5 października 2011

PORANEK

Poranek powitał mnie mglisto ale i ciepło....dosłownie i w przenośni....
zeszłam na dół wypuścić psa a tu miłe ciepełko.... no i oczywiście ciepły całus od Ludwika rozwiał moje wczorajsze złe sny.
Zastanawiam się tylko dlaczego  wczorajsze takie małe drobne zdarzenie wywołało taką reakcję u Lutka.Czyżby łzy kobiety  wprawiły go w zakłopotanie ? wszak sam mówi że kobieta jest nieprzewidywalna i zmienna jak pogoda więc ? przecież i w przyrodzie pada deszcz.....a wystarczyło tylko mnie przytulić i powiedzieć.... jestem przy tobie, nie płacz.... i na pewno od razu byłoby dobrze...
Musimy się oboje uczyć siebie..... bo chociaż siwizna nam prószy skronie to nadal jesteśmy dla siebie pewna nieodgadniona zagadką. Ale to miłe że chcemy i pragniemy się nawzajem poznawać.
Teraz słucham koncertu e-moll Szopena, Mosia leży na kanapie.....i jest prawdziwie domowo - ciepło i przyjaźnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz