29 kwietnia 2011

PODRÓŻ



Dziś będzie opowieść o Leszku - przyjacielu Ludwika.
Leszek pojechał do Świnoujścia na rekonwalescencję po chorobie razem z własnym pieskiem Bellą.W Świnoujściu mieszka jego córka z zięciem więc ma tam rodzinę , ale tęsknota za własnym domem była silniejsza, więc pojechaliśmy po niego aby go przywieźć do domu.
Nie znałam Leszka , spotkaliśmy sie chyba tylko ze dwa razy przelotnie więc nie wiedziałam że ma takie poczucie humoru... baaardzo specyficzne :)
Spakowany był już dwa dni naprzód i nie mógł się doczekać naszego przyjazdu .Nocowaliśmy u niego po podróży no i następnego dnia zaczął się wielki powrót.
Już rano nas poganiał do samochodu aby jak najszybciej wyjechać i zdążyc na prom, bo długa droga przed nami. Wsiedliśmy wszyscy, razem z Bellą, pożegnała nas Zyta córka Leszka , sympatyczna i ciepła dziewczyna, o śmiejących oczach no i ruszylismy w drogę.
Przeprawa promem zaowocowała świetnymi zdjęciami z kapitanem, i na mostku przy przeróżnej "maszynerii", i dalsza droga przebiegała następująco.
Muszę dodać że Ludwik dostał od swojego kolegi "zabawki" ... stare żarówki , transformatory... stara poniemiecką księgę więc samochód był obciążony na maksa....
No i dialogi wyglądały tak:
Leszek ..... jedź powoli i uważaj ja dziury w drodze bo możesz złamać resor ..
Ludwik..... tak , tak, uważam
Leszek do Belli..... no widzisz ? jedziemy do domku, juz się cieszysz co?
i po chwili do siebie..... a Zyta to musi jechać tak daleko? martwię się o nią....
Leszek..... no abysmy tylko dojechali szczęśliwie, bo już nie wrócę do tego Świnoujścia, tam powietrze nie dla mnie....
jedziemy sobie dalej...... Leszek tylko patrzy na drogowskazy jakie miasta mijamy i ile kilometrów jeszcze do domu.
No coraz bliżej, ...w okolicy Międzyrzecza Leszek się odzywa.... no nareszcie zaczyna być "normalne powietrze" a nie to co nad morzem, tam juz nigdy nie pojadę chociażby mi dawali super mieszkanie.... a ty Ludwik chciałbys tam mieszkać?
Nie.... ja też nie , nawet jakby mi dawali willijkę ... odpowiada Ludwik...
Podróż jest dosyć długa więc szukamy miejsca na krótki postój ..
Po co nam postój ... mówi Leszek....jedźmy jak najszybciej do domu.....ale wolno ...to znów do Ludwika, uważaj na dziury i jedź powoli ....że nam coś urwać, samochód ciężki...

Ja się tylko uśmiecham, słucham tego dialogu a miejscami monologu....

W Świebodzinie postanowiliśmy się zatrzymać przy pomniku Chrystusa Króla i zrobić kilka zdjęć ponieważ w drodze do Świnoujścia nie mieliśmy takiej możliwości.

Ludwik głośno oznajmia.... zjeżdżamy z autostrady i jedziemy pod pomnik..

na to odzywa się Leszek.... a po kiego czorta ? po co wam to ? jedźmy do domu...tylko powoli żeby się nic nie urwało....

No nie... spojrzałam na Lutka i widzę jak się powstrzymuje od śmiechu..... dojezdzamy do pomnika, wysiadamy z aparatami...

Leszek wysiądź i rozprostuj nogi mówi Ludwik...

A po co? mnie tu dobrze prawda Bella? na co nam wysiadać, co tam jest do oglądania.... mruczy pod nosem, więc my wysiadamy i idziemy zrobic fotki śmiejąc sie po drodze do siebie....

Ech ten nasz Leszek.....

Po powrocie mówimy, widzisz to jest największy na świecie pomnik Chrystusa Króla więc warto to uwiecznic....

a na to Leszek..... a po co to komu stawiac takie pomniki , wiecie ile to kosztowało? trzeba lepiej było te pieniądze rozdać potrzebującym, ja tam mam swojego Boga i nie potrzebne mi żadne pomniki... na nic tłumaczenia że gdyby tak każdy myslał to nie byłoby ani posągów Michała Anioła, ani przepięknej architektury sakralnej....przeciez kazdy artysta chwali Boga poprzez własną sztukę, czy to malując, czy rzeźbiąc....

No i jedziemy dalej.... gdzieś w okolicy Lubina Leszek odżywa.... zaczyna juz marzyc co to on w tym swoim domu zacznie robic, czy wyczyścić rower, aby pojechac na swoje bagna czy też iść z Belką na spacer po swoich zakamarkach.... no i już twierdzi że oddycha wspaniale bo juz ma "swoje powietrze"

Zatrzymujemy sie jednak na krótki postój bo Lutek jest troche zmęczony i powinien parę chwil odpocząć .... wysiadamy z auta... Bella wyskakuje.... Leszek sie ociąga.... ale po chwili tez wysiada z samochodu. Bella biega ale zamiast po lesie biegnie na jezdnię .... wracaj ty .... .....tu zamilcze jakie słowa padły.... bo mnie skręcało ze śmiechu. A po chwili... no widzisz ja cie kocham ty mój piesku... ale jak nie słuchasz to dostaniesz kopa.... ale tak delikatnie .... bo nie zrobię ci krzywdy.

No i opowiada jak to Bella przychpodzi do niego spac do łóżka i dziobem odkrywa kołdrę aby sie przytulić.

No , wsiadamy i dalej w drogę..... mijamy Legnicę... i ...Leszek zaczyna śpiewac.... humor już mu się poprawił, widać ze napiecie opada z niego w miare zblizania się do domu,

A kiedy wjechaliśmy już na "swoją drogę" to nawet ulewny deszcz nie był w stanie poskromnic jego radości, śpiewa nam dawne melodie, radosny jak skowronek,

widzisz Bella .... to już nasza Gubernia....zaraz bedziemy w domku...

Kiedy pod domem zaczęli wypakowywać bagaże Leszek jak młodzieniaszek pogalopował pierwszy do domku , wracając po kolejna torbę mówi....wiecie trochę tam smierdzi....ale to nic...

a kolejna torbe wynosił juz w biegu i podskokach, radosny ze nareszcie jest u siebie...

Nie powtórzę wszystkich dialogów ale podróż była wesoła , z przyjemnością sie patrzyło na radośc Leszka z powrotu do domu.

Widzę więc tutaj piękna przyjaźń męską i ciesze się ze to tez dzieje sie za sprawą Ludwika.

To jeszcze jedna jego szlachetna cecha .... jestem szczęsliwa że to moja M.... bo


Hipokrates
Szlachetne cechy istnieją naprawdę u szlachetnych ludzi.












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz