Najpierw były czereśnie, wspaniałe, soczyste, czerwone, żałuję , że nie zrobiłam zdjęcia drzew, oblepionych owocami, ale mam fotkę na drzewie, z Mosią, która wspaniale wchodzi po drabinie...
później agrest, brzoskwinie, teraz maliny, śliwki, gruszki, jabłka, winogrona..... wszystko z własnego ogrodu,
w mieście wszystko wygląda inaczej.
Tutaj dostrzegam to dobrodziejstwo posiadania własnej ziemi, a kiedy jeszcze Ludwik przyniesie mi w dłoniach garść pachnących poziomek zebranych porankiem pod własną radiostacją, czy teraz jesienią orzechy z leszczyny, które obrane podaje mi wprost do buzi..... czegóż można więcej pragnąć ?
Owoce jesieni
Jabłek buzie rumiane,
Gruszek sople, łezki.
Noce liściem szemrane,
Świt nieba niebieski.
W lasach kalin korale,
Róż kaiki, szkarłatne.
W babim lecie traw- szale.
Tarniny granatne.
Grona cierpkich jarzębin,
I rajskie jabłuszka.
I żołędzie od dębin.
Dzika drzemie gruszka.
Leszczyn owoc- orzechy,
Świerków świece- szyszki.
Zerka spośród liść, strzechy.
Bzu jagody- mniszki.
Lśnią łaciate kasztanki,
Po drodze, na miedzy.
Olszy czarnej- baranki,
Sosny szyszki- szpiedzy.
Głogu drobne cekiny,
Oczka purpurowe.
W korze ściętej brzeziny,
Opieńki miodowe.
Józef Bieniecki

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz