Wczoraj minęło 9 lat od śmierci Jana Pawła II..... 9 lat , które odmieniły moje życie.....
W kwietniu 2005 roku przebywałam na zwolnieniu od psychiatry [ 6 miesięcy].... tak tak.... nie dawałam już sobie rady w życiu.... ani w pracy....
Ponieważ w czerwcu odchodziłam na emeryturę, w pracy byłam juz nikim....tak traktowano wszystkich , którzy po przepracowaniu prawie 40 lat stawali się zbędnym balastem, Do władzy po każdych wyborach dochodziły młode "wilczyce" nie liczące się z nikim i niczym. Rządziła mamona.... i układy, układziki...
Kiedy któraś z koleżanek przechodziła na emeryture, jej zakres obowiązków rozdzielano na kolejne kandydatki w kolejce, nie przyjmowano nikogo... bo po co . Byłyśmy pracą obłożone po uszy, za to gratyfikacje finansowe zbierały młode naczelniczki, kierowniczki, dla nas nie warto było nawet premii, a jeszcze w ramach "oszczędności" co 4 lata zmieniano regulamin i ustalano nowe taryfy, oczywiście niższe.Dla nas :(
Tak więc siedziałam w domu, z rozpoznaniem klasycznej depresji..... każdy kto otarł się o tę chorobę wie jakie spustoszenie sieje w człowieku. Przy życiu trzymało mnie tylko dziecko.....najmłodsze....które przez 6 letnią chorobę i 2 poważne operacje miało przez 3 lata nauczanie indywidualne w domu. W szkole nie odnalazło się, było inne, grupa była juz zżyta, i nikt nie kwapił się aby je w jakiś sposób zaadoptować w nowym środowisku.
Zaprowadzałam je do szkoły i odbierałam.... bo ulica była bardzo ruchliwa.
Śmierc Papieża była dla wszystkich wielkim wstrząsem , choć wiadomo było , że Jego dni są policzone...to jednak to heroiczne zmaganie się z choroba i umieranie godzina po godzinie było straszne. i przygnębiające.
W szkole po smierci zorganizowano apel, zawyły w mieście syreny..... ja siedziałam wtedy na szkolnym korytarzu czekając na koniec lekcji....
i nie wytrzymałam, rozpłakałam się tam jak dziecko, wszystkie żale wtedy wypłynęły, nie mogłam się opanowac...łzy płynęły ciurkiem po twarzy.... Czułam się skrzywdzona przez życie i na nieszczęście dla mnie odszedł ten mój najukochańszy Ojciec, do którego poezji i homilii często wracałam. W Jego słowach była siła, czułość, miłość do Najwyższego.....
Chyba każdy zna te znamienne słowa...
Jednym z poruszających wezwań, wypowiedzianych przez Jana Pawła II 12 czerwca 1987 r. w Gdańsku, było skierowane do nas wszystkich życiowe pouczenie:
"Każdy z Was, młodzi Przyjaciele, znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych".
Ta myśl, będąca głębokim symbolem wskazuje na potrzebę odkrycia tego, CO jest tym Westerplatte dla każdego z nas. Następny krok to zajęcie zdecydowanej postawy obrony tego bezcennego przyczółka, obrony ze wszystkich sił.
Każdy ma swoje Westerplatte, i Ty, i ja. Warto więc zapytać samego siebie: Czy już wiesz co jest Twoim Westerplatte, którego masz bronić? Jaka wartość w Twoim życiu zasługuje na to najbardziej? Czy ją znalazłeś i postawiłeś w hierarchii na naczelnym miejscu? Czy wiesz, że to zobowiązuje? Czy postanawiasz być jej wierny i niewzruszenie stawać w jej obronie? Czy i jak będzie to wyglądać w Twoim życiu? Jak będziesz żył z tą najświętszą wartością, z tym Bożym wezwaniem, Twoim powołaniem, które przyjąłeś? Jak będziesz realizował to, do czego Bóg Cię wzywa? Czy jesteś człowiekiem wsłuchanym w Jego głos? Czy chcesz usłyszeć i posłuchać, czyli być posłusznym?
więcej tutaj
To za Jego sprawą pokochałam różaniec, najwspanialszą modlitwę na świecie a Matka Boska Nieustającej Pomocy stała sie dla mnie opiekunką i pomostem w drodze do serca Jej Syna.
"Myśli człowieka"
Nazwiska nie wymieniaj.
Zwiąż z jakimkolwiek "ja" to wszystko,
co się otwiera i zamyka pod tchnieniem ust,
to wszystko, co czasem umiera w klimacie serca,
co chodzi za człowiekiem po całych dniach,
co światło w noc przemienia i ciepło w mróz -
to wszystko.
Żyją ludzie
i rodzą się pokolenia niosąc wraz z sobą ramiona, gwoździe i dziwny uraz.
Wciąż się od Ciebie odsuwa,
a nie oddziela się ziemia -
więc rośnie w prostych myślach i niespodzianych konturach.
Tak nie dorastać do ludzi,
nie dorastać do różnych ludzi,
których prawda, zawisa nade mną jak konar smutnego drzewa.
A przecież wciąż próbuję i nieraz nawet się trudzę,
i jeden profil rozumiem - ten właśnie, który opiewam.
Nie dość jednakże niosę i nie dość ciężary dzielę.
Nie dość, a myślę "zanadto", ileż razy myślę tak.
Nazwisko moje zamilcz.
Nie pozwól mi szukać siebie.
Niech ślady moich stóp w własnej myśli zawiewa piach.
Jan Paweł III nic wtedy nie zapowiadało zmian w moim życiu, wiatr historii wiał raz ciepło i słonecznie, , raz piachem po oczach , trzeba było jednak jakoś żyć...
Po kilku latach stał się cud.... spełniło się to co było moim odwiecznym marzeniem....mieszkanie na wsi...
spotkałam cudownego mężczyznę, mojego obecnego męża, mieszkam we własnym domu w pięknej okolicy....
9 lat to dużo ...i mało.... ja dostałam szansę od LOSU....
....Każda gwiazda umierając w swoim spazmatycznym unicestwieniu rodzi dwie ludzkie dusze tylko sobie przeznaczone,
i wyrzuca je w czeluście wszechświata, aby błądziły
i spróbowały kiedyś odnaleźć się,
lecz tak prawie nigdy się nie zdarza.
W każdą rodzącą się istotę ludzką wnika taka dusza człowiecza.
Czasami dokonuje się cud, kiedy po tysiącleciach błąkania się w przestworzach nieskończoności dusze sobie przeznaczone
osiądą na tej samej planecie,
w czasie, który pozwala im spotkać się.
Tak naprawdę zdarza się! Musimy tylko wierzyć, być przygotowani,
aby swoim zwątpieniem, małą wiarą nie zaprzepaścić tej szansy.
Spotykając tę drugą naszą połowę nas samych, doznajemy w ułamku sekundy olśnienia;
na ulicy, wyprawie na odległe lądy, że oto spotkaliśmy się.
Musimy mieć odwagę podjąć decyzję, uwikłani
w zwykłe szare życie bardzo często,
właściwie prawie zawsze zaprzepaszczamy daną nam od Losu i Boga tą jedyną szansę.
Pozostaje po tym spotkaniu niespodziewanym, nagłym, palące kłucie utraconej fortuny - szczęścia,
które odrzuciliśmy nawet nie próbując dotknąć. I z tym uczuciem zaprzepaszczonej szansy -
utraty brniemy przez resztę naszego życia jakże często nieszczęśliwi, podświadomie czując,
że otarliśmy się o nasze przeznaczenie bycia z Nią, z Nim.
Gosia Barcikowska z netu


Całe wczorajsze popołudnie wspominaliśmy ten dzień, dni kilka poprzedzających i to co od tamtej pory. Środki masowego przekazu jakoś skąpo potraktowały tą rocznicę, ale może to i dobrze... Nie wiemy dlaczego, a może wiemy?( był to okres bardzo trudny w naszym życiu, pełen niepowodzeń i problemów) wspomnienia tego dnia kończą się dla nas rozrywającym z tęsknoty bólem i wodospadem łez. Tak to silniejsze od nas mimo że może to wstyd gdy ponad pięćdziesięcio letni facet, rozkleja się jak małe dziecko i nie potrafi powstrzymać spazmatycznego płaczu :(
OdpowiedzUsuńSerdecznie dziękujemy za Twój piękny wpis i pozdrawiamy :)
Dziekuję CI za ten tekst, który pozwolił mi sie wyłączyć choć na chwile z codzienności i skupić na ważnych słowach. Sa mi bliskie i zmagania z depresja i zmagania z choroba bliskich i częste zmagania z własną słabością. Ale jestem, dziękuję Bogu za opiekę i za każdy następny dzień, za zdrowie moich dzieci, męża i Mamy. Za słońce o poranku i za wiosenny deszcz. Kiedyś tego nie robiłam, potrzebowałam przeżyć swoje prawie 50 lat, żeby docenić proste codzienne szczęście które nie wszystkim jest dane, więc dziękuję za nie codziennie....
OdpowiedzUsuńCzujesz się częścią pokolenia JP2? - Artykuł
OdpowiedzUsuńhttp://pochwalony.eu/?p=1597
nie ja się nie czuję, to moje dzieci są z rocznika pokolenia JPII.....
Usuńale z racji wieku i doswiadczenia życiowego o wiele więcej jestem w stanie zrozumieć z tego co przekazywał nam Nasz Papież
Pamiętam. Czuwanie u Dominikanów - całonocne. I łzy, których nikt się nie wstydził...
OdpowiedzUsuńWitaj , pięknie napisałaś. Jan Paweł nie odszedł jest nadal wśród nas !!! Różaniec i te niepozorne koraliki mają moc niesamowitą tylko trzeba wierzyć. Wiem że wierzyłaś i ufałaś w siłę różańca bo los uśmiechnął się do Ciebie . Wszystkiego dobrego życzę i buziaki zasyłam.
OdpowiedzUsuńto już tyle czasu minęło, dokładnie pamiętam ten dzień, ten płacz.. te modlitwy w kościele. Człowiek - Wielki Człowiek nam nie znany, a obecny w naszych sercach, domach jak rodzina.. On dla mnie ciągle ma tą samą moc teraz jak i wtedy kiedy żył.
OdpowiedzUsuńa co do marzeń.. pięknie jest marzyć, bo wiara w to, że się spełnią czyni cuda ;-) Powodzenia w realizacji kolejnych marzeń, bo z pewnością są takie ;))
A ja nie jestem z pokolenia JP2 - artykuł
OdpowiedzUsuńhttp://pochwalony.eu/?p=1597