
Czas przecieka mi przez palce, najchętniej zaszyłabym się gdzieś na zapadłej wsi, gdzie nie ma ludzi i obcowała tylko z przyrodą. Cieszę się, że minęły już święta, nienawidzę wszelakich świąt z niedzielami włącznie.Mam wtedy poczucie osaczenia we własnym domu, bo przecież "wypada " zjeść wspólne śniadanie, co ze świątecznym ma tyle , że są tylko tradycyjne potrawy, atmosfery religijnej O. Rodzina nie wierzy, nie chodzi do kościoła, a święta kojarzy tylko z jedzeniem i leżeniem na kanapie.
Gdybym miała możliwość zamieszkania na wsi, żyłabym zgodnie z rytmem przyrody, chętnie chodziłabym do wiejskiego kościółka na nabożeństwa, gdzie jeszcze panuje tradycja, śpiewanie pieśni religijnych, wieczorne nabożeństwa przy zachodzie słońca.... To wszystko koiło by duszę i pozwalało żyć spokojnie. Brakuje mi tego spokoju. Brakuje....
Żyję chyba nierealnie, marząc o czymś co się nigdy nie spełni.....może powinnam spojrzeć na swoje życie z większą dozą realizmu?
Ale skoro Bóg daje mi takie a nie inne zadanie, to przecież musi to czemuś służyć.... Tylko jak to rozpoznać ?
Pomyślałam kiedyś sobie, że gdyby stał się cud i stałabym się posiadaczką własnego lokum to wzięłabym jakiegoś chłopca z domu dziecka, aby mu dać dom i miłość. Miałabym przybranego syna Pawła....
to takie moje marzenia, może niezbyt mądre.....ale może kiedyś się spełnią.....
Wypełnię wolę Ojca .... i może nareszcie poczuję się szczęśliwa ?
Modlę się o to codziennie....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz