16 kwietnia 2013

PŁAKOWICE



Najcenniejszym zabytkiem Płakowic (obecnie części Lwówka Śląskiego) jest renesansowy pałac (nazywany też zamkiem), należący w swoim czasie do najwięk­szych założeń rezydencjonalnych na Śląsku. Piętrowe arkady wokół dziedzińca spowodowały nadanie mu „turystycznej” nazwy Małego Wawelu.

Od ok. 1330 r. do 1530 r. Płakowice należały do rodziny von Raussendorfów, którzy ponoć mieli tu zamek, położony nad Bobrem. Według XIX-wiecznego badacza K. A. Müllera, jego ruiny istniały do 1815 r., kiedy to zostały zniszczone przez powódź. Już w 1501 r. górna część wsi drogą mariażu przeszła w ręce Christopha Talkenberga. Jego syn Rampold postanowił opuścić średniowieczny zamek Podskale i rozpoczął w 1550 r. budowę istniejącej do dziś rezydencji. Prowadził ją do 1563 r. osiadły na Śląsku murator włoski Francesco Parr.  

W odniesieniu do renesansowego założenia określenie „zamek” jest uży­te przez wzgląd na tradycję – w rzeczywistości jest to reprezentacyjny dwór, nie posiadający – poza raczej symbolicznymi alkierzami – elementów ob­ronnych. Pierwotnie jednak otaczała go fosa, a może także wały ziemne ze stanowiskami dla artylerii (po których jednak nie ma śladów). Byłby to więc typ rezydencji określanej mianem palazzo in fortezza.......


Zamek jest budowlą trójskrzydłową; trójkondygnacyjne skrzydła obejmują prostokątny dziedziniec (28 x 18 m). Otaczają go pod­cienia z bogatą dekoracją rzeźbiarską, a nad nimi krużganek z rzeźbioną kamienną balustradą. Pierwotnie dziedziniec był od wschodu otwarty, ograniczony tylko fosą; później zamknięto go murem kur­tynowym. Bryłę budowli wzbogaca kilka ryzalitów. Portal z wejściem zamkniętym łukiem pełnym oparty jest na schemacie bramy triumfa­lnej, sławiącej właściciela pałacu. Umieszczono w nim inskrypcję funda­cyjną, medaliony z płaskorzeźbionymi portretami fundatora i jego żony, herby przedstawiające ich genealogię i ornament z liści laurowych.

We wnętrzach zachowały się sklepienia kolebkowe i krzyżowe oraz profilowane belki stropowe, a na ścianach pozostałości polichromii z 1558 r.

W XVIII w. właścicielem zamku i majątku był baron von Hochberg, miłośnik muzyki i kolekcjoner sztuki. W tym czasie doszło do przebudowy wnętrz pałacu. W 1824 r. nastąpił kres świetności płakowickiej rezydencji – hr. August Ludwik Ferdynand von Nostitz-Rieneck, generał, adiutant króla Prus, sprzedał ją rejencji legnickiej, a władze postanowiły urządzić tu zakład dla umysłowo chorych. W tym celu podjęto gruntowną przebudowę wnętrz. Po ostatniej wojnie zamek długi czas niszczał nie użytkowa­ny, groziła mu całkowita ruina.

Od lis­topada 1992 r. właścicielem pałacu jest Kościół Baptystów, który prowa­dzi rozległe prace remontowe. Funkcjonuje tu Chrześcijański Ośrodek Elim, organizujący obozy religijne, odwykowe i rehabilitacyjne. 


 Zwiedziliśmy tylko  dziedziniec ponieważ  reszta jest terenem prywatnym....















obok w remoncie jest zamek, a za ogrodzeniem ....kuce i kozy, pewnie do rehabilitacji niepełnosprawnych....



żałowałam że nie miałam ze sobą suchego chleba, ale poczęstowałam je chipsami...:(
 


W pałacu mieści się Katolicki Ośrodek "ELIM"



    ....... Obecnie pałac jest wykorzystywany na potrzeby Chrześcijańskiego Ośrodka Elim, założonego przez Kennetha i Giselle Herweynenów, baptystów z Australii. Australijczycy po kupieniu renesansowego pałacu, otworzyli w nim kaplicę, jadalnię i salę z ubraniami z zagranicznych darów. Dziś Elim liczy ponad 150 osób, większość to konwertyci, ochrzczeni w obrządku baptystów przez zanurzenie w wannie.
.....
     Antoni Światłowski, lat 67, mechanik z Pławnej, ma jeszcze trudności ze spontanicznym tańcem, ale przyznaje, że wreszcie znalazł swoje miejsce: – Próbowałem już u jehowych, u zielonoświątkowców, ale najbardziej wkurzył mnie ksiądz katolicki nie dając nic w zamian, tylko inkasował na tacę, od nas, od najbiedniejszych. Antoni wylicza zalety nowej parafii: paczki z ubraniami, w nich piękne buty, krawaty, w tygodniu obiad w pałacowej jadalni, bezpłatne lekcje angielskiego, do dyspozycji religijna biblioteczka. Przerywa pani Krystyna, gospodyni domowa, z Biblią pod pachą (na grzbiecie Pisma św. różowym flamastrem napisała: „I love Jezusik”): – Anton, kochanie, zapomniałeś powiedzieć, że my tutaj przede wszystkim nauczyliśmy się dawać z siebie coś innym. Faktycznie, baptyści widywani są w niebieskich koszulkach z napisem „Służąc Tobie, służę Jezusowi”, w grupach sprzątają ulice, odwiedzają domy pomocy społecznej albo za darmo myją samochody, a kierowcom błogosławią.
     – Służąc innym dowiadują się, że są silni – mówi pastor Ken. – Patrzą na ludzi w ośrodkach pomocy, w domach starców i myślą, hej, moje życie nie jest aż tak tragiczne? Zalecenia pastora Kena są jak przewodnik aktywizowania środowisk wykluczonych społecznie. Zasada pierwsza: dowartościować. To w Polsce Ken po raz pierwszy w życiu zobaczył ręcznie zrobioną kosiarkę do trawy z dziecięcego wózka i silnika spalinowego. – System nie zdusił w was zaradności – tłumaczy uśmiechnięty pastor. Zasada druga w aktywizowaniu: wspólnota. Jej członkowie wymienią adresy, telefony. To ważne, bo ludzie w biedzie lubią się wstydzić, zamykać w czterech ścianach, topić żale w butelce. Wspólnota pomoże też rozliczać się z postanowień w nowym życiu: nie będę pił, rzucę palenie, przestanę gapić się w otępiający telewizor. 

     Baptysta do zboru przychodzi jak na lekcje, z długopisem i kajetem. Bóg baptystów lubi konkrety. Stąd grafik modlitw na tydzień: poniedziałek za panią X (leży w szpitalu w Mirsku), wtorek za powodzenie dotarcia przesyłki z kroplami do oczu od wolontariuszki z Irlandii, środa w intencji znalezienia pracy dla Staszka i Romka. Wiadomo też, kto ma samochód, pralkę, spawarkę, traktor, potrafi coś uszyć, odmalować, dobrze upichcić. Tworzy się sieć samopomocowa. Ken zapewnia: – Bóg to doceni i dalej pomoże. Zaufajcie, On was wszystkich tak kocha, że jest w stanie zrobić nawet tysiąc cudów dziennie! Z krzesła podnosi się Krzysiek: – Chciałem powiedzieć, że już nie piję i że zauważyłem, jaka jest dobra moja małżonka. Jak zawsze czeka z obiadem. Chcę przy wspólnocie powiedzieć: Kasiu, kocham cię. Pastor Ken, do mikrofonu: – Kup jej kwiaty! Sala: – Amen. Oklaski. 




 
fragment ogrodu.....


17 komentarzy:

  1. Pałac jest ładny.
    Nie jestem ochrzczona, ale uczestniczyłam w nabożeństwach protestanckich. Tam ludzie sie modlą całym ciałem. Nie stoją jak Katolicy na tureckim kazaniu. Wiem też, że pomagają nie tylko sobie, ale innym, nie narzucając swojej wiary. Cenię sobie te wyznania.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. A gdzie to jest? Tam po prawo, jak się jedzie na Złotoryję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak , jedziesz ul Złotoryjska ale trzeba skręcić w prawo jak na Dworek...


      https://maps.google.pl/maps?hl=pl&sugexp=ckwqrh&gs_rn=9&gs_ri=psy-ab&tok=_31L1syL2QYT7jg4lMSbDA&cp=9&gs_id=94&xhr=t&q=p%C5%82akowice+zamek&bav=on.2,or.r_qf.&bvm=bv.45175338,d.ZWU&biw=1016&bih=588&um=1&ie=UTF-8&sa=N&tab=wl

      Usuń
  3. Qrcze, ale piękne miejsca odwiedzacie. Jak mi Absorbery podrosną, to ja im pokażę!
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oby tylko chciały to wszystko zwiedzać..... bo teraźniejsze dzieci w większości sa wygodne.....
      ale jak bedziesz na emeryturze to wtedy.... hulaj dusza....:)

      Usuń
  4. Przejezdzałem obok podczas wczorajszej moto wycieczki.
    Zupełnie przypadkiem. W drodze do Lwówka skręciłem na Sobotę, przez Dębowy Gaj, potem jakąś dziurawą drogą i wylądowałem wlaśnie obok tego pałacu :-) A potem Bolesławiec, Gerlic, Citał, Bogatynia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie trzeba było skierować się na Pławną ?????/
      Gośc w dom.... :)

      Usuń
    2. W Pławnej też byłem.
      I będę też jutro :-)

      Usuń
    3. to zajedź do nas tylko napisz o której godzinie..... zapraszamy nr 90

      Usuń
    4. chyba następnym razem :-)
      ...nigdy nie wiem o której gdzieś będę

      Usuń
  5. Niezwykle miejsce, nie wiedzialam ze takie moze zaistniec w Polsce.
    Ciekawa relacja...
    Ladny motylek otwiera wiosennie Twoj blog...zajrzyj do mego ostatniego wpisu jest wlasnie o motylach z mego ogrodu. Pozdrawiam Was serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiscie motyle zdjecia moge przeslac...z wielka przyjemnoscia tylko daj znac jakie i gdzie. Sciskam mocno

      Usuń
  6. Piękne miejsce, fantastyczny post:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Piekne! Tyle w Polsce jest takich dworkow, w kazdej okolicy! Szkoda tylko, ze czesc jest zaniedbana i pomalu popada w ruine...

    OdpowiedzUsuń
  8. I u Ciebie piękny wiosenny motyl :)))
    Specjalnie na Twoją prośbę zmieniłam szablon bloga. Wolę ciemne, ale sama wiem, że gorzej się takie czyta :/ Ten szablom miałam jak zaczynałam pisać, ponad 6 lat temu! Cieszę się, że się podoba :)
    Odwiedzacie piękne miejsca :)))

    OdpowiedzUsuń
  9. Podobny przykład pięknego renesansu znajduje się na tyłach dworu/kościoła w Nawojowie Łużyckim między Lubaniem a Nowogrodźcem. Z ulicy widać tylko nieciekawy kościół, a od drugiej strony szczęka opada.

    OdpowiedzUsuń