Nie jest tak łatwo wyplątać się z matni.... sprawy materialne i zyciowe potrafią skutecznie przeszkadzać w osiągnięciu pełnego szczęścia. Ale nikt nie powiedział że człowiek musi być cały czas szczęśliwy....ja jestem.... ale do pełni szczęścia potrzeba spokoju ducha a tego jeszcze nie mam. Czeka mnie zakończenie spraw domowych.
Ale teraz jestem na swojej "zapadłej wsi" z kochającym człowiekiem przy boku i nie potrzeba mi nic więcej. Na dworze wiosna, kwitną już w ogrodzie fiołki, śnieżyczki, forsycja cieszy oko swoim złotym kolorem. Pąki na magnolii lada dzień się rozwiną, tak więc i moje sprawy w końcu się ułożą jak najlepiej.
I mam nadzieję, że zacznę spisywać naszą niesamowita historię....
A zaczęło sie niewinnie ....jak w poprzednich postach.... ciekawe rozmowy , łapane w lot słowa... po tygodniu pisania postanowiliśmy się spotkać.... chcieliśmy wiedzieć czy rzeczywiście jest tak pieknie jak nam się pisało. Jechałam na to spotkanie z ciekawością.... na parkingu czekał na mnie L... wysiadł z samochodu...skromny uśmiechnięty facet... przywitanie, buźka - buźka.... wsiadłam.... i pytanie L....... no to co robimy? gdzie jedziemy ?
I moja natychmiastowa odpowiedź.... jak to gdzie ? do ciebie...
hmmm nawet się wtedy nie zastanawiałam nad tym co mówię, było to dla mnie tak oczywiste.. No i pojechaliśmy.... rozmowa w drodze przesympatyczna, zerkałam na L. i wiedziałam, że spełniają się moje sny...
Na włościach na "zapadłej wsi" jak to podkreslił L. przywitały mnie dwa psiaki, kot...i piękny dom w ogrodzie. Czułam się tu od pierwszych chwil tak jakbym mieszkała tu od lat, dom przepełniony pozytywną energią tylko trochę zaniedbany jak to na męskim gospodarstwie. Ale i tak podziwiałam L. za to że tak świetnie sobie sam ze wszystkim radzi....
no i jak zapytał? nie przeraża cię to wszystko?
nie... odpowiedziałam.... i myśl, że właśnie tutaj chciałabym z nim zamieszkać.... bo ja już to wiedziałam...
a później ?
nie wiem, ale było to dla mnie oczywiste,.... kiedy mnie przytulił , pocałował , pragnęłam aby mnie kochał.... abyśmy poznali swoje ciała....
I było pięknie.... po raz pierwszy czułam że moje ciało się otwiera, nie ma blokady.... wyszłam maksymalnie naprzeciw ...jak na pierwszy raz.... i wcale nie było mi wstyd że na pierwszym spotkaniu znaleźliśmy sie w łożku.... pragnęłam tego...
dostałam coś fantastycznego, oprócz wrażeń fizycznych poczułam że jestem normalną kobietą, która nie wstydzi sie swoich reakcji..dostałam poczucie własnej wartośći.
I za to powinnam L. podziękować.... właśnie za tę normalność - którą z nim przeżyłam....dla mnie to było dużo więcej niż sam akt miłosny.....
To było SPEŁNIENIE.....
No a później powrót do domu.... i niesamowita tęsknota.....za tym co było i za tym co będzie.... ale o tym następnym razem.....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz