18 stycznia 2012

NASZE ZWIERZĘTA

Pisałam juz kiedyś o naszych zwierzakach, psach i kotce,dzisiaj postanowiłam rozszerzyć temat.... Na pierwszy rzut idzie  Mosia.

 Mosia vel Majka
.....została uratowana z miotu przygotowanego do uśpienia. Weterynarz zadzwonił do męża mówiąc że są ładne pieski,  które właściciel , pracownik PGR-u  postanowił uśpić / cały miot/ bo  psia mama popełniła mezalians   i zakochała się w piesku tamtejszego Proboszcza. Żeby było dosadniej,  miejscowość z której pochodzi Mosia nazywa się  Proboszczów a parafią jej  jest Pielgrzymka  :)))
. Tylko miejsce urodzenia hmmm... nie arystokratyczne  - bo kurnik.
Stąd też nie dziwi nas zachowanie naszej Damy.
Wczoraj odwiedził nas zaprzyjaźniony ksiądz Roman, którego nasz Mosia wita zawsze "całując "  a i później zasiada na krzesle przy stole i nie daje się odgonic. Uważą że ma prawo siedzieć z nami  na równi.... brak tylko Wójta i Pana, bo Pleban jest obecny.
Tak samo zachowuje się w stosunku do innych duchownych, z którymi mamy dobre kontakty i często nas odwiedzają.

Judaszowy uśmiech Mosi......

 fotka z dzisiejszej zabawy.... taka mamy zimę tego roku....

Misiek, vel Gudłaj....
sama się kiedyś pytałam skąd  to drugie psie  imię, Ludwik odpowiedział że  w czasach jego dzieciństwa często na wsi tak nazywano psy.... hmmm teraz po "konsultacji na Wikipedii " już wiem....:(
Misiek został też uratowany, jego poprzedni właściciel zmarł, pies uciekł, błąkał się po okolicy , ponieważ był duży i agresywny postanowiono go zastrzelic :((((
dobry Lutek przygarnął go , ale musi byś uwiązany bo często odzywa się w nim dusza włóczęgi i ucieka.... Do tej pory ponoć nie reagował na przywołanie więc trzeba go było jakoś straszyć aby wrócił. Od kiedy zamieszkałam tutaj  na hasło sąsiadów,  że Misiek się błąka Ludwik chciał przywołać go po swojemu, ale mówię poczekaj, ja go przyprowadzę....wzięłam smycz i poszłam.... Misiek stał i patrzał z niedowierzaniem na mnie co zrobię.... ale po zawołaniu go zaczął machać ogonem i sam przyszedł aby mu założyć obrożę.... bez problemu przyszliśmy do domu a Misiek był wręcz zadowolony z wycieczki i z radością wszedł na podwórze.

Misiek już jest stary....
 ..więcej śpi w budzie niż wychodzi na zewnątrz....ale mnie zawsze wita szczekając i ciesząc się.... no wie kto go karmi hi hi...


Micia... Kicia.....
Kotka , która jako maleńkie kociatko przyszła pod drzwi  poprzedniej  zimy,  kiedy były takie silne mrozy. Dostała jeść...i juz została.... choć  jest dzika i do domu nie wchodzi, co najwyżej do przedpokoju aby głosno miauczeć że jest głodna. Karmię ją codziennie na równi z psami. Jest dziwna, bo woli psią miskę z kaszą i mięsem niż to co "koty lubią ponoć najbardziej" Jest do tego bardzo inteligentna , bo kiedy latem mówię do niej... Mićka tyle myszy wokół / mamy sąsiada z dużym gospodarstwem, stodołą, oborą.... /  za domem łąka i las....gdzie często widzę polujące koty...  ]  ...a ty tylko miau i miau.... nie umiesz nic złapać? 
No i od tego czasu przynosi nam pod drzwi a to myszy, a to jakieś inne gryzonie, a to wróbelka.... podrzuca przy misce abym widziała że "potrafi łowić" ale tego nie je....
Czasami Mośka się skusi na dużą tłustą  mysz i ją zje, wtedy Micia patrzy ironicznie na nią  myśląc pewnie  oj  głupia ty głupia ty....
Ja się śmieję,  że jest wegetarianką albo jeszcze jakąś inna wege.....

PANI MICIA


Dzisiaj był właśnie taki dzień , myszopodobne  zostało złożone pod drzwiami więc postanowiłam opisać te nasze zwierzęce historie.
Nadmienię,  że Micia dwa razy była mamą, ale nie interesowała się w ogóle swoim potomstwem. Dopóki trzymałam je wysoko w pudle i tam ją karmiłam to trochę z nimi siedziała, ale kiedy podrosły na tyle,  że zaczęły same wychodzić i penetrować okolicę,  zostawiała je na pastwę losu, no a ja niestety nie byłam w stanie wszystkiego dopilnować...
Teraz zdjęcia z dzisiejszego dnia...


przyniosłam śniadanie....
nooo złapałam ale MI NIE SMAKUJE   ...fuj !!!!


może Mosia się skusi ????
 fuj... ja też tego gatunku nie jadam.... wrrrr

8 komentarzy:

  1. Pierwsze zdjęcie zabija:)

    pzdrw,

    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Widać, że im dobrze:-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. ha, ha moja kotka, którą miałam lata temu nie jadła złowionych przez siebie myszy, przynosiła i układała pod stołem w kuchni...i czekała na "ludzkie" jedzonko:)
    Pies wspaniały, staruszek, jak moja...także uwielbia sen, ale ożywia się od czasu do czasu, głównie na widok otwieranej lodówki, gdy ktoś zapuka do drzwi i gdy do domu wraca któryś z domowników :)

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ps...przypomniałam sobie coś jeszcze, moja kotka bardzo lubiła gotowane buraki i marchewkę...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Meg to może i ja powinnam jej podać witaminki hi hi? muszę spróbować :)))

      Usuń
    2. ...spróbuj :)

      Serdeczności!

      Usuń
  5. Cudne zwierzaki. Jak ja bym chciała mieszkać na wsi dla tych zwierząt właśnie i roślin wokół...

    OdpowiedzUsuń
  6. pięknie napisałaś, od razu stało się sympatyczniej, tez bardzo lubię zwierzaki.

    OdpowiedzUsuń