| MOJA LESZCZYNA :)) |
Scenka pierwsza....
Siedzimy sobie z Ludwikiem w pokoju na górze, pijemy popołudniową kawkę.... nagle dzwoni dzwonek u drzwi....
L. schodzi, słyszę, że rozmawia, później słyszę kroki na górę, z powrotem na dół... czekam...
wraca więc pytam, kto tym razem.....
no wiesz "kolega C." przyszedł pożyczyć kasę, mówię że mam w kieszeni dychę to moge mu pozyczyć....
no wiesz obrusza sie pan C. za dyche to nawet papierosów nie kupię :)))
więc L. człap, człap po kasiurę...
i co - pytam ?
no, musiałem mu dołożyć, bo bym chyba po mordzie dostał....
Scenka druga
Pijemy [ ha ha ale kawosze] poranną kawę, Mośka pobiegła do ogrodu....wraca po chwili z uśmiechnięta mordą, oblizuje się, zadowolona jak cholerka...
mówię..wiesz , chyba coś zmalowała na dole... ciekawe tylko co, skoro taka radosna....
po jakimś czasie woła mnie Lutek ....chodź na dół, coś zobaczysz....
hmm, takie wołanie to nic dobrego.... mówię, ale idź pierwszy bo się boję ....
schodzę na dół, a przy studni leży nieżywy, zamamlany kociak...
o w mordę... Moska chodź tutaj, co zrobiłaś ?
Mośka uszy po sobie ale patrzy spod oka....no ...pilnuje swojej działki ...
No tak, u sąsiadki, która pracuje za granicą są dwie kocice i kocur... mnożą się na potęgę dwa razy do roku, ostatnio jedna kotka miała 7 małych.
W domu pozostał syn sąsiadki , ale on nie karmi kotów, więc te siedzą w stodole, ale kiedy już mogą chodzić, rozłażą się po okolicy niczym szarańcza. Nie da rady upilnować psa na własnym podwórku, kiedy toto przełazi jakimiś kanałami na naszą działkę.
Mówię do dziewczyny chłopaka, aby pilnowała tych kociaków, ale odpowiada mi, że nie ma jak :(((
Cóż , trup leży przy studni, trza go pochować...
Mówię do Ludwika.... ty masz już wprawę , "bier opatę i do dzieła"
a Ludwik... no nie wiedziałem , że awansowałem na wiejskiego grabarza.... może coś jeszcze wykopać?
no chyba , że większy dołek pod leszczyną, odpowiadam, taki aby się zmieściła urna, bo jak zejdę z tego padołu to mnie tam właśnie zakopiesz :) będę miała na ciebie przez cały czas oko....
Zmieniając temat, robótkowo coś się dzieje, z połączonego Kotka i Nako Angora powstał kardigan, a na szyje dorobiłam zamotkę,
myślę że na jesień będzie w sam raz...
Sweter jest luźny, zapinany tylko na jeden guzik i wiązany paskiem....
Fajny, grubaśny ten sweterek. Kasta dopadłaby chyba wszystkie koty w okolicy. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńNiezły kolega... Fajny sweterek... A moje psy są wychowane z kotami i strasznie je kochają :)
OdpowiedzUsuń...historia z pożyczaczem nie daj Boże! A Mośka, mądra psina, wiedziała kogo trzeba zawiadomić :)
OdpowiedzUsuńSweterek piękny! Na jesień w san raz...
Serdeczności:)
No nie szkoda tych kociaków przecież one cierpią może by pomyśleć o sterylizacji kotek albo zgłosić ,,problem ''do fundacji kociej
OdpowiedzUsuńU nas na wsi ludzie też kotami nie przejmują się.Sweterek i zamotka świetny komplecik.Pozdrawiam gorąco.
OdpowiedzUsuńPiękny sweterek i zamotek fikuśny :)) pozdrawiam serdecznie Viola
OdpowiedzUsuńNic mi nie mówi ani kardigan ani zamotka.
OdpowiedzUsuńKadriszan9 (Inczej pisane) o tak to taka celebrytka.
Pozdrawiam
jesteś typowym mężczyzną dlatego nie rozumiesz ha ha
UsuńPodziwiam, że robisz takie rzeczy. Niesamowite.
OdpowiedzUsuńO tez mi, każden typowy mężczyzna wie, cardigan w odróżnieniu od jumpera rozpinany jest. Proszę mi tu bez szowinizmów modopochodnych. Będziecie jutro na picnicu?
OdpowiedzUsuńbedziemy tylko po południu ....
UsuńSweter cudo,uwielbiam takie :)
OdpowiedzUsuńMój pies biegał dawniej po wsi i kury dusił...