Najcenniejszym zabytkiem Płakowic (obecnie części
Lwówka Śląskiego) jest renesansowy pałac (nazywany też zamkiem),
należący w swoim czasie do największych założeń rezydencjonalnych na
Śląsku. Piętrowe arkady wokół dziedzińca spowodowały nadanie mu
„turystycznej” nazwy Małego Wawelu.
Od ok. 1330 r. do 1530 r. Płakowice należały do
rodziny von Raussendorfów, którzy ponoć mieli tu zamek, położony nad
Bobrem. Według XIX-wiecznego badacza K. A. Müllera, jego ruiny istniały
do 1815 r., kiedy to zostały zniszczone przez powódź. Już w 1501 r.
górna część wsi drogą mariażu przeszła w ręce Christopha Talkenberga.
Jego syn Rampold postanowił opuścić średniowieczny zamek Podskale i
rozpoczął w 1550 r. budowę istniejącej do dziś rezydencji. Prowadził ją
do 1563 r. osiadły na Śląsku murator włoski Francesco Parr.
W odniesieniu do renesansowego założenia określenie
„zamek” jest użyte przez wzgląd na tradycję – w rzeczywistości jest to
reprezentacyjny dwór, nie posiadający – poza raczej symbolicznymi
alkierzami – elementów obronnych. Pierwotnie jednak otaczała go fosa, a
może także wały ziemne ze stanowiskami dla artylerii (po których jednak
nie ma śladów). Byłby to więc typ rezydencji określanej mianem palazzo in fortezza.......
Zamek jest budowlą trójskrzydłową; trójkondygnacyjne
skrzydła obejmują prostokątny dziedziniec (28 x 18 m). Otaczają go
podcienia z bogatą dekoracją rzeźbiarską, a nad nimi krużganek z
rzeźbioną kamienną balustradą. Pierwotnie dziedziniec był od wschodu
otwarty, ograniczony tylko fosą; później zamknięto go murem kurtynowym.
Bryłę budowli wzbogaca kilka ryzalitów. Portal z wejściem zamkniętym
łukiem pełnym oparty jest na schemacie bramy triumfalnej, sławiącej
właściciela pałacu. Umieszczono w nim inskrypcję fundacyjną, medaliony z
płaskorzeźbionymi portretami fundatora i jego żony, herby
przedstawiające ich genealogię i ornament z liści laurowych.
We wnętrzach zachowały się sklepienia kolebkowe i
krzyżowe oraz profilowane belki stropowe, a na ścianach pozostałości
polichromii z 1558 r.
W XVIII w. właścicielem zamku i majątku był baron
von Hochberg, miłośnik muzyki i kolekcjoner sztuki. W tym czasie doszło
do przebudowy wnętrz pałacu. W 1824 r. nastąpił kres świetności
płakowickiej rezydencji – hr. August Ludwik Ferdynand von
Nostitz-Rieneck, generał, adiutant króla Prus, sprzedał ją rejencji
legnickiej, a władze postanowiły urządzić tu zakład dla umysłowo
chorych. W tym celu podjęto gruntowną przebudowę wnętrz. Po ostatniej
wojnie zamek długi czas niszczał nie użytkowany, groziła mu całkowita
ruina.
Od listopada 1992 r. właścicielem pałacu jest Kościół Baptystów, który prowadzi rozległe prace remontowe. Funkcjonuje tu Chrześcijański Ośrodek Elim, organizujący obozy religijne, odwykowe i rehabilitacyjne.
Zwiedziliśmy tylko dziedziniec ponieważ reszta jest terenem prywatnym....
obok w remoncie jest zamek, a za ogrodzeniem ....kuce i kozy, pewnie do rehabilitacji niepełnosprawnych....
żałowałam że nie miałam ze sobą suchego chleba, ale poczęstowałam je chipsami...:(
W pałacu mieści się Katolicki Ośrodek "ELIM"
....... Obecnie
pałac jest wykorzystywany na potrzeby Chrześcijańskiego Ośrodka Elim,
założonego przez Kennetha i Giselle Herweynenów, baptystów z Australii.
Australijczycy po kupieniu renesansowego pałacu, otworzyli w nim
kaplicę, jadalnię i salę z ubraniami z zagranicznych darów. Dziś Elim
liczy ponad 150 osób, większość to konwertyci, ochrzczeni w obrządku
baptystów przez zanurzenie w wannie.
.....
Antoni Światłowski, lat 67,
mechanik z Pławnej, ma jeszcze trudności ze spontanicznym tańcem, ale
przyznaje, że wreszcie znalazł swoje miejsce: – Próbowałem już
u jehowych, u zielonoświątkowców, ale najbardziej wkurzył mnie ksiądz
katolicki nie dając nic w zamian, tylko inkasował na tacę, od nas, od
najbiedniejszych. Antoni wylicza zalety nowej parafii: paczki
z ubraniami, w nich piękne buty, krawaty, w tygodniu obiad w pałacowej
jadalni, bezpłatne lekcje angielskiego, do dyspozycji religijna
biblioteczka. Przerywa pani Krystyna, gospodyni domowa, z Biblią pod
pachą (na grzbiecie Pisma św. różowym flamastrem napisała: „I love
Jezusik”): – Anton, kochanie, zapomniałeś powiedzieć, że my tutaj przede
wszystkim nauczyliśmy się dawać z siebie coś innym. Faktycznie,
baptyści widywani są w niebieskich koszulkach z napisem „Służąc Tobie,
służę Jezusowi”, w grupach sprzątają ulice, odwiedzają domy pomocy
społecznej albo za darmo myją samochody, a kierowcom błogosławią.
– Służąc innym dowiadują się,
że są silni – mówi pastor Ken. – Patrzą na ludzi w ośrodkach pomocy,
w domach starców i myślą, hej, moje życie nie jest aż tak tragiczne? Zalecenia
pastora Kena są jak przewodnik aktywizowania środowisk wykluczonych
społecznie. Zasada pierwsza: dowartościować. To w Polsce Ken po raz
pierwszy w życiu zobaczył ręcznie zrobioną kosiarkę do trawy
z dziecięcego wózka i silnika spalinowego. – System nie zdusił w was
zaradności – tłumaczy uśmiechnięty pastor. Zasada druga
w aktywizowaniu: wspólnota. Jej członkowie wymienią adresy, telefony. To
ważne, bo ludzie w biedzie lubią się wstydzić, zamykać w czterech
ścianach, topić żale w butelce. Wspólnota pomoże też rozliczać się
z postanowień w nowym życiu: nie będę pił, rzucę palenie, przestanę
gapić się w otępiający telewizor.
Baptysta do zboru przychodzi
jak na lekcje, z długopisem i kajetem. Bóg baptystów lubi konkrety. Stąd
grafik modlitw na tydzień: poniedziałek za panią X (leży w szpitalu
w Mirsku), wtorek za powodzenie dotarcia przesyłki z kroplami do oczu od
wolontariuszki z Irlandii, środa w intencji znalezienia pracy dla
Staszka i Romka. Wiadomo też, kto ma samochód, pralkę, spawarkę,
traktor, potrafi coś uszyć, odmalować, dobrze upichcić. Tworzy się sieć
samopomocowa. Ken zapewnia: – Bóg to doceni i dalej pomoże. Zaufajcie,
On was wszystkich tak kocha, że jest w stanie zrobić nawet tysiąc cudów
dziennie! Z krzesła podnosi się Krzysiek: – Chciałem
powiedzieć, że już nie piję i że zauważyłem, jaka jest dobra moja
małżonka. Jak zawsze czeka z obiadem. Chcę przy wspólnocie powiedzieć:
Kasiu, kocham cię. Pastor Ken, do mikrofonu: – Kup jej kwiaty! Sala: – Amen. Oklaski.
Pałac jest ładny.
OdpowiedzUsuńNie jestem ochrzczona, ale uczestniczyłam w nabożeństwach protestanckich. Tam ludzie sie modlą całym ciałem. Nie stoją jak Katolicy na tureckim kazaniu. Wiem też, że pomagają nie tylko sobie, ale innym, nie narzucając swojej wiary. Cenię sobie te wyznania.
Pozdrawiam
A gdzie to jest? Tam po prawo, jak się jedzie na Złotoryję?
OdpowiedzUsuńtak , jedziesz ul Złotoryjska ale trzeba skręcić w prawo jak na Dworek...
Usuńhttps://maps.google.pl/maps?hl=pl&sugexp=ckwqrh&gs_rn=9&gs_ri=psy-ab&tok=_31L1syL2QYT7jg4lMSbDA&cp=9&gs_id=94&xhr=t&q=p%C5%82akowice+zamek&bav=on.2,or.r_qf.&bvm=bv.45175338,d.ZWU&biw=1016&bih=588&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wl
Qrcze, ale piękne miejsca odwiedzacie. Jak mi Absorbery podrosną, to ja im pokażę!
OdpowiedzUsuń:)
oby tylko chciały to wszystko zwiedzać..... bo teraźniejsze dzieci w większości sa wygodne.....
Usuńale jak bedziesz na emeryturze to wtedy.... hulaj dusza....:)
Przejezdzałem obok podczas wczorajszej moto wycieczki.
OdpowiedzUsuńZupełnie przypadkiem. W drodze do Lwówka skręciłem na Sobotę, przez Dębowy Gaj, potem jakąś dziurawą drogą i wylądowałem wlaśnie obok tego pałacu :-) A potem Bolesławiec, Gerlic, Citał, Bogatynia...
a nie trzeba było skierować się na Pławną ?????/
UsuńGośc w dom.... :)
W Pławnej też byłem.
UsuńI będę też jutro :-)
to zajedź do nas tylko napisz o której godzinie..... zapraszamy nr 90
Usuńchyba następnym razem :-)
Usuń...nigdy nie wiem o której gdzieś będę
Niezwykle miejsce, nie wiedzialam ze takie moze zaistniec w Polsce.
OdpowiedzUsuńCiekawa relacja...
Ladny motylek otwiera wiosennie Twoj blog...zajrzyj do mego ostatniego wpisu jest wlasnie o motylach z mego ogrodu. Pozdrawiam Was serdecznie
Oczywiscie motyle zdjecia moge przeslac...z wielka przyjemnoscia tylko daj znac jakie i gdzie. Sciskam mocno
UsuńPiękne miejsce, fantastyczny post:) Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńCiekawe miejsce pokazałaś
OdpowiedzUsuńPiekne! Tyle w Polsce jest takich dworkow, w kazdej okolicy! Szkoda tylko, ze czesc jest zaniedbana i pomalu popada w ruine...
OdpowiedzUsuńI u Ciebie piękny wiosenny motyl :)))
OdpowiedzUsuńSpecjalnie na Twoją prośbę zmieniłam szablon bloga. Wolę ciemne, ale sama wiem, że gorzej się takie czyta :/ Ten szablom miałam jak zaczynałam pisać, ponad 6 lat temu! Cieszę się, że się podoba :)
Odwiedzacie piękne miejsca :)))
Podobny przykład pięknego renesansu znajduje się na tyłach dworu/kościoła w Nawojowie Łużyckim między Lubaniem a Nowogrodźcem. Z ulicy widać tylko nieciekawy kościół, a od drugiej strony szczęka opada.
OdpowiedzUsuń