Wczoraj 22 letni pasierb wrócił do domu pijany, czynił do dosyć często ale nigdy nie dopuścił się takiego zachowania jak wczoraj.
Zaczął szukać pretekstu do sprowokowania nas, ja jednak milczałam , Ludwik próbował z nim rozmawiać.... ale to młodego rozjuszyło.... zaczął wykrzykiwać wulgarnie kim to ja jestem, jakim prawem ojciec się ze mną ożenił, jego nie pytając o zgodę, zaczął wymachiwać mi przed twarzą ręką z widelcem...więc wezwałam patrol policji. Przyjechali, wysłuchali ...i zabrali młodego na izbę wytrzeźwień. Oczywiście skuli go kajdankami bo był agresywny.... no i wtedy dał koncert....wyzwał ojca od h...., od s...na, pajaca itd.... odgrażał się że nas spali bo nikt nie dostanie majątku który wg niego jemu się należy.... że jak wróci to dopiero popamiętamy...
Napisałam więc kolejne pismo do policji, bo jedno zgłoszenie do prokuratury już wykonałam.... w sprawie gróź karalnych. Dzisiaj policjant prowadzący naszą sprawę powiedział że młody ma już założoną Błękitną Linię.... zobaczymy jak sie sprawa dalej potoczy.
Musze powiedzieć że młody został adoptowany przez mojego męża jako roczne dziecko, zabrane ze szpitala , odparzone, chore.... Przez te wszystkie lata miał wszystko, czego nie maja własne rodzone inne dzieci. Coroczne wczasy i w Polsce, i nad morzem i w wynajmowanych pensjonatach w górach, zjeździł całą Europę, wczasy we Włoszech, Hiszpanii, Francji, Szwajcarii, Austrii, Chorwacji, Słowacji.... Ojciec pracował ciężko aby wynagrodzić mu to czego go pozbawiła własna matka, poczucia bezpieczeństwa i miłości. Dostał w wieku 18 lat samochód.... aby zmobilizować go do zrobienia prawa jazdy.... Niestety , pasierb był i jest konfliktowy, roszczeniowe, szkołe zakończył na gimnazjum bo cytat jego wypowiedzi .." czego mogą do nauczyc głupi nauczyciele " :(
Małżeństwo męża zakończyło się rozwodem dwa lata temu, ale młody pozostał z ojcem.... no i miał nadal to co chciał, kradł pieniądze, nigdzie nie pracował i nie pracuje...a z chwilą naszego ślubu poczuł zagrożenie....
Powiem tak, przez 7 miesięcy próbowałam z nim rozmawiać, gotowałam, jadł z nami posiłki, ale mówiłam ,że musi się zacząć usamodzielniać bo ja nie będę utrzymywała dorosłego zdrowego nieroba....nie mam zresztą na to ani funduszy ani chęci. No i wtedy się zaczęło....wymagania młodego ,że powinnam mu co najmniej podać codziennie ciepły obiad, sprzątać za nim itd... Skoro tego nie dostał, bo mu wytłumaczyłam dlaczego, zaczął mnie straszyć najazdem satanistów, że szybko zrobią ze mną porządek... poskutkowało to doniesieniem do prokuratury....
Sprawa jest w toku....
Tak to wygląda.... nie zawsze jest tak ciepło i miło jak piszę....
Próbowałam młodego zachęcić również do nauki, oferując swoja pomoc.... wyśmiał mnie, a wczoraj w obecności policjantów powiedział ,że jeżeli sobie coś dorobi na czarno to na papierosy i wódkę, na utrzymanie domu nie da ani grosza. Ale korzysta z prądu, wody, gazu, ma ciepło w pokoju..... czyli z wszystkich dobrodziejstw.... nie dając w zamian nic a wręcz żądając swojego utrzymania.
Nie wiem jak się sprawa potoczy, ale dziś przelała się czara goryczy....

Myślę, że to do niego nie dociera. W Tobie widzi tylko zagrożenie jego własnej pozycji. A że jest niedojrzały emocjonalnie - robi to, co robi. Piekielnie trudna sytuacja. Bo nie wiadomo, co zrobić. Żądać eksmisji? Który rodzic wyrzuci dziecko ( nie ważne, że głupie i dorosłe ) na bruk. A sąd zapewne niewiele zrobi, bo to są, że tak powiem " zwykłe" awantury. Współczuję Wam serdecznie.
OdpowiedzUsuńAsia
o kurde, szczegolnie przykre to, ze byl adoptowany, ktos dal mu normlany dom, rodzine,a on.... a tak w ogole to niebieska akrta, nie blekitna linia:P
OdpowiedzUsuńIzka to jest :
Usuńhttp://www.niebieskalinia.pl/index.php?w=1280.
Tak jak piszesz, on nie zdaje sobie sprawy z tego, że przegrywa własne życie. Zróbcie coś, żeby młodego odizolować od własnego domu. Może go wymeldujcie i zasądźcie zakaz zbliżania się do was jeśli się da? Zasięgnijcie porady jakiegoś adwokata czy prawnika. Musi się jakiś sposób znaleźć. A Młody może kiedyś zrozumie, a może nie. Ty za niego życia nie przeżyjesz. Przykro mi, że tak cierpisz. Na szczęście masz oparcie w mężu, to najważniejsze.
OdpowiedzUsuńPrzykre to wszystko... Młody widocznie poczuł się zagrożony Twoim pojawnieniem się, być może nawet zazdrosny... A może nie dorósł emocjonalnie...nawet na pewno!Miał wszystko "podane na tacy" i dobrze mu z tym, oczekuje tego nadal...
OdpowiedzUsuńTrzymam mocno kciuki za rozwiązanie problemów, może Młody jeszcze coś zrozumie....
Pozdrawiam ciepło
Błąd powstał we wcześniejszym wychowaniu. Należał do dzieci, którym ciągle coś dawano, chcąc mu wynagrodzić krzywdę jaka go w życiu spotkała. Być może nic , albo prawie nic od niego nie wymagano. W nim tkwi -" mnie się wszystko należy".Twoje pojawienie się, zburzyło tą teorię i nie może się z tym pogodzić. Współczuję, to nie będzie łatwy problem do rozwiązania, a szkoda i Was i jego
OdpowiedzUsuń:-(. Pozdrawiam
To, że "młody" przegrywa swoje życie to jego sprawa, najgorsze, że przegrywając rani Was...a szczególnie Ciebie...nie sądzę, aby się w tych poczynaniach zatrzymał...a wyjście? Sąd, kara, zakaz zbliżania się...
OdpowiedzUsuńPóki co przytulam !
Serdeczności!
przykre to wszystko okropne pozdrawiam
OdpowiedzUsuńMyślę, jak Giga. To trudna sprawa, bo tu kumulują się błędy wychowawcze popełniane od najwcześniejszego dzieciństwa. Młodzieniec ma postawę roszczeniową, bo nikt nie nauczył go dawać, umie tylko brać. To rodzice (nie chcę tu nikogo urazić)tak go ukształtowali (bo biedne dziecko, adoptowane, musi mieć wszystko, by wynagrodzić mu fakt porzucenia przez rodziców biologicznych). Bardzo trudna sprawa, bo kłopoty z młodzieńcem (jak czytam) trwają od dawna: nie uczy się, nie chce pracować, jest konfliktowy. Ktoś, kiedyś zawalił w uczeniu go odpowiedzialności za siebie i swoje czyny. Dziś macie zdrowego dwudziestodwulatka z zaburzonymi emocjami, o roszczeniowej postawie, który postrzega nową sytuację rodzinną, jako zagrożenie dla siebie. W mojej opinii sytuacja bez wyjścia - nie ma nadziei, by ten niedojrzały emocjonalnie młodzieniec zrozumiał czego się od niego oczekuje. Myślę, że rady należy szukać u psychologa (na co zapewne młody nie pójdzie). Ewentualnie to mąż winien porozmawiać z nim i ściśle określić warunki bytowania we wspólnym domu: spisać z młodym kontrakt, uświadamiając mu jego sytuację (człowieka już dorosłego) i zobligować, by współuczestniczył w życiu rodzinnym na równych prawach finansowych, jak i samobsługi w domu oraz pracy dla domu. Należy dać mu jakiś okres czasu na uporządkowanie jego sytuacji np. znalezienie pracy. Jeżeli nie dostosuje się do proponowanych warunków, niestety, niech się wyprowadza i żyje na własny rachunek.Ty niewiele tu możesz, ale może jego ojciec, który zdaje mi się, jest zbyt bierny.
OdpowiedzUsuńPrzepraszam, jeżeli w swej opinii uraziłam kogoś, ale tak myślę, a skoro o tej sytuacji napisałaś - musiałaś się liczyć z różnymi opiniami.
Jestem absolutnie tego samego zdania co Antonina. Za dużo dostawał nic w zamian nie dając... Jest dorosły to niech dba o siebie jak dorosły, a sprawę powinien do końca załatwić jego ojciec.
UsuńPrzykre to i trudne, ale do wyprostowania.
Powodzenia.
To jest juz dorosly czlowiek, mysle ,ze tylko jego oddalenie z domu moze Wam ulatwic zycie... moze pracowac i byc samodzielny , wydaje mi sie ze jest zagrozeniem dla Ciebie i w takich wypadkach powinno sie mu nakazac to oddalenie.Nie wierze, zeby w tym problemie mogl pomoc psycholog lub cos podobnego...bardzo trudna sytuacja, niewatpliwie sa to bledy wychowacze, a teraz na ich naprawe juz raczej pozno. Tez mi sie zdaje, ze maz powinien przyjac postawe bardziej zdecydowana..i przepraszam jezeli sie myle..bardzo serdecznie pozdrawiam i zycze zeby jednak wszystko sie uregulowalo...
OdpowiedzUsuńgdyby miał mniej lat uchodziłby za rozpuszczonego dzieciaka- teraz jest rozpuszczonym młodym człowiekiem i czas by zrozumiał, że życie nie polega na tym, że wszystko jest podane na tacy...Trudna sytuacja- i dla niego i dla Was...Wspieram i ściskam...
OdpowiedzUsuńPóki co utulam Ciebie mocno.... nie bój się, walcz, masz prawo!
OdpowiedzUsuńJa odeszłam z domu mając 18 lat bo matka i jej mąż byli dla mnie okrutni :(
OdpowiedzUsuńNigdy nie zrozumiem więc dzieci, które tak traktują dobry rodzinny dom. Niestety nie mam dla nich litości, szczególnie jeśli są już pełnoletnie i chcą żerować na swojej rodzinie.
Takich dzieci lepiej nie mieć...