25 grudnia 2011

WIGILIA 2011

Miałam obawy jak przebiegnie nasza tegoroczna  wigilia, wszystko wskazywało na to ,  że nie będzie zbyt rodzinnie.
Mieszka z nami syn mojego męża, chłopak 21 letni, który   nie uczy się , nie  pracuje.... taki wolny ptak....  który jednakże mieszkając z nami korzysta ze wszystkiego co jest w domu. Ma światło, gaz,  , ciepłe kaloryfery....mieszka w swoim pokoju.... korzysta ze wszystkich sprzętów...w zamian nie dając nic....Sytuacja pogorszyła się z chwilą zawarcia przez nas związku małżeńskiego, poczuł zagrożenie, nie może już manewrować ojcem, okłamywać go, okradać... itd....
Próbowałam na początku z nim rozmawiać, nawet mielismy dość dobry układ, bo skoro mieszkamy pod jednym dachem to trzeba sobie w jakis normalny sposób ułożyć stosunki. Dopóki jadł w domu śniadania, obiady....było dobrze mimo że spał do południa, wstawał, jadł i wybywał.... wracał w nocy często pod wpływem....., na papierosy i coś tam zawsze miał....   nie mówiłam nic, myślałam że zrozumie że ja nie jestem jego wrogiem i,  że zacznie mimo wszystko w miarę normalne życie.
Ale po naszym ślubie odmieniło się na gorsze.... powiedziałam mu , że niestety ale ja pasożyta utrzymywać nie będę, musi podjąć pracę , to był warunek.... ale niestety jaki pracodawca zatrudni kogoś kto jest nieobowiązkowy, konfliktowy ? zdarzało się że przyjeżdżał pracodawca po niego do domu np  o godz 10.oo a młody wykrzyczał przez okno.... że... pip pip.....i  kładł się nadal spać.
Zaczęły się więc z jego strony obraźliwe słowa pod moim adresem, złośliwości....
Utrzymujemy z mężem oboje ten dom, choć gro opłat spada właśnie na męża, np zakup opału  na zimę.... młody nie skalał rączek wyniesieniem choć jednego wiaderka popiołu z piwnicy, nie mówiąc o śmieciach, gdzie nawrzuca do kosza  pustych butelek po piwie i na moją uwagę że ja stara kobieta nie będę wynosiła jego butelek potrafił  powiedzieć ...to pani ma problem nie ja....
To tyle wyjaśnienia.... nie pisałam do tej pory nic na ten temat bo sądziłam , że jakoś sobie  choć trochę pozytywnie te nasze stosunki ułożymy.
Młody to "taki Januszek"  - starsze czytelniczki na pewno pamiętają ten słynny film o Januszku.
Nie chcę konfliktów we własnym domu.... dlatego obawiałam się jak przebiegnie tegoroczna wigilia....

Młody bez słów wyszedł w południe z domu.... ja przygotowałam tradycyjną kolację, na którą zaprosiliśmy męża starszego  brata, który jest sam, nie ma własnej rodziny .Było spokojnie i rodzinnie, do momentu kiedy młody około 21  wpadł do domu.... podszedł do męża brata ze słowami....."wuja wszystkiego najlepszego"...
nas ominął jak mija się  tramwaj na mijance.... bez słowa ...ale z triumfującą miną jak to nam "dołożył"   i wyszedł...
I tak to wyglądało.....

Ale dobrego nastroju nam nie popsuł..... w pokoju świeciła ubrana przeze mnie choinka, na stole pachnące igliwie, świece....
w pewnym momencie Ludwik mówi do mnie.... nie widziałaś gdzieś na górze płyty z kolędami? położyłem ją chyba w sypialni.... idź proszę i zobacz to  ja przygotowuję gramofon....
poszłam na górę, Mośka oczywiście za mną... ale nic nie znalazłam.... nagle słyszę ...Wanduś chodź szybko na dół, ale szybko bo jeszcze może zobaczysz....
popędziłam po  schodach na dół,  pies za mną...drzwi na taras otwarte, Ludwik na tarasie woła zobacz... zobacz.... na niebo.... patrzę i nic nie widzę, no niebo i gwiazdy widzę, nic więcej, pytam a co miałam zobaczyć bo nie wiem....
Ludwik z szelmowskim uśmiechem mówi .... no właśnie Gwiazdor odjechał, gdybyś się pośpieszyła to byś go jeszcze zobaczyła.....
trzeba było widzieć moją minę.... Mośka też zadarła łeb i  patrzała w niebo jak pańcia....
dopiero po chwili kiedy Lutek powiedział ...ale on był w domu i zostawił coś pod choinką... do mnie dotarło, że to wszystko celowa mistyfikacja....Mina moja była bezcenna....
a pod choinką znalazłam kalendarz.... ale nie zwyczajny.... popłakałam się tym razem z radości....
Nie sądziłam , że mój mąż potrafi  w tak niesamowity sposób sprawić mi taką radość.Musiał przecież tyle czasu poświęcić na przygotowanie tego prezentu... dla mnie liczy się właśnie ten gest, ta włożona praca....i za to go właśnie kocham.... że jest nietuzinkowym, wartościowym, z piękną duszą człowiekiem....dla którego moja radość okazała się bezcenna i jak powiedział warto było dla tej chwili mojej radości wykonać ten prezent. Moja radość była dla niego jak powiedział najcenniejszym prezentem.
Czy tak się zachowuje szacowny 60 - letni dziadek  i babcia ?


Do córki jedziemy w drugi dzień świąt..... relacja pewnie będzie....
a to fotki....

nasza choinka


a to mój prezent od Gwiazdora














7 komentarzy:

  1. Piękny prezent, nadzwyczajny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Droga, nie przejmuj się tymi którzy Tobą się nie przejmują ...w domu masz Skarb Największy - Ludwika...który, potrafi obudzić w sobie dziecko...to jest piękne!

    Wesel się Cudem Narodzenia:)
    Miłego Drugiego Dnia Świąt!

    Ps...rzeczywiście prezent nadzwyczajny...:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana, taki mąż to skarb, a żona która go docenia - jeszcze większy. Kalendarz piękny dostałaś, naprawdę tylko pozazdrościć. Kupić głupotę każdy potrafi, a tak jak mówisz w kalendarz mąż musiał dużo pracy włożyć. I serca. A synem męża się nie przejmuj, kiedyś sam zrozumie. Narazie stosuj terapię olewania go i tyle. Buźka

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj.
    Dziś drugi dzień świąt.
    Tradycyjnie bliskich odwiedzamy.
    życzę ciepła i miłości
    niech Cię ludzie nie zawodzą
    i niech uśmiech w sercu gości.


    piękny prezent

    OdpowiedzUsuń
  5. słodko i pięknie, a głupi dzieciak w rodzinie- zdarza się. Może wyrośnie, a może tatuś mu każe dorosnąć, jak się w końcu zdenerwuje.

    OdpowiedzUsuń