30 sierpnia 2014

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY....







 „Wspomnienie ma w sobie wiele poetyckiej swobody. Opuszcza pewne rzeczy, inne wyolbrzymia (…), pamięć ludzka gnieździ się bowiem głównie w sercu.”

Tennessee Williams, „Szklana menażeria”


.................Za siedmioma górami, za siedmioma lasami , w przemysłowym , dużym mieście, gdzie codziennie dymiły kominy i rozlegała się syrena wzywająca ludzi do pracy lub jej zakończenia..... w szpitalu....urodziła się mała dziewczynka.
No szok....w szpitalu!!!!  wywinęła mamie psikusa i postanowiła wyjrzeć na świat,  kiedy mama była w pracy, a pracowała w zakładzie lniarskim.....przyjechało więc po mamę pogotowie, a wszyscy pracownicy tej zmiany oglądali "widowisko wg mamy"...przez okna...
W tamtych czasach regułą i dobrym zwyczajem,  dzieci rodziło się w domu....
no tylko ta Mała już od początku pokazała,  że nie poddaje się żadnym konwenansom i ma swoje zdanie...
Matka nie wybaczyła jej tego afrontu do końca życia.

Choć zapewnie kochała tę córeczkę, to bliższy jej sercu był synek urodzony dwa lata później ....normalnie ...już w domu, na własnym łóżku.
Niemowlak to niemowlak potrzebny mu wózek, jakieś powijaki i śpiochy, matka starała się  więc na miarę  możliwości, nawet wydziergała jej na łepetynę kolorową czapkę.
 a wózek kupiła ze "starej lady" jak to się dawniej mówiło.







z ukochanym psem Reksem, jedliśmy wspólnie ciastka , raz ja gryzłam , raz on.... i choć to bardzo niehigienicznie , ale jakoś  nie zachorowałam...




na zdjęciu ja w środku, po prawej stronie brat Zbyszek, po lewej sąsiad Józiu..


z bratem , Puszkiem i czerwoną torebką....o którą mama stoczyła batalię z żydowskim sprzedawcą...
a było tak, 
w rynku był ekskluzywny sklep z futrami i skórzanymi torebkami, właścicielem był Żyd.... no i u niego na wystawie jako gadżet leżała ta czerwona torebeczka z plastiku...
mnie się ona bardzo podobała, więc mama postanowiła mi ją kupić. Poszłyśmy więc do sklepu i mama poprosiła tę torebeczkę, żyd zmierzył mamę od stóp do głów i zapytał czy ma na nią pieniądze....wrrrr, tak to było, poniżył mamę - polkę....
a skoro się okazało , że mama ma pieniądze,  to stwierdził , że jestem na nią za mała.... pamiętam te słowa do dzisiaj.... ale po jakiś negocjacjach sprzedał ją i wyszłam ze sklepu dumnie dzierżąc w łapce czerwoną zdobycz. 
Żydzi za rok zaczęli opuszczać Polskę i wyjeżdżać do Palestyny.... ten wredny też wyjechał, choć sklep z futrami i torebkami funkcjonował do lat 70-dziesiątych , oczywiście z innym właścicielem.
 tu z bratem i "przyszywaną ciocią" sąsiadką...

a tu ciocia ze mną, mama ze Zbysiem, i Jola z mamą w Parku Sobieskiego...


a tutaj po wizycie we wrocławskim ZOO, rodzice postanowili zrobić nam pamiątkowe zdjęcie, brat ustawił się,  a kiedy ja podeszłam dostałam od małpy po pysku, dlatego mam taką minę....

6 komentarzy:

  1. czytałam z wypiekami na twarzy jak jakąś powiesć... snuj dalej tę nitkę wspomnień z dzieciństwa, proszę! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale z Ciebie była modnisia, zawsze elegancka.

    OdpowiedzUsuń
  3. A to małpa, a w tym wózku, to jakbym siebie widziała :))
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Stare fotografie zawsze oglądamy z przyjemnościa.Zuważyłam że z wiekiem coraz częściej sięgamy po nie i wracamy do wspomnień.pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. uwielbiam takie stare zdjecia i opowiesci:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Udowodniłaś tym wpisem jak czas szybko leci a my na co dzień nie zwracamy uwagi na drobiazgi . Piękne zdjęcia a jak tak dobrze się zachowały to podziwiam moje kruszeją
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń