Kończę dzisiejszą notkę, bo poprzednia mnie zdenerwowała, zdjęcia powklejały byle jak, choć układ był prawidłowy....
Jak wspomniałam wcześniej przed Muzeum Złota zobaczyłam maleńki kwiatek, mleczyk.... ale gdzie ????
można powiedzieć parafrazując piosenkę, że na betonie kwiaty nie rosną, to na bruku tak.... no i Ludwik zrobił oczywiście zdjątko...
A na polu robótkowym.... skończyłam chusteczkę z reszty malabrigo, tylko na taką małą mi starczyło.... a w trakcie prezentacji zazdrosna Mosia wkręciła się w kadr....
no ja to nie mam bez niej prawie żadnego zdjęcia....
przymila się do mnie ....artystka.....
na zdjęciu jeszcze z nie schowanymi nitkami....
a na progu czeka reszta gadziny....
kotka, która lada dzień zostanie mamą, dzisiaj wylegiwała się na blokowanej chuście....
"znakiem tego" / to powiedzenie naszego kolegi Leszka ? / ..... odbiór został zrobiony....
a jutro będzie o Lennie.....no i wkleję zawartość paczuszki która dziś do mnie przyszła....
zgadniecie z czym ?????
Chusta jest zachwycająca - uwielbiam takie koronkowe, leciutkie arcydzieła. A i mleczyk taki bardzo optymistyczny. Dzięki!
OdpowiedzUsuń...podziwiam Twoje ręczne robótki, mleczyk uroczy często gęsto wyrasta tam gdzie się go nikt nie spodziewa...wystarczy mi odrobina podłoża, taki spryciarz z niego :) a psiaka...podrap za uszkiem:)
OdpowiedzUsuńSerdeczności!
Mnie też się chustka podoba. A towarzystwo masz świetne. Aż zazdroszczę. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńhmmm jakies kosmetyki?
OdpowiedzUsuńPiękna chusta. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń