Ludwik, pomysłowy Dobromir skonstruował drabinkę do drabiny i siedzi na dachu , klejąc bloki kominowe.
Mośka znów "pochorowana" jeździmy na zastrzyki , a pod domem kręcą się absztyfikanci. Jeden to chyba urwał się spod budy , bo przyszedł z dwumetrowym łańcuchem.... inny wykorzystał moment i wszedł do domu na piętro...ale panienka potraktowała go zębami i musiał uciekać....
Na froncie robótkowym też powoli się coś dzieje, pled skończony, poduszka także, tylko nie ma kiedy zrobić fotek....
A na drutach kardigan z moheru.... robi się szybko bo na 6 ,z takiego motka....
W niedzielę byliśmy również w Marczowie, i za każdym razem odkrywamy coś nowego, relacja będzie wkrótce.

Dużo się dzieje. Gratulacje dla Ludwika za pomysł i dzielność. Mój mąż ma lęk wysokość i wszystkie prace kominowe jak i przycinanie drzew na dużej wysokości zleca sąsiadowi który jak małpka wszędzie wejdzie.Czekam na zdjęcia prac robótkowych. Dobrego dnia życzę.
OdpowiedzUsuń...oby tylko pogoda sprzyjała:)
OdpowiedzUsuńKiedy patrzę na Ludwika na dachu staje mi przed oczami mój śp. Tata, często bywał na dachu...a to dachówki poprawiał, a to komin przeczyszczał, a to antenę ustawiał, bo ta po każdym wietrze zmieniała swą pozycję...eh, jakże dawno to było....
Serdeczności:)
Matko. Jak moj maz tak wlazi na dach to mam serce w gardle... :)
OdpowiedzUsuńMy nasza suczke wysterylizowalismy, bo mamy nieogrodzona posesje i balam sie wlasnie stada takich "konkurentow" pod drzwiami dwa razy do roku... ;)
Na dachu by mi serce stanęło. Podziwiam!
OdpowiedzUsuń