1 marca 2012

ADOPCJA - PRAWDY I MITY

Kilka lat temu na kartach tego bloga pisałam że gdybym miała warunki materialne chciałabym wziąć chłopca z domu dziecka aby  móc     obdarować uczuciem i miłością skrzywdzone przez los dziecko. Wtedy jeszcze nie wiedziałam,  że uczucie i dobra materialne  nie wystarczą .




Dziś jestem o wiele bogatsza o wiedzę z  zakresu adopcji. Studiuję książkę  "Geny a wychowanie " Judith Rich Harris, czytam publikacje i artykuły na ten temat w internecie, a ostatnio w lokalnym miesięczniku ukazał się artykuł o rodzinie zastępczej. Ponieważ znam tę rodzinę i  jej problemy z wychowaniem 7 dzieci z domu dziecka , a i osobiście zetknęłam się z tym problemem postanowiłam  podrążyć temat.
Wiadomo , że obecnie większość dzieci w domach dziecka pochodzi z rodzin patologicznych, narkomanów, alkoholików, z zaburzeniami psychicznymi. Brak prawie dzieci, których rodzice zginęli np. w wypadkach. W takich sytuacjach normalna zdrowa rodzina nie pozwala na umieszczenie sierot w domu dziecka.
A z patologia niestety rozszerza się coraz bardziej, coraz więcej właśnie takich  dzieci trafia do placówek opiekuńczych.
Nie wiem jak jest teraz bo osobiście nie zetknęłam się z problemem  samej adopcji. Czy rodzice są informowani dokładnie z jakiej rodziny biologicznej pochodzą ich przyszłe dzieci ? Czy sprawdza się tylko rodziców, pod względem materialnym i psychicznym nie informując W PEŁNI I DOKŁADNIE  jakie dziecko i z jakimi obciążeniami biorą ?
I dochodzę do wniosku .... podkreślam własnego .... że niestety pomimo zapewnienia takiemu dziecku i miłości , i poszanowania godności  i statusu materialnego ....geny odgrywają  bardzo dużą rolę. I zaczynają działać w momencie dorastania czyli dojrzewania.
Rodzina o której wspomniałam posiada dwoje własnych dzieci, do  rodziny  zastępczej przyjęto siódemkę. Wychowywali się w jednym dużym  domu, rodzice traktowali je jednakowo a nawet te pokrzywdzone dostawały więcej uczucia im potrzebnego. I niestety żadne z tych dzieci po okresie dorastania nie było w stanie radzić sobie w normalnym życiu, żyją  dniem dzisiejszym, są agresywne,....
jednak część prawdy w tym jest.... co nie znaczy że generalnie wszystkie te dzieci są obciążone złymi nawykami.

cytat z forum na o2....
....Dziedziczy się skłonność do nałogów, czy to alkoholu czy narkomanii czy hazardu, sama skłonność jest dziedziczona, a nie przedmiot tego uzależnienia. Mój adoptowany brat i ja, do momentu dorosłości nie wiedzieliśmy, że jest adoptowany. Nigdy nie odczuliśmy różnicy, moi rodzice kochają go ponad wszystko, otrzymaliśmy to samo wychowanie. Od czasów nastoletnich brat przejawiał cechy nam obce, alkoholizm, agresję, nie opiekował się bliskim. I tak jest do dziś....


Podobne sytuacje bywają i w rodzinach z biologicznymi własnymi dziećmi.... gdzie więc leży prawda ? Czy to rodzina bywa dysfunkcyjna ? 
Wiadomo , że skutków dziedziczności nie da się oddzielić od skutków oddziaływania środowiska. To nie dobre wychowanie daje w efekcie dobre dzieci, tylko dobre dzieci sprawiają, że dobrze się je wychowuje.  
Kiedy rodzice maja trudności z pokierowaniem swoim życiem albo z ułożeniem sobie stosunków z innymi ludźmi, ich dzieci są narażone na podwójne ryzyko: mogą odziedziczyć niekorzystne cechy i jednocześnie wychowywać się w niekorzystnym środowisku domowym. Jeśli takie dzieci maja problemy w okresie dorosłości zwykle przypisuje się je niekorzystnemu środowisku rodzinnemu, podczas gdy prawdziwą przyczyną mogą być niekorzystne geny.
Badania behawioralno - genetyczne wykazały ponad wszelką wątpliwość, że dziedziczność jest przyczyną dużej części zróżnicowania w ludzkich osobowościach. Niektórzy są bardziej zapalczywi, bardziej rozrzutni albo bardziej drobiazgowi od innych, a cechy te są funkcja genów , z jakimi się urodzili , i doświadczeń zdobytych po urodzeniu. Dokładne proporcje - ole zależy od genów a ile od przeżyć - nie są ważne: istotne jest że dziedziczność MUSI   być brana pod uwagę. A jednak jest zwykle LEKCEWAŻONA.
Dziedziczność jest jedna z przyczyn, dla których rodzice mający problemy psychologiczne często maja dzieci z podobnymi problemami. Jest to prosty, oczywisty i niezaprzeczalny fakt, a równocześnie fakt najbardziej przez psychologów lekceważony. Sadząc po braku zainteresowania dziedzicznością okazywanym przez psychologów rozwoju  i psychologów klinicznych, można by mniemać że nadal żyjemy w czasach Johna Watsona - tego , który obiecywał że z tuzina niemowląt zrobi lekarzy, prawników, żebraków lub złodziei.
Dzisiaj psychologowie mówią że niektóre dzieci rodzą się z "trudnymi charakterami "- sprawiają rodzicom kłopoty i z trudem poddają się socjalizacji. 
Skłonność do aktywności,impulsywność i agresywność, skłonność do szybkiego nudzenia się rutynowymi czynnościami i do szukania silnych wrażęń, 
obojętnośc na uczucia innych, muskularna budowa ciałą i niższy od średniego iloraz inteligencji...wszystkie te cechy maja znaczący komponent genetyczny.
Dorastające dzieci których aktywność rodzice moga kontrolować, to dzieci które na to pozwalają, a paradoksem jest że one akurat najmniej tego potrzebują...
 cytat z "Geny a wychowanie"


Czy wobec tego nie powinno się w ośrodkach adopcyjnych kłaść nacisk właśnie na genetyczność ?  na uświadamianie przyszłym rodzicom właśnie tego problemu, a nie szafowanie tylko dzieciom  "dawania miłości "
Niektórzy rodzice moga się czuć oszukani, że pomimo ich pragnienia wzięcia dziecka  nie zostali dokładnie poinformowani  o możliwych problemach związanych z genami , bo być może gdyby posiadali tę wiedzę  potrafili by realnie spojrzec na problem i określenie czy sobie w przyszłości z nim poradzą. 
W takim wypadku powinno się im zaproponować rodzinę zastępczą...
I dziś z moją wiedzą na ten temat na pewno bym się poważnie zastanowiła czy dałabym radę wychować takie dziecko, pomimo tego,  że własną trójkę wychowałam na porządnych, mądrych ludzi.



16 komentarzy:

  1. ciezka sprawa- adopcja, ja chyba y=bym sie nie odwazyla

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie mogę się z tym nie zgodzić. Nawet w swojej rodzinie obserwuję, że nawet jeżeli jakieś dwie osoby nie widziały się kilkanaście lat (a różnica wieku jakieś 20), to z charakteru można powiedzieć o nich że są jak ojciec i syn :) Każdy z nas chyba spotkał się z czymś takim.

    OdpowiedzUsuń
  3. ...moi chrzestni w latach 60 -tych adoptowali chłopczyka...pochodził z rodziny patologicznej i...dziś ma lat ponad 50 lat i do dziś nie tyka ani alkoholu, ani innych używek...poza tym naszą rodzinę uważa za swoją jedyna i wiesz...jest trochę do nas podobny, pod względem przywiązania do rodziny jak również zainteresowań:)

    Skąd inąd to prawda, że nałogi są dziedziczne...szczególnie alkoholizm...i wiesz, uważam, że powinno sie informować pt. rodziców z jakiej rodziny pochodzą...

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj nie wiem co to za ośrodek adopcyjny,ale ja mam dwójkę dzieci w rodzinie zastępczej nie mamy własnych biologicznych dzieci,gdy te dzieci do nas miały przyjść z mężem wiedzieliśmy z jakiej rodziny są dzieci jakie choroby występowały jaki był problem jaki powód zabrania dostaliśmy nawet dokumenty takie jak kurator pisał wywiad rodziny,więc ja o tych dzieciach wiedziałam wszystko,zdaję sobie sprawę że niektóre ośrodki tają takie rzeczy po to tylko aby dziecko miało szanse na adopcje lub rodzinę zastępczą z tymi genami to różnie bywa jak wytłumaczysz to ,że brat i siostra wychowywani w jednym domu przez tych samych rodziców zawsze dostawali po równo jedno wyrosło na porządnego człowieka a drugie jest agresywne,zatargi z prawem itd dlugo by wymieniać,rodzice też pożądni ludzie w domu żadnej przemocy i co???Niestety dzieci nie wybieraja sobie rodziców i one nie są niczemu winne,że matka piła w trakcie ciąży i dziecko przez to będzie miało zapewne uszkodzenia typu FAS albo FASD owszem są to cięzkie dzieci do wychowania bo to od kilku lat jest zakwalifikowane jako jednostka chorobowa,mam dziecko którego matka piła w trakcie ciąży piła to mało powiedziane nie chce tu brzydko pisać codziennie była pijana dziecko ma znamiona FAS,ale miesci sie w normie,ale problem zostaje,te dzieci potrzebuja ogrom miłości,ale też ośrodek nie moze wmawiać ze tylko miłośc się liczy dużo by tu o tym pisać to temat rzeka,nie każde dziecko jest złe ja osobiśćie z mężem trafiliśmy tak nam się wydaje na wspaniałe dzieci które pochodzą z bardzo patologicznych rodzin i jak narazie jest dobrze nie zawsze ale czy w normalnym domu jest też zawsze wszystko dobrze????
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiolu jeżeli możesz napisać....ile lat mają Twoje dzieci ?

      Usuń
    2. Jedno w tym roku będzie miało 6 a drugie 10 z tym że chlopiec trafił do nas wczesniej czyli mlodszy ,ojciec jego pił ale nie tak intensywnie jak matka starszego dziecka dlatego tez mała miała podejrzenie FAS lecz badania wyszły w normnie a to nie znaczy ze jest wszystko ok ale szykujemy sie na badania u genetyka kyja ja właśnie napisałam o FAS.FAS charakteryzuje sie tym ze widać oznaki na twarzy i ciele a FASD to ukryteczyli po twarzy i ciele nie widać ale ujawnia sie w czasie dojrzewania, Jestem wiceprezesem Stowarzyszenia rodzin zastepczych i adopcyjnych i takim naszym konikiem jest właśnie FAS kiedyś sie o tym nie mówiło sie chociaż coraz częściej w tej chwili nie koniecznie dziecko pijącej matki czy ojca musi mieć FASto nie jest do końca tak,alew wiekszości dzieci ma mają problem z samodzielnym funkcjonowaniem w spoleczenstwie,przezyłam tragedie gdy starsze dziecko do nas trafiło była wygłodzona zabiedzona dosłownie trafiła do nas prosto z rodzinnego domu do dnia dzisiejszego łzy staja mi w oczach gdy widziałam to bezbronne dziecko wchodzace do nas do samochodu przestraszone jak zwierzatko zastraszone przez matke a jak podałam ciepły obiad nie wiedziało co ma z nim zrobić to dziecko w tamtym domu egzystowało tylko nawet nie wiedziała do czego służy papier toaletowy ach rozpisałam się znów!!!

      Usuń
    3. Wiolu, gdy zaczęłam pisać swój komentarz (pisałam go dość długo)Twojego jeszcze nie było:) stąd dubelek dot FAS :)

      Usuń
    4. kyja to nie miało być w formie pretensji jeśłi tak to odebrałaś to najmocniej Cie przepraszam ,nie było to moim celel
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. a ja dodałabym do tego jeszcze FAS (fetal alcohol syndrome), które pewnie ma niejedno dziecko z rodzin alkoholowych...czasami widać od razu na twarzy dziecka ten syndrom,a czasami ujawnia się dopiero w okresie dojrzewania lub nawet w wieku szkolnym.Pozwolę sobie na wklejenia linka do bloga, na którym ten temat autorka ciekawie przedstawiła (http://www.dzieciowo.pl/2011/03/fas-zycie-po-kropelce.htm)
    Rodzice mojej przyjaciółki, gdy ich biologiczne dzieci wyfrunęły z gniazda, stworzyli rodzinę zastępczą dla trójki rodzeństwa z rodziny patologicznej, z tego co wiem, tylko jedno dziecko "wyszło na ludzi"- normalnie funkcjonuje w społeczeństwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ciekawy link.... dziękuję....
      masz racje Kyja że są odstępstwa od reguły....ale większość znanych mi rodzin adopcyjnych boryka się z wielkim problemem kiedy dzieci dorastają...

      Usuń
  6. Strona mi się nie otwiera, ale wpisałam w wyszukiwarkę skrót FAS. Smutne to, że dzieci te z góry są narażone na takie obciążenie psychiczne i dziedziczne. Nie wiem jak bym postąpiła w przypadku, gdzie miałabym poradzić sobie z wychowaniem dzieci trudnych. Szkoda mi ich okrutnie, żal mi i zła jestem na tych głupich dorosłych, że skazują swoje dzieci na taką tułaczkę i niepewny los. Ciężki temat. Przyznam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Witam Cię. Mój adopotowany brat urodził się w rodzinie obciążonej problemem alkoholowym. Pił ojciec, matka, ojciec ojca i matka ojca i mimo wychowania w domu bezalkoholowym jaki prowadzili moi rodzice już w wieku 15 lat po raz pierwszy spił się i pije z tego co nam wiadomo ( kontakty zerwał 10 lat temu) pije do dziś. Adopcji dziecka z FAS nie podjęła bym się. Lepiej sprawdzić dokładnie niż nie. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Merry ,ale FAS to nie jest tak do końca że sprawdzisz czy ma czy nie to nie jest taka prosta choroba bo to choroba jak napisałam wyżej,tego w ośrodku adopcyjnym czy starających się rodziny zastępcze ci nie powiedza oni czesto sami nie wiedza to szereg badan przede wszystkim EEG głowy moje ,wychodzi dopiero w badaniu genetycznym w Toruniu są super specjaliści od FAS!!!

      Usuń
  8. Nigdy nie myślałam o adopcji, więc i nie interesowałam się tym. Nie mam też w kręgu swojej rodziny i znajomych adoptowanych dzieci. Czytając jednak to co piszesz, myślę że tak jest. Rodzice, którzy chcą adoptować dzieci powinni być informowani z jakich rodzin one pochodzą.A może są ?. Może jednak warto zaryzykować i dać szansę tym dzieciom. Trzeba jednak na to odwagi i wielkiej miłości do dzieci. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie mogę poświęcić aż tyle czasu by napisać wszystko co czuję i myślę, ale nie jest to prosty temat i nie wszystko też na te geny można "zwalić".
    Prawdą jest,że mam dwóch własnych synów, którzy są jednakowo wychowywani, a charaktery mają diametralnie inne. O starszego nigdy się nie bałam, że zrobi coś złego, a drugi to już mi parę razy dał popalić( inni by powiedzieli, że to co zrobił to zwykłe dziecięce bzdety, ale dla mnie to była całkowita nowość). Dobry jest bardzo ale łatwo ulega wpływom i tak czasem myślę po kim on to ma. natomiast moja ciotka ma syna. którego zaadoptowała kiedy miał 7 lat i wierz mi ma charakterek równy po mojej cioteczce. Jak to możliwe skoro na pewno nie te same geny. Ha, nie jest to łatwy temat. ja kiedyś chciałam zaadoptować dziewczynkę, mąż nie zgodził się, ale tylko dlatego, ze bał się, ze nie obdarzy tego dziecka takim uczuciem jak naszych synów. W szkole mam dzieci z DD i także adoptowane. Bywa różnie, ale czasem te z normalnych domów bywają gorsze. Pozdrawiam cieplutko. Ania:)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja myślę, że równie wielkie znaczeniema trauma, jaką te dzieci przeszły, zanim trafiły do adopcji. Nawet krótki czas spędzony w dysfunkcyjnej rodzinie, nawet w okresie, którego dziecko potem nie pamięta, kładzie się cieniem na całe jego życie.
    I mimo, że te zieci dostają potem ogromną dawkę miłości, kiedy dowiadują się, że ich biologiczni rodzice ich nie chcieli/porzucili, trudno im sobie z tym poradzić.
    Mam koleżankę, adoptowaną jako dziecko, o czym dowiedziała się w wieku 30 lat. Nigdy nie piła, wszelkich używek unikała, kocha swoich adopcyjnych rodziców BARDZO, ale zawsze jakoś się tak dziwnie miotała w życiu. Długo nie wiadomo było dlaczego, a kiedy wyszła na jaw sprawa adopcji, myślę, że to wiele wyjaśniło. Swiadomość odrzuccenia przez tą, która powinna była ją kochać najbardziej na świecie boli ją do dzić choć minęło już 10 lat odkąd dowiedziała się, że została adoptowana w dzieciństwie.

    Pozdrawiam,
    Motylek

    OdpowiedzUsuń