„Wspomnienie ma w sobie wiele poetyckiej swobody. Opuszcza pewne rzeczy, inne wyolbrzymia (…), pamięć ludzka gnieździ się bowiem głównie w sercu.”
Tennessee Williams, „Szklana menażeria”
No szok....w szpitalu!!!! wywinęła mamie psikusa i postanowiła wyjrzeć na świat, kiedy mama była w pracy, a pracowała w zakładzie lniarskim.....przyjechało więc po mamę pogotowie, a wszyscy pracownicy tej zmiany oglądali "widowisko wg mamy"...przez okna...
W tamtych czasach regułą i dobrym zwyczajem, dzieci rodziło się w domu....
no tylko ta Mała już od początku pokazała, że nie poddaje się żadnym konwenansom i ma swoje zdanie...
Matka nie wybaczyła jej tego afrontu do końca życia.
Choć zapewnie kochała tę córeczkę, to bliższy jej sercu był synek urodzony dwa lata później ....normalnie ...już w domu, na własnym łóżku.
Niemowlak to niemowlak potrzebny mu wózek, jakieś powijaki i śpiochy, matka starała się więc na miarę możliwości, nawet wydziergała jej na łepetynę kolorową czapkę.
a wózek kupiła ze "starej lady" jak to się dawniej mówiło.
z ukochanym psem Reksem, jedliśmy wspólnie ciastka , raz ja gryzłam , raz on.... i choć to bardzo niehigienicznie , ale jakoś nie zachorowałam...
na zdjęciu ja w środku, po prawej stronie brat Zbyszek, po lewej sąsiad Józiu..
a było tak,
w rynku był ekskluzywny sklep z futrami i skórzanymi torebkami, właścicielem był Żyd.... no i u niego na wystawie jako gadżet leżała ta czerwona torebeczka z plastiku...
mnie się ona bardzo podobała, więc mama postanowiła mi ją kupić. Poszłyśmy więc do sklepu i mama poprosiła tę torebeczkę, żyd zmierzył mamę od stóp do głów i zapytał czy ma na nią pieniądze....wrrrr, tak to było, poniżył mamę - polkę....
a skoro się okazało , że mama ma pieniądze, to stwierdził , że jestem na nią za mała.... pamiętam te słowa do dzisiaj.... ale po jakiś negocjacjach sprzedał ją i wyszłam ze sklepu dumnie dzierżąc w łapce czerwoną zdobycz.
Żydzi za rok zaczęli opuszczać Polskę i wyjeżdżać do Palestyny.... ten wredny też wyjechał, choć sklep z futrami i torebkami funkcjonował do lat 70-dziesiątych , oczywiście z innym właścicielem.
tu z bratem i "przyszywaną ciocią" sąsiadką...
a tu ciocia ze mną, mama ze Zbysiem, i Jola z mamą w Parku Sobieskiego...
a tutaj po wizycie we wrocławskim ZOO, rodzice postanowili zrobić nam pamiątkowe zdjęcie, brat ustawił się, a kiedy ja podeszłam dostałam od małpy po pysku, dlatego mam taką minę....








czytałam z wypiekami na twarzy jak jakąś powiesć... snuj dalej tę nitkę wspomnień z dzieciństwa, proszę! :)
OdpowiedzUsuńAle z Ciebie była modnisia, zawsze elegancka.
OdpowiedzUsuńA to małpa, a w tym wózku, to jakbym siebie widziała :))
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Stare fotografie zawsze oglądamy z przyjemnościa.Zuważyłam że z wiekiem coraz częściej sięgamy po nie i wracamy do wspomnień.pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńuwielbiam takie stare zdjecia i opowiesci:)
OdpowiedzUsuńUdowodniłaś tym wpisem jak czas szybko leci a my na co dzień nie zwracamy uwagi na drobiazgi . Piękne zdjęcia a jak tak dobrze się zachowały to podziwiam moje kruszeją
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :-)