15 listopada 2012

Z ŻYCIA WZIĘTE......





Wczoraj minęło 18 lat od kiedy nie ma mojego Taty....odszedł tak cicho i spokojnie jak żył....
Był niezwykle ciepłym i radosnym człowiekiem, prawym do bólu, co przysparzało mu czasami kłopotów, uzdolnionym muzycznie, i choć sam nie grał na żadnym instrumencie oprócz organek, to swoją miłość do muzyki zaszczepił we mnie, to on kupił mi pianino i chodził na moje popisy do szkoły muzycznej. Lubił też słuchać jak mu grałam niezdarnie pierwsze nutki, sonatiny i melodie ludowe.
Muzyka łączyła nas  głęboką więzią i wierzę , że tam w Niebie też słucha swojej ulubionej muzyki.
Dla mnie był i pozostał w pamieci NAJUKOCHAŃSZYM TATĄ
Nie mogłam wczoraj zapalić mu świeczki więc wieczorem poszłam do kapliczki...mojej kapliczki z "niepełnosprawnym Świętym Antonim" i tam zapaliłam znicz..... pali się do dziś....

Tato to dla Ciebie jest to światełko do Nieba.... 

 
A ja pomiędzy gotowaniem i pracami domowymi skończyłam czapkę do otulacza, który był już wypróbowany wczoraj ..i powiem że grzeje niesamowicie.


I jeszcze radosna "tfurczość" lubomierskiej  młodzieży....
Fotografując zaułki można i na takie "perełki "natrafić...






























 

1 komentarz:

  1. ...mój Tatko odszedł w 1999, szybko, tak jak żył...pozostaje nam wierzyć, że nasi Ukochani nad nami czuwają...i ja wierzę!
    Zaułki są wdzięczne do fotografowania, w nich czai się nieco inne, czasem przygaszone, czasem zatrzymane gdzieś między a pomiędzy czymś życie...
    Napisów nie skomentuję...:(
    Kreślę pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń