20 czerwca 2011


Spokojne niedzielne przedpołudnie, po śniadaniu siadamy do komputera.... ponieważ na dworze raz po raz przechodzi fala deszczu .... jest czas aby popracować nad swoimi projektami. Ale kiedy około 14.oo wychodzi słonko , w Ludwiku odzywa się dusza wędrownika..
pyta.... siedzimy w domu czy coś "kombinujemy "?
oczywiście, że kombinujemy.... szybko pakuję jakiś lekki prowiant, Mosia błyskawicznie reaguje na wziętą do ręki smycz, i po chwili już jedziemy....w nieznane....
Droga wiedzie przez urokliwe Pogórze Kaczawskie..... Kaczawa wije się raz z jednej raz z drugiej strony drogi....
Wybieramy cel.... Sokolik.... w Rudawach Janowickich

...Sokolik (642m) - jeden z dwóch charakterystycznych szczytów Gór Sokolich w Rudawach Janowickich, razem z Krzyżną Górą tworzą krajobraz który budzi różne skojarzenia więc na pewno nie zostaną niezauważone. Sam wierzchołek tworzą 40 m skały. Na tzw. Duży Sokolik, na którym znajduje się platforma widokowa, można się dostać schodami ale to nie jedyna droga. Zarówno Duzy jak i bliźniaczy Mały Sokolik jest często zdobywany przez amatorów wspinaczki, których w tych górach nie brakuje.

Kiedy dojeżdżamy do parkingu aby zostawić samochód łapie nas znów ulewa....siedzimy prawie pół godziny i zastanawiamy się co dalej.... iść w górę czy korygować plany...
ale kiedy przestaje padać , żyłka wędrowniczków zwycięża...idziemy....
najpierw zielonym a później czerwonym szlakiem, pies oczywiście z nami...
pod Sokolikiem chwila zastanowienia.... czy pies wejdzie po stromych schodach ?
wejdzie.... i tak stopień po stopniu, schodek po schodku wchodzimy na platformę widokową....
widok zapiera dech...a mina psa ? wyraża jakąś niebiańską "ekstazę" co widać na fotce... Co czuła tego nie wiemy ..... ale minę ma fantastyczną...
Później spokojnie schodzimy z góry, i ....wspinamy się na kolejny mały szczyt...
Husyckie Skały gdzie znów obfotografujemy przyrodę....
no i spokojnie schodzimy do schroniska Szwajcarka , gdzie łapie nas znów ulewa, siedzimy pod okapem pijąc gorąca , parującą kawę i czekamy aż się trochę przejaśni...w nagrodę na niebie pojawia się tęcza, wprawdzie mała , ale zawsze tęcza....
znów błyskają flesze....
Czas ucieka, więc powoli wracamy na parking do samochodu, pies usypia na drążku biegów, na nic odsuwanie pyska, jest zmęczona i głowa jej leci jak małemu dziecku.
Ale po drodze oczywiście musimy się zatrzymać, najpierw w Miedziance gdzie Ludwik robi piękne zdjęcie Chrystusa na krzyżu.... mnie zachwycają proporcje postaci z jaką artysta wyrzeźbił Jezusa. Później kolejny przystanek....u źródeł Kaczawy, a właściwie u źródełka, i maleńkiego strumyczka...
W domu jesteśmy po 21.oo , czas więc tylko na kolację, toaletę wieczorna i do łóżka.
Tak spędzany czas jest dla mnie bardzo mobilizujący i kreatywny, to coś na co czekałam wiele lat...
Jestem więc szczęśliwa , że mogę w ten sposób przeżywać czas ...a zawdzięczam to Ludwikowi, jego pasji z jaką sam idzie przez życie a obecnie czynimy to RAZEM.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz