Prawie na wszystkich blogach typu '" szajby szik " króluje konik.... od maleńkiego stojącego na półeczce, poprzez kominki, komody aż do dużego stojącego na podłodze.
Ech to jest widać "tryndy", może i ja powinnam i u siebie postawić takiego konisia ? Wprawdzie mój blog to nie shabby chic home kominka jeszcze nie mam, komody w rozsypce....ale....
Podobają mi się takie aranżacje , szykowne i eleganckie więc co tam.....
![]() | |||||
| z netu |
![]() |
| z netu |
Okazja nadarzyła się niebawem.
pojechaliśmy do Lubomierza, Ludwik poszedł do magistratu a ja skręciłam w uliczkę, gdzie mieści się GALERIA LOOMPEX , jedyny taki ekskluzywny sklep dla emerytów w RP....
Na powierzchni aż czterech metrów kwadratowych - dóbr pod dostatkiem..... na wieszaczkach ubrania, bluzeczki, płaszczyki, w nietuzinkowych pojemnikach, bielizna, koszulki..... no...wszystko jest co potrzebne.
Nabyłam więc w drodze kupna dwa golfiki , czarny i biały każdy za całe dwa złote pięćdziesiąt groszy pl, jeden niebieski sweterek tez za 2,50 zł . Kiedy pani właścicielka podliczała na kratkowanym papierze w kasie należność do zapłaty ..... wzrok mój padł na parapet...
a tam CUDO , stoi konik , taki pasujący w sam raz do mojego wnętrza.... ze zwieszona główką, smutny....
Oj mój malutki nie smuć się....pani cię dzisiaj zabierze do nowego domku, będziesz sobie mieszkał na parapecie w VILLI WALERIA.....
i tak mój konik trafił do reklamówki ...bo zabrakło ekskluzywnych torebek na opakowanie....
Pełna radości wsiadam do samochodu gdzie Ludwik już czeka i pokazuję swoje zdobycze....
nożżżż .....trzeba było zobaczyć minę Lutka..... i usłyszeć jego śmiech....
toż to OSIOŁ A NIE KONIK mówi...
co ty się znasz.... kupowałam to wiem CO KUPIŁAM!!! KONIKA
w domu wykąpany w płynnym mydełku o zapachu konwalii , wysuszony na kaloryferze, wyczesany Ludwika szczotką.... trafił w końcu na swoje miejsce ...
i oto mój konik o wdzięcznej nazwie...ALLEGRETTO...
i jak Wam się podoba ? prawda że śliczny ???
Alicja w komentarzu proponowała mi pisać powieść typu "Dom nad rozlewiskiem" hi hi , gdzie mi tam do Małgorzaty Kalicińskiej.
Pisać lubię bo piszę już od dziecka ale teraz mam kłopot..... siadając do lapka myśli moje biegną z prędkością "awarii" .[ dlaczego zaraz napiszę ] ale palce są niesforne i złośliwe.... i tekst później wyglada jakby wiło się na nim stado węży i wężyków w czerwonym kolorze....wrrr
a dlaczego awaria... ?
Otóż mój nieżyjący już teść Stefan, rocznik 1909 nazywany w rodzinie Stefkiem, był szanowanym i poważanym człowiekiem w swojej wsi. Pochodził z kielecczyzny, ale wyjechał jako kawaler do Warszawy, tam pracował i jako pierwszy wrócił z tej Warszawy WŁASNYM ROWEREM.
była to nie lada sensacja, dzieci biegły za nim krzycząc.... jak toto jedzie na dwóch kołach i się nie obali!!!!!
Po wojnie jak to często bywało przyjechał z rodziną na Ziemie Odzyskane ponieważ jego gospodarstwo zostało spalone w pożodze wojennej. Osiedlił się na wsi....zamieszkałej po połowie : przez repatriantów zza Buga i tych z Centrali.
nawet krążył po wsi wierszyk...
.....przyjechał chlop z Centrali
koszuli nie miał w cali....
.....przyjechał chlop zza Buga
koszula byla dluga....
Stefek, bo tak będę o Nim pisała , prowadził dom otwarty.... jak to sie teraz szumnie mówi. Po obrządkach i pracach polowych zbierali sie u niego sąsiedzi gospodarze, i gawędzili przy stole, gdzie czasami pojawiała się i ćwiarteczka na 8 chłopa....
Pewnego razu we wsi wydarzył się wypadek, duży, ciężarowy samochód , pewnie z demobilu.... przewrócił się i leżał w rowie.... wszyscy chodzili go oglądać, no a wieczorem u Stefka wywiązała się dyskusja..... dlaczego się przewrócił...
i ktoś rzucił hasło.... pewnie dostał AWARII
cisza.... i odzywa się następny ....
a co to takiego ta AWARIA ?????
znów cisza, ale wzrok skierowany na Stefka.....więc on to zabrał głos....
AWARIA...... tu zrobił dużą pauzę i zawiesił głos......
AWARIA..... to jest takie coś, że samochód pędzi jak szalony, jedzie gdzie chce i jak chce ...a szofer nie ma nic DO POWIEDZENIA
acha.... no i wszystko jasne.... szofer nie ma nic do powiedzenia....


Ja się tam chłopom nie lubię podlizywać....ale dla mnie to też osioł:)) Eeeee.... koniowaty jednym słowem! Ważne, że się właścicielce podoba!
OdpowiedzUsuń...ha, ha chyba troszkę za krótko mieszkasz poza miastem skoro pomyliłaś konika z osiołkiem, ale...w końcu jesteśmy jeszcze w czasie Bożego Narodzenia więc zakup na czasie:)
OdpowiedzUsuńCo do propozycji jednej z Twoich blogowych przyjaciółek odnośnie napisania książki - jestem za! Piszesz lekko, dowcipnie, tematy leżą wokół Ciebie, więc zbieraj je i...pisz ...i nie wymiguj się AWARIĄ :)
Serdeczności zostawiam!:)
Osioł czy koń- koniowaty jest i juz :)
OdpowiedzUsuńKsiążkę- jak najbardziej pisz- ja poproszę o audiobook, bo nadal mam problem z klonowaniem się i teleportacją przy moich Małych Pozeraczach Czasoprzestrzeni :)
Buźka!
Osiołek jak malowany:-))) Co nie zmienia faktu, że jest po prostu cudny:-)))I pisz! Koniecznie:-)))
OdpowiedzUsuńŚciskam
Asia
No i jak tu nie lubić Twoich wpisów. Jest w nich taka energia, że aż do UK mi tutaj dociera :D
OdpowiedzUsuńbuziaki
K.
Oj, koniki... U mnie wisi ponad 50 ozdobnych talerzy z konikami, nie wspominajac podporek do ksiazek, figurek rozmaitego rodzaju, nawet mam dwie lampy z konikami... to dopiero szajba... ;-)))
OdpowiedzUsuńPiękny konik i wcale nie osiołek -Wszystkiego dobrego w Nowym Roku - Wielu udanych prac i energii do ich tworzenia i pisania :) ewa
OdpowiedzUsuńTO jest osiołek, przykro mi... Awaria na pewne rzeczy nie ma się wpływu... osiołek... Fajny post.
OdpowiedzUsuńChyba jednak rację maja t tym osiołkiem:)Piękne ostatnie zdjęcie, czy na szybie są płatki śniegu? A w Lubomierzu do szkoły chodziłam.
OdpowiedzUsuńDusiu płatki ,sniegu są na szybie samochodowej.....
Usuńmieszkałaś w okolicy Lubomierza ?
Nie ważne, czy osioł czy konik, ważne, ze śliczny :))
OdpowiedzUsuńOsiołek to krewniak konia, wszak mogą się krzyżować, dając mułki, więc wsio ryba. U mnie też konik, pierwszy, na kółeczkach, pokochany od zaraz.
OdpowiedzUsuń