26 sierpnia 2012
MARYCHA I DRAGI
Wczorajszy dzień jak i wszystkie inne upłynął nam na pracy w nowym domu.....Myję okna na piętrze a mam ich bagatela - 16..... w międzyczasie trzeba przyszykować jakiś obiad... no i te dojazdy, godzina drogi w jedna stronę.
Młody dostał swoje M-3.... i nasze drogi się rozeszły, do końca miesiąca musi się wyprowadzić..... dopiero teraz pozna jakie to jest "super życie " na własny rachunek. Klucze zostały przekazane, liczniki przepisane.... i klamka zapadła.
To już ostatni "prezent " - ten ...."zły i pip...pip..pip....ojciec a ostatnio już ojczym wychował go, dał mu wszystko - swoją miłość, dom, wykształcenie, wycieczki, wczasy, samochód.... i to wszystko co inne dzieci oglądały tylko przez szybę.
Uważam, że Ludwik załatwił sprawę szlachetnie i pozytywnie do końca.
Nawet pani notariusz podkresliła, że taki prezent dostaje co tysięczny młody człowiek.... reszta młodych musi brać kredyt na zakup własnego lokum i spłacać go przez 30 lat...
Tutaj pomimo wyroku skazującego młodego z paragrafu 190 , i eksmisji... postanowiliśmy jednak godnie zakończyć sprawę a
wyrok o eksmisję zawiesiliśmy na rok....
Ponieważ my nie mamy czasu już na prace w ogrodzie , a trawa wiadomo rośnie jak głupia, sąsiad skosił nam całą działkę....
Kilka dni temu po naszym powrocie z P....przychodzi do nas i pyta.... czy młody mocno się dzisiaj awanturował?
mówimy, że nie.... wrócił po cichutku do domu i poszedł spać.
No to sąsiad opowiada jak to było, kiedy młody zobaczył skoszoną trawę i chabazie wpadł w szał, biegał po działce wyzywając.... co za skurwysyn TO wykosił, mogła sobie jeszcze rosnąć..... itd...
okazało się że nasz mądry "synuś" posadził sobie w krzaczkach marychę.... na naszej działce, pod okiem ojca....
No tak pod latarnią jest najciemniej jak to mówi przysłowie...
Już teraz wiemy skąd miał "kompocik" w swoim pokoju.... i strzykaweczki...
No i sprawa się rypła!!!!!
W nowym domu młody dostał też własny ogródek.... zobaczymy czy i tam będzie siał i sadził własne "kwiatuszki"
Ale to już nie nasza sprawa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Chwała Bogu, mógł Wam narobić nie lada kłopotów!
OdpowiedzUsuńAż mi słabo...marycha...w ogródku...Dobrze, że to już za Wami!
OdpowiedzUsuńAsia
Ale ...jaja. Jestem w szoku. opowieść ja z filmu czy książki
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
...szczęście, że już młodego z Wami nie ma, a jak chce niechaj sieje, sadzi, praży czy co tam i wstrzykuje...jest dorosły, otrzymał od Was co miał otrzymać, a nawet więcej i niechaj mu się widzie...tak jak on chce...i masz rację, nie zamartwiajcie się, szkoda WASZEGO zdrowia!
OdpowiedzUsuńKreślę pozdrowienia!
Szczęka mi opadła i zebrać z podłogi jej nie mogę...To bezczelny gówniarz! Dobrze, że już macie go z głowy. I że sąsiad skosił. Nie daj Boże by policja wpadła i kłopoty byście mięli kolejne.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
O mój Boże... Jak dobrze, żeście się go pozbyli... I niech go życie przeora i pokaże mu jak dobrze było mu o ojca, którego nie szanował... Tego mu życzę...
OdpowiedzUsuńZdjęcie mnie rozwaliło totalnie: nie dość, ze ta marycha...(ja myślałam, że to się pali a nie wstrzykuje, ale może nie jestem w temacie, takie rzeczy zawsze omijałam z daleka...) to książka "Bożonarodzeniowe opowieści niezwykłe" zbiła mnie z pantałyku, ale założę się, że jej nie czyta, no i ten kieliszek wiele mówiący...
Zachowaliście się naprawdę z klasą... Tak mało rodziców stać na zakup mieszkania dla dzieci... My musieliśmy wyjechać na 7 lat, żeby mieć coś swojego... A on dostał ot tak. Ale założę się, ze tego nie uszanuje...
Na szczęście macie kłopot z głowy. Dla pocieszenie na koniec dodam, ze ja mam okien 26 ;) Będę je myła już od października )))
Pamiętam ze za szczeniackich czasów jeździliśmy nad Wartę gdzie w śród wikliny okoliczna młodzież tez zakładała taki „kląbiki” , tyle ze oni tego do palenia używali
OdpowiedzUsuńno ładnie! bedzie miał klopoty
OdpowiedzUsuńO, sporo pracy przed tobą, ale potem jaka ogromna będzie satysfakcja.
OdpowiedzUsuńCzytam od niedawna, więc nie wiem kim jest "młody", ale i tak jestem w szoku. Dobrze, że teraz będzie żył na własny rachunek a nie wasz.
Jestem pełna podziwu i uznania za Waszą cierpliwość i tolerancję. Sama mam trzech synów, jestem kochającą i wyrozumiałą matką (opinia chłopców),ale takich numerów bym nie zniosła! Możliwe, że za bardzo kochaliście, ale nie byliście konsekwentni? To tylko moje gdybanki, jednak chyba kto ma miękkie serce ten ma twardą d... Jesteście jednak wspaniałymi Ludźmi i na pewno to przetrwacie. Głowa do góry! Będzie dobrze! OLA
OdpowiedzUsuń