Jak powszechnie wiadomo na emeryturze ma się " duuuużo" wolnego czasu i nie wiadomo co z nim zrobić.
Ja oscyluje pomiędzy drutami, kuchnią, pralnią i książkami.
I tak ostatnio wypożyczyłam sobie książkę
to wspaniała postać , pisałam o profesorze TUTAJ
nadal zachwycam się Jego dziełami i postawą jako człowieka,
I jednocześnie nasuwa mi się porównanie..... jeżeli w czasach komunistycznych w liceum uczyli TACY PROFESOROWIE, to nic dziwnego, że młodzież kończyła je z moralnym PROSTYM I PIĘKNYM KRĘGOSŁUPEM.
Dzisiaj kiedy mamy "wolność i demokrację" a diabeł się śmieje z kąta za to sformułowanie, w szkołach uczą "magistry kopiuj - wklej", to jak biedna i uboga etycznie jest kończąca szkołę młodzież.
Gdzieś w necie wyczytałam ,że tegoroczny egzamin maturalny z matematyki był na poziomie klasy szóstej w przedwojennej szkole.
A ile osób go oblało ?
Porównania nasuwają się same....co dobrego , chociażby w oświacie przyniósły preferowane programy, zmieniające się na gorsze jak w kalejdoskopie ?
Ubolewam, że mnie nie uczyły takie profesorskie sławy, choć nie mogę powiedzieć, że miałam złych nauczycieli.
Moim nauczycielom i profesorom mogę powiedzieć z czystym sumieniem.....dziękuję , że mnie taką ukształtowaliŚcie, że potrafię odróżnić dobro od zła, widzę fałsz i obłudę, ale widzę również PRAWDĘ ....




Odnośnie matury. Mój brat ma obecnie 13 lat. Gdy był w 6 klasie szkoły podstawowej mama dała mu wydrukowany arkusz podstawowej matury z matematyki i kalkulator. Bez pomocy tablic, dodatkowych książek zdał maturę na 32%. Ledwo, ledwo ale przecież był w 6 klasie! Ogólnie po podstawówce zmienił szkołę (w starej nauczyciele dawali dobre oceny tylko dzieciom znajomych rodziców) i w nowej szkole został wyróżniony jako najlepszy uczeń!
OdpowiedzUsuńJa chodziłam do podstawówki tam gdzie on. Milion razy słyszałam, że do niczego się nie nadaje i w życiu na studia się nie dostanę. Ukończyłam dwa kierunki, dostałam świetną pracę, miałam robić doktorat z fizyki ale na razie zajmuje się córka.
Przez całe życie trafiłam tylko na kilku nauczycielach z powołania. Takich sprawiedliwych, nie patrzących na nazwisko dziecka, takich u których dobry uczeń też mógł dostać 1, a zły jak się nauczył dostawał sprawiedliwe piątkę. Takich co potrafili zachęcić uczniów do nauki i pokazać jak uzyskaną wiedzę wykorzystać w późniejszym życiu. szkoda, że było ich tak mało....
Przepraszam, że tak konkretnie pytam, ale czym etycznie wyróżniało się to wcześniejsze pokolenie?
OdpowiedzUsuńtamta społecznośc w większości potrafiła nazwać zło złem, a dobro dobrem, kłamstwo było kłamstwem....
Usuńa dziś..... poogladaj obrady sejmu, które się dziś odbyły..... ministrowie tak skompromitowani powinni dawno poddać sie do dymisji a nie trwać w zakłamaniu że nic sie nie stało...
nie mozna mówić tak o wiekszości Polaków, bo gro wykształconych musiała wyjechać za chlebem bo własne państwo nie ma dla nich pracy...a co ja mówie państwo...
państwo wg NASZYCH ministrów nie istnieje, no może teoretycznie a tak to jest ...Ch... dupa i kamieni kupa....
coś się poprzestawiało, nienormalnośc staje sie normalnościa....
zreszta przeczytaj komentarz wyżej...
mozna by przykłady mnożyc.... choć nie można generalizować.... że wszyscy są źli
powiem może brzydko ale jest to powiedzenie mojej 93 letniej mamy....
niektórym mozna napluć w twarz a oni mówią że deszcz pada....
śledzisz pewnie prasę, TV więc pewnie widzisz te wszystkie zagrywki ,
zreszta odpowiedź moja powinna byc o wiele dłuższa, ....bo to jest bardziej skomplikowane niz sie wydaje...
może zreszta wywołamy dyskusje na ten temat....
Hm, ja tam nie wiem, ale mój tata był strażnikiem w dużym zakładzie pracy w tamtych czasach. Wspomina jak ci prawi obywatele wszystko rozkradali na potęgę dobrze się przy tym czując. I myślę, że ci ministrowie to jedynie dzieci tamtego systemu, gdzie można było wytłumaczyć swoim, że się robi dobrze, a z reszty człowiek się śmiał. Zaraz po wojnie ludzie bez problemu przyznawali się do posiadania przedmiotów zszabrowanych, rozkradano miasta zachodnie, żeby budować klocki w Warszawie, codziennie podlizywano się władzy, żeby mieć pralkę albo samochód .... dlatego zapytałam o tę etykę, bo to jakby moja działka i zboczenie zawodowe.
Usuńpopieram cynię..nie widzę różnicy, a w tamtych czasach to wszystko było OK ?
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o studia, to na solidnej uczelni nie zdobywa się tytułów naukowych, jak piszesz "kopiuj - wklej", tylko trzeba się solidnie napracować. Czy Ty blogerko masz wyższe wykształcenie, bo tekst powyższy o tym nie świadczy, może się mylę, to przepraszam. Pozdrawiam
może piszę zbyt duzymi skrótami, [ he he kłania się Wałęsa} i nie każdy dostrzega sedno sprawy o które mi chodziło... nie mam nic przeciwko studiom na solidnej uczelni, znam osoby naprawde wykształcone, ale ten pęd na pedagogike czy politologię bo to "łatwe studia" skutkuje później tym, że aby dostać pracę ,nawet w jakimś markecie chowa się ten dyplom. do szuflady....
Usuńtu nie chodzi o ilośc tylko o jakość...
może znów zagmatwałam :(
a z Cynią zgadzam sie w jednym, odpowiedziałam jej na blogu, bo to też był szerszy temat....
i jeszcze jedno.... znalazłam kiedys porównanie w necie, że obecny magister posiada wiedzę mniejsza niż przedwojenny maturzysta...
nie umniejszając mgr ,
może napiszę o tym kolejny post....bo wasze opinie rozszerzają i moje horyzonty myslowe....
:pozdrawiam
Że magistrzy może dzisiaj wiedzą mniej .... nie czytałam miarodajnych badań na ten temat ... ale jeśli tak jest, jak piszesz, to nie kwestia wyższości tamtego pokolenia, tylko tego, że wówczas uczyli się wyłącznie ci, którzy albo mieli pieniądze, albo talent. Dzisiaj szkołę musi męczyć każdy do 18 roku życia, a na studia w 50% pchają wyłącznie ambicje rodziców. Nie da się z pamięci cytować Wergiliusza, jeśli nas Wergiliusz, lub w ogóle nauka guzik obchodzi.
UsuńNatomiast kwestię etyki przemyślałam sobie jeszcze raz i uważam, że starsze pokolenie po prostu więcej uwagi przykładało do zachowywania pozorów. Bo niemożliwe jest aby wysokoetyczne pokolenie wychowało pokolenie, które o etyce ma nikłe pojęcie (a tak jest teraz, czego doświadczamy i w codziennym życiu, i w zetknięciu z instytucjami, chociażby takimi jak szpital). Musiała to być etyka fasadowa. I rzeczywiście jak się wgryziemy w prawdziwe życie przedwojennych elit ... założenia o etyczności po prostu nie da się obronić.
Pewnie ile czytających tyle byłoby uwag zgodnych i sprzecznych. To tylko świadczy, że nie ma jednorodności. Mnie przeraża ta bezpardonowa pogoń do dobrobytu, brak zahamowań w słownictwie.
OdpowiedzUsuń