... Nawet w domu jak układał drzewo na podwórku, to każdy większy kij był żmiją.... ha ha
a nasz kolega żyje z nimi w symbiozie, nawet małe żmijki późna jesienia zbierał do wiaderka i wynosił w bezpieczne miejsce. :)
Faktycznie miejsce gdzie mieszka jest oazą ciszy, słychać tylko ptaki, kwitną i pachna róże.... no ale to "zmijowe towarzystwo" odstrasza.....
Za to wczoraj wieczorem znów zapłonęło niebo, poszłam z Mośką na spacer no i taki efekt... pies się wybiegał a ja mam kolejne Płonące Niebo :)
A dziś juz normalny dzień, praca w domu i wokół domu....







