18 września 2014

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY



z netu....


Mój tata urodził się na białostocczyźnie, w Jasionówce  koło Suchowoli, w tym samym roku co mama, był jej rówieśnikiem. Dziadkowie mieli gospodarstwo rolne i kilkoro dzieci, była bieda bo ziemia tam była niezbyt urodzajna....
Tato był najmłodszym dzieckiem,  i kiedy wybuchła wojna został również jak mama wywieziony na przymusowe roboty do Rzeszy.... miał 16 lat.
Pracował na roli, miał pod opieką  "oksy."..[ ochsen], 

Wół – wykastrowany samiec bydła domowego z rodziny parzystokopytnych, przeznaczony do opasania lub do prac polowych w zaprzęgu. Woły zazwyczaj są silne, mało agresywne i powolne..



Ale próbował z kolegami ucieczki..... wiadomo, że  była skazana na niepowodzenie. Młodzi zostali złapani, pobici w areszcie do nieprzytomności.....skutecznie wybito im z głowy  ucieczkę. Tato nigdy na ten temat nie chciał rozmawiać, , zbyt bolesna była dla niego ta sprawa. Ja dowiedziałam się o tym  poniekąd od taty kolegi, z którym wspólnie zaplanowali  ucieczkę..
Po zakończeniu wojny,  nie wrócił na rodzinne  gospodarstwo, ziemi było mało a rodzeństwa dużo, zrzekł się więc  swojej części na rzecz brata....a sam wyemigrował do Kalisza. Tutaj próbował zamieszkać, ale moja mama, która była jeszcze na wsi w J.  strzeliła focha.... . Więc tata pojechał na Dziki Zachód,  gdzie zaczął pracować  jako instruktor Nauki Jazdy, i wtedy postanowił przywieźć mamę.  Ta zgodziła się ale,  też z fochem....i  właśnie tutaj  zaczęło się ich wspólne życie.
Jako instruktor pracował krótko, potrzebni byli kierowcy , ..

Przedsiębiorstwo "Państwowa Komunikacja Samochodowa" utworzono na mocy Dekretu Rady Ministrów z dn. 16 stycznia 1946r. W czasie wojny okupant niemiecki zniszczył i skonfiskował całkowicie wszelkie zasoby taborowe w Polsce. Zlikwidowane zostały wszystkie istniejące przed wojną jednostki zorganizowanego transportu samochodowego.

więc zatrudnił się w PKS....Tam przepracował do emerytury. Był posiadaczem Brązowej, Srebrnej i Złotej Odznaki Wzorowego Kierowcy.
Pamiętacie instytucję "wzorowego kierowcy"? Ustanowiona w maju 1952 roku odznaka miała podkreślać istotną rolę kierowców w gospodarce narodowej i wyróżniać tych wzorowych. Dzisiaj Ministerstwo wraca do pomysłu. 



Kierowcą był ponoć świetnym, kiedy jeździł towarową Skodą z przyczepą ,miał tzw. pomocnika, ucznia, który się przyuczał do zawodu. Wiem,  że wszyscy młodzi z przyzakładowej szkoły przy PKS-sie chcieli z nim jeździć.Był bardzo opanowanym, spokojnym człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej. Nigdy ale to nigdy nie słyszałam aby podniósł głos, albo posłużył się "łaciną"
A prawym człowiekiem był do bólu, nie zapisał się nigdy do partii, miał więc gorszy start niż jego koledzy, ale pozostał sobą i  był wierny swoim przekonaniom  do końca życia.
Był bardzo religijny, jako młodzieniec jeszcze przed wojną został Rycerzem Niepokalanej.... dokument  stwierdzajacy ten fakt  jest w posiadaniu naszej rodziny.... z nazwiskiem i imieniem, datą kiedy przystąpił i podpisem samego O. Maksymiliana Kolbe.




Rycerstwo Niepokalanej (łac. Militia Immaculatae, skrót M. I., dawniej Milicja Niepokalanej) – organizacja powstała w 1917z inicjatywy Ojca Maksymiliana Kolbe.
Spotkanie inauguracyjne odbyło się 16 października 1917 w obecności siedmiu członków założycieli. 28 marca 1919 papieżBenedykt XV udzielił członkom Rycerstwa Niepokalanej ustnego błogosławieństwa, a niedługo potem pisemne błogosławieństwo dał wikariusz generalny franciszkanów o. Dominik Tavani. Oficjalnego zatwierdzenia przez Kościół dokonał2 stycznia 1920 kardynał Bazyli Pompilj.
Od 1919 organizacja działa w Polsce, a 20 grudnia 1919 jej program oficjalnie zatwierdził biskup Adam Sapieha. W latach 90. XX wieku ilość polskich członków przekroczyła 1,6 mln osób. Centrum Narodowe Rycerstwa znajduje się wNiepokalanowie.
Od stycznia 1922 ukazuje się Rycerz Niepokalanej będący oficjalnym organem prasowym organizacji.
Statut tej organizacji jako podstawowy cel działalności wskazywał staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Założyciel szczególną uwagę przykładał do modlitwy za członków lóż wolnomularskich, których działalność postrzegał jako olbrzymie zagrożenie.
17 października 1997 r. Rycerstwo Niepokalanej zostało zatwierdzone przez Watykan jako stowarzyszenie publiczne międzynarodowe.


Jako rodzic sprawdzał się wspaniale, , choć prawie nigdy nie było go w domu. Ewenement ha ha... Wyjeżdżał  z PKS na tzw. trasy,  na kilka dni. Wtedy istniało przedsiębiorstwo PSK.... i gdy np wyjeżdżał z towarem  do Gdańska,  w drodze powrotnej w PSK musiał  szukać ładunku,  aby nie było pustych przebiegów. 
trasa nie zawsze pasowała idealnie, a towar trzeba było rozładować i załadować nowy, więc trwało to zawsze kilka dni.
Pamiętam wrocławski PSK w pobliżu dworca, bo czasami jeździłam tam  z tatą.
Ale na poczatku prowadził autobusy,   bardzo się obawiał o życie pasażerów, że może im sie stać jakaś krzywda w razie wypadku, a tych przecież było dużo.... więc przeszedł na transport towarowy.
Prawie z każdej podróży coś mi przywoził....najpierw zabawki, celuloidowe ; miałam konika, łabędzie, krokodyla, małpę,  kota w butach, takie, o  tego typu....


....książki, które zachłannie czytałam, a później  to były np buciki, takie  prawdziwie dziewczęce, bo do tej pory to  chodziłam w trzewikach skórzanych. Dostałam też piękny wiklinowy koszyk, kiedy nastała moda na koszyki, taki jak ten z lewej strony...


 
 Było też chińskie pióro, turkusowe , na atrament, a pisałam zielonym :).... miałam je pierwsza w klasie...pożyczyłam je  kiedyś koleżance i już do mnie nie wróciło....
wiele rzeczy straciłam przez  to pożyczanie...niestety....


A kiedy w szkole ,  na liternictwie profesor zalecił kupić specjalne pędzle kałanki, to tylko ja jedna takie miałam,  wyobrażam sobie mojego tatę  biegającego po Warszawie czy Wrocławiu za kałankiem dla córeczki....  choć tylko wiedział , to pędzel.... 
Tata  był bardzo muzykalny, pięknie śpiewał, grał na organkach, miał takie firmowe,  dwustronne, jako dziecko nie mógł się uczyć grać na żadnym instrumencie, więc kiedy miałam 5-6 lat, kupił mi pianino , aby spełnić swoje marzenia z dzieciństwa.
Żeby  sprawdzić czy będzie mi się nauka na pianinie  podobać, zatrudnił  starszą panią, szlachciankę,  którą wojna rzuciła również na ziemie odzyskane. Nie miała pracy, utrzymywała się więc z dawanych lekcji muzyki czy języka. Ja nazywałam ją "graczką".. Przychodziła do nas do domu,  mnie kazała grać gamy i wprawki, a sama siadała ze szklanką  gorącej herbaty i ciastem w ręku, i odpływała.... Nie lubiłam jej , bo była wyniosła., bez spokojnego  podejścia do dzieci....Ale skoro lekcje były zapłacone [ w postaci worka ziemniaków czy węgla, który tata zawoził jej na sankach do domu] trzeba było siadać do pianina. Mama się nie wtrącała, uważała tę naukę  jako taty fanaberię a moje granie nazywała brzdąkaniem....... a ja pewnego dnia miałam dość., i postanowiłam w tym czasie kiedy miała przyjść "graczka" zamknąć się w ubikacji na półpiętrze. Na nic były wołania abym wyszła.... nie i nie...
no i mój  kochany tata, skoro lekcja była już zapłacona  sam siadł do pianina.....
efekt był wymierny, , bo stwierdził , że mnie graczka nic nie nauczy.....i ją odprawił.
Dopiero kiedy miałam 10 lat poszłam do normalnej szkoły muzycznej..... na popisy czyli tzw. wywiadówki chodził tata, mama nie była nigdy.... a mnie tak brakowało tej maminej opieki,  występowaliśmy na scenie w  auli szkoły  muzycznej,  lub w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie Zdroju, koleżankom mamusie poprawiały kokardy we  włosach, wygładzały falbanki sukienek.... a mój tata był na widowni i cieszył się z moich występów , ale mamy nie potrafił zastąpić.
Chodzilismy też razem i do kościoła i na poranki do kina. Tata zakładał garnitur i kapelusz , podawałam tacie rękę i szłam dumna obok niego.
Pamiętam jeden  film.... Rękopis  znaleziony w Saragossie...

Rękopis znaleziony w Saragossie – polski film fabularny z 1964 roku w reż. Wojciecha Jerzego Hasa nakręcony według powieści Jana Potockiego.


W Polsce film emitowany był w pełnej wersji trwającej 180 minut. W USA oraz Wielkiej Brytanii film został skrócony do 152 i 125 minut. W latach 90. Jerry Garcia, Martin Scorsese i Francis Ford Coppola sfinansowali remastering oryginalnej kopii filmu, który już odrestaurowany ukazał się na VHS oraz DVD w 2001. Wielu światowych twórców, w tym Martin Scorsese[1], Luis Buñuel, David Lynch, Lars von Trier, Harvey Keitel oraz pisarz Neil Gaiman uważa go za jeden z najwybitniejszych filmów kina światowego[2].
 Były tam jakiejś sceny,  nie pamiętam ... erotyczne, rozbierane....  i  widzę oczami wyobraźni zażenowanie mojego taty.... że zabrał mnie  właśnie na taki film...


a teraz kilka fotografii z szuflady...


na ćwiczeniach.... tata był  czołgistą



a to już któryś z pochódów pierwszomajowych....

za swoim kółkiem...

śniadanie przy pracy....

przy swojej Karosie, czy Skodzie.... nie wiem....



 to na skwerku w Suchowoli....i słynna taty czarna teczka, stojąca na ławce... nosiłam ją później do szkoły, była solidna, skórzana ....

a to w naszym ogrodzie, tata kochał przyrodę, sadził i pielęgnował kwiaty...


Chwile piękne, zatrzymane w pamięci, pozostaną juz tylko w pamięci.... tata odszedł do Domu Ojca dwadzieścia lat temu.
W podziękowaniu za życie i  wychowanie mogę mu tylko zapalić świeczkę, co też w moim i swoim imieniu czyni jego wnuczka. No i wspomagać go modlitwą, bo i on mnie wspomaga. Kiedy w chwilach kryzysowych, jest mi ciężko , zwracam siędo niego  o pomoc  - i zawsze ją otrzymuję.
Jest to stan spokoju ducha.... i czuję się wówczas tak jakbym szła obok niego i trzymała go za rękę. Piękną , ojcowską, silną dłoń.....

  
Nauczyłeś mnie, Tato,

kochać, wybaczać,

iść z podniesioną głową

przez bezdroża

codzienności.


Nauczyłeś mnie, Tato,

wierzyć mimo wszystko,

że los się odmieni.

I się odmienił.


Dziś, pochylona

nad Twoim grobem,

zapalam świeczkę.

Dziękuję Ci, Tato.

wiersz autorstwa Anety Kulisz



10 komentarzy:

  1. Wzruszająca opowieść a z każdego jej zakątka wygląda miłość. Mój Tata odszedł półtora roku temu a ja wciąż łapię się na tym, że chce zadzwonić, opowiedzieć co zakwitło w ogrodzie, zapytać o pielęgnację jakiejś roślinki.... i za chwilę juz wiem, że go nie ma...ale pozostają wspomnienia szczęśliwego dzieciństwa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pięknie opisałaś swojego tatę, którego Ci zazdroszczę. Widzę, że masz ogromny szacunek do rodziców. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny, pełen miłości wpis. Cudownie, że Tata był Ci tak bliski

    OdpowiedzUsuń
  4. Twoje wspomnienia są bardzo wzruszające.
    I jaki ten świat mały ...
    Moja Mama urodziła się na podlasiu we wsi Jagłowo. To bardzo blisko Suchowoli. Byłam tam wielokrotnie. Suchowola to środek Europy i rodzinna parafia ks. Popiełuszki. Jest tam symboliczny grób księdza i jego pomnik.
    Pozdrawiam serdecznie, Małgosia

    OdpowiedzUsuń
  5. ps jakieś dziwne reklamy się pojawiły... mało fajne pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne historia, urokliwa i emanująca ciepłem... Bardzo przyjemnie się czyta:)
    Pozdrawiam serdecznie:)
    http://niekoniecznie-perfekcyjnej-dolcevita.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Wandziu, tak z wielkim uczuciem pokazałaś swojego Tatę. Musiał być dla Ciebie nie tylko rodzicem ale i przyjacielem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo ladny wpisz :) przeczytalam z przyjemnoscia i wzruszeniem. Wyjatkowa wiez ... pieknie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Medieval beast- przepiekny post. A ja wlasnie zaprzestalam szukania prawdy o moim Tacie, 70 lat od wojny minelo. 90 od kiedy sie urodzil i mam wrazenie ze nigdzie nie ma sladow po Nim....

    OdpowiedzUsuń