10 grudnia 2011

PIERWSZY ŚNIEG

Dziś po raz pierwszy  tej zimy zobaczyłam przez okno wirujące płatki śniegu. Nie powiem , że lubię zimę, nigdy jej nie lubiłam, ale wiadomo na pogodę nie mam wpływu.Stojąc w kuchni przy oknie spostrzegłam na niebie jakiś obiekt, wyglądał z daleka jak płynący  smok, poruszający wielkimi skrzydłami. Po chwili zobaczyłam , że to klucz dzikich gęsi.... nawet nie klucz, leciały dość chaotycznie.... pewnie je ten śnieg przywołał do porządku i spostrzegły,  że niestety ale czas odlecieć. Skierowały się na zachód i z gęganiem odleciały. Szkoda że nie zdążyłam zrobić im zdjęcia.

Przegladając pocztę znalazłam link do schroniska dla zwierząt...
http://tablica.pl/nakarm-psa/
nakarmiłam dziś Tigra... jutro pewnie też.....

w ubiegłym roku też to robiłam, wiem że tam zwierzęta są nieszczęśliwe, pies mojej córki też jest wzięty ze schroniska, i traumę ma do dziś....choć jest kochany.
nie to co nasza Mosia, rozpieszczana i lelana....
Zwierzęta tak jak ludzie.... maja przypisany do swojego życia los... jeden spędzi je na łańcuchu, drugi w państwa łóżku.
Ale każda krzywda mnie boli, więc skoro mogę pomóc to pomagam..
pies córki

bez komentarza
 A to nasz drugi pies.... Misiek vel Gudłaj....
Misiek vel Gudłaj

po śmierci swego pana błąkał sie przez pół roku po okolicy , głodny i wycieńczony, postanowiono go  więc zastrzelić.... Ludwik wziął go do siebie, ratując mu życie. Misiek jest stary, musi być na uwięzi bo ucieka na drogę, ale chyba jest szczęsliwy.
Powiem , że kiedy przyjechałam tutaj po raz pierwszy ... na mnie nie ujadał, pozwolił się pogłaskać..... chyba wyczuł że nie jestem jego wrogiem.
Teraz przeżywa drugą młodość, cieszy się jak wariat  na mój widok ,
Dawniej jak uciekał trzeba go było siłą zaganiać do domu,   dwa dni temu też się "wyzwolił" i spotkaliśmy go na jezdni wracając samochodem do domu.
Wysiadłam , zawołałam...i pozwolił się spokojnie za obrożę zaprowadzić na podwórko. Ludwik mówi,  że to po raz pierwszy któś go tak przyprowadził.
Chyba się jakoś z tymi swoimi "gadami " dogaduję.

W sieci czytam już o przygotowaniach świątecznych, ja powiem szczerze nie czuję jeszcze tego czasu, wprawdzie Adwent  - tak....jest to czas piękny, czas oczekiwania....
W tym roku po raz pierwszy  wspólnie spędzimy z Ludwikiem te święta... i pewnie wtedy nastanie dla nas ten magiczny czas...wspólny opłatek, pasterka.... tak jak kiedyś marzyłam , że je spędzę....a przede wszystkim Miłość.... maleńka Miłość zstępująca z Nieba i nasza.... ta ziemska.

5 komentarzy:

  1. ...ratując jednego psa nie zmienisz świata, ale zmienisz świat dla tego jednego psa...piękny gest!
    Ja mam suczkę, ma 17 lat, nie jest znajda, jest z nami od szczeniaczka, jej los w pewnym sensie też jest ciekawy. Urodziła się z niedowładem ogona, właściciele mieli problem z oddaniem jej, nikt jej nie chciał, zastanawiali się nad :( wszak kaleka była, wzięłam ją, gdy miała 3 tygodnie...jest to mieszaniec kundla z jamnikiem, chociaż więcej w niej z charakteru jamnika...
    A w linka klikam...codziennie!

    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Żal mi wszystkich bezdomnych zwierząt, a klikając na linka chociaż troszeczkę się im pomoże. Też to robię. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba wszystkie klikamy... Mój Niuś choć schroniskowiec to największy pieszczoch świata. A Milunia jako wylalana panienka miziać się za bardzo nie lubi. Ot logika?

    OdpowiedzUsuń
  4. super kochane są psy

    Za wczoraj,za dziś...
    każdym czułym serca uderzeniem
    i każdym z niego płynącym życzeniem
    szczęścia i codziennej radości
    wraz ze słowami największej
    wdzięczności za wszystkie
    wpisy i starania
    składam Ci dzisiaj podziękowania

    OdpowiedzUsuń
  5. Masz rację! dla mnie też te biedne, uratowane, przygarnięte to najcudowniejsze i najwierniejsze stworzenia.. choć wiadomo, że ich traumy czasem utrudniają nam życie ale kochamy je ze zdwojoną siłą.

    OdpowiedzUsuń