9 marca 2012
ZAGRODNO...... RĘKOPIS 'PANA TADEUSZA'
Wracając do Zagrodna, powinnam dopisać jedną z autentycznych historii tej miejscowości....
Ze Lwowa do Adelina
W początkach 1944 roku władze niemieckie zarządziły ewakuację lwowskich zbiorów bibliotecznych, m.in. Ossolineum. Wyraźne instrukcje nakazywały wywieźć przede wszystkim niemiecką literaturę fachową i księgozbiór czytelni głównych. Wbrew władzom, prof. Mieczysław Gębarowicz przygotował do transportu najcenniejsze, najstaranniej wyselekcjonowane zbiory specjalne i cymelia Ossolineum: m.in. 2300 rękopisów, 2200 dokumentów sięgających XIII wieku, 1700 starych druków, 2400 rycin. Był wśród tych skarbów autograf „Pana Tadeusza”, a także rękopisy Juliusza Słowackiego, Aleksandra Fredry, Henryka Sienkiewicza, Jana Kasprowicza, Władysława Reymonta i Stefana Żeromskiego. W marcu i kwietniu zbiory Ossolineum dotarły do Krakowa. Złożono je w piwnicach Biblioteki Jagiellońskiej, gdzie miały bezpiecznie doczekać końca wojny. Niespodziewanie latem 1944 roku Niemcy wywieźli wszystko na zachód i zmagazynowali w Adelinie, czyli Zagrodnie.
W połowie czerwca 1945 roku Zagrodno dopiero zajmowali pierwsi polscy osadnicy. Bernard Manecki miał 16 lat. Rosyjskich żołnierzy, którzy na dziedzińcu szkoły palili książki, pamięta jakby to było wczoraj.
– Ogień buchał ogromny. Można w nim było konia usmażyć – wspomina.
Wślizgnął się do opuszczonego przez Niemców domu nauczyciela. Talerze ze spleśniałą, niedojedzoną zupą jeszcze stały na stołach. Porozrzucane sprzęty walały się pod nogami. Chodził po otwartych na oścież pokojach, szukając papieru, z którego dałoby się skręcić papierosy.
To się nie nadaje na papierosy
Na pierwszym piętrze do końca wojny mieszkała żona hitlerowskiego oficera, dowodzącego żołnierzami na froncie wschodnim. Została po niej biblioteczka. Bernard przeglądał książkę po książce, macając która nadawałaby się na skręty, aż dostrzegł leżący osobno na szafce gruby jak Biblia plik kartek. Przewiązane sznurem, pociemniałe stronice były zapisane odręcznym pismem. Bernard nie umiał czytać po polsku, nie wiedział co znalazł, ale wziął znalezisko pod pachę i wrócił do domu, by pokazać ojcu.
– Tato pierwszy poznał, że przyniosłem rękopis „Pana Tadeusza” – opowiada staruszek. – Popatrzył. „Nie, synku, to się nie nadaje na papierosy. To coś bardzo ważnego”. I poszliśmy do wójta. Wójt Jan Krowicki zabrał rękopis. Nazajutrz zawiózł go do powiatowej rady, do Złotoryi. Czasy były takie, że nikt specjalnie nie dbał ani o książki, ani o pokwitowania.
– I tak ślad po moim znalezisku zaginął – wspomina pan Bernard. – Dopiero po pewnym czasie dowiedziałem się, że rękopis istnieje, dotarł do wrocławskiego Ossolineum.
Bankiet bez Maneckiego
W 2005 roku, gdy Aleksander Kwaśniewski z Leszkiem Millerem brylowali na warszawskim bankiecie z okazji 150. rocznicy śmierci Adama Mickiewicza, Bernard Manecki siedział wściekły przed telewizorem w Zagrodnie. Pewnie tak jak teraz wyciągał z metalowej papierośnicy skręta za skrętem.
– Zapomniano o mnie, a przecież gdybym nie zabrał Ruskim „Pana Tadeusza”, to ten narodowy skarb, którym szczyci się cała Polska, spłonąłby w ognisku razem z innymi książkami – mówi staruszek. – Wiem, że te kartki są warte fortunę. Nie chcę pieniędzy, tylko odrobinę wdzięczności – dodaje, patrząc głęboko w oczy.
Ten żal siedzi w nim od lat. Wyrzucił go z siebie dopiero niedawno, podczas powiatowej akademii, na której władza wręczała medale pierwszym osadnikom.
– Znaleziono dwa rękopisy: jeden w Saragossie, drugi w Zagrodnie. Tylko za ten drugi nikt nigdy nawet nie podziękował – westchnął do mikrofonu i wrócił na swoje miejsce.
http://legnica.naszemiasto.pl/archiwum/1523702,skarb-znaleziony-w-zagrodnie,id,t.html
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


No, proszę, ale ciekawostka...przeczytałam na jednym wdechu, tak pięknie opowiedziałaś:)
OdpowiedzUsuńA co do Rosjan...tak, oni mieli talent do palenia wszystkiego co na swojej drodze napotkali...od domów, mebli po książki...wszak należały do wroga...tym sposobem bezpowrotnie wiele cenności zamieniło się w popiół...żal!
Serdeczności!
SŁONECZKA I RADOŚCI ŻYCZĘ ,
OdpowiedzUsuńNO I MIŁEGO WYPOCZYNKU WEEKENDOWEGO
SAMYCH CUDOWNYCH CHWIL
SERDECZNIE POZDRAWIAM
Bardzo ciekawa historia, pięknie ją nam "zrelacjonowałaś" :)Szkoda tylko, ze tak wiele innych skarbów nie miało tyle szczęścia.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko
ciekawa historia:)
OdpowiedzUsuńAleż zajmująco napisałaś!!!! Niesamowite!
OdpowiedzUsuńZnów trzeba klikać... jak usuniesz weryfikację to trzeba ZAPISAĆ nowe ustawienia :)))), na dole jest taki przycisk kolorowy :)
juz to robiłam..... i co???? chyba nie umiem
UsuńZrób dokładnie to samo i w Ustawieniach na stronie Komentarze wyłącz weryfikację obrazkową i potem na tej samej stronie na dole jest napis Zapisz ustawienia, kliknij to.
OdpowiedzUsuńNo i nie ma weryfikacji! Poprzedni komentarz poszedł bez wklepywania literek, dzięki! Umiesz!
OdpowiedzUsuńJESTEM WIELKA HI HI !!!!!
Usuńdziękuję :))
Szancer to ma kreskę...ech
OdpowiedzUsuńJan Krowicki był dziadkiem mojego męża a Bernard Manecki wujkiem,mężem najmłodszej siostry mamy męża.
OdpowiedzUsuń