Wystarczy kilka dni odosobnienia aby docenić codzienne, normalne życie...
to tylko kilka dni....a już z nosem przyklejonym do szyby tęsknie spogląda się na : dzieci idące do szkoły, kierowcę parkującego pod szpitalem, babcię wychodzącą z pieskiem na spacer....
z obawą czeka się na zaplanowany zabieg.....i cieszy - kiedy wraca się na to szpitalne łóżko , że już po.... teraz przyjdzie tylko czekać na wynik.....
Ale wieczorem, przed zabiegiem na niebie ukazała się tęcza, wprawdzie za budynkiem, ale to napawa nadzieją że będzie dobrze...
a to szpitalne jedzonko :)
na resztę spuszczam kurtynę ....
ech..... coś ten rok nie jest zbyt szczęśliwy dla mnie, a może to niestety już PESELIOZA ? na którą nie ma rady ?....
Dlatego też po powrocie do domu zaczynam się cieszyć codziennością, w drodze do przychodni uwieczniam "dziwne niebo" - czyżby to geoinżynieria ?
Za to w niedzielę przejażdżka po najbliższej okolicy...
a za wszystkie dobre, krzepiące słowa....serdecznie dziękuję ..










Bedzie dobrze! bardzo mi sie podobaja widoki ze spacerku a poncho na Tobie cudowne!!! sciskam serdecznie
OdpowiedzUsuńPięnkne zdjęcia, no może oprócz tych parów. Myślałam, źe już czymś takim się pacjentów nie karmi.
OdpowiedzUsuńWandziu, złe myśli odganiajmy, cieszmy się tym co jest wokół nas piękne, chociażby tą przyrodą otaczającą nas. Życzę zdrówka.
OdpowiedzUsuńWitaj Wandziu:)
OdpowiedzUsuńDziękuję za komentarz u mnie na blogu. Widzisz, jestes kolejną osóbką, która ma świadomość tego co się wyprawia nad naszymi głowami. Wiem, że to nie jest łątwe przetrwać wśród tych, którzy tej świadomości nie posiadają, nieraz można się poczuc jak drobinka piasku wobec wzburzonych wód oceanu..... ale poczucie, że gdzieś tam są kolejne drobinki piasku dodaje sił:)
Śliczne pejzaże:) i pisio fantastyczny!!:)
Mam nadzieję, że samopoczucie u Ciebie coraz lepsze i że pobyt w szpitalu dobiegł końca. Zapewne wyniki będą optymistyczne, takich należy się spodziewać:)
..a gdy juz emocje opadną, a nawet gdy troszke ich jeszcze będzie, polecam bardzo inspirującą ksiażkę pt "Możesz uzdrowić swoje życie" Louise L. Hay. Myślę, że mogłaby okazać się wsparciem:)
I jeszcze jedno. Jeśli zechcesz, to ja moge podesłać Ci ulotki (albo gotowe albo w pliku do druku). Jeśli gotowe to napisz mi maila z adresem na happyalimak@gmail.com
Serdecznie pozdrawiam:)
Ps odpisałam na Twój kom. u mnie:)
Trzymam kciuki, żeby było dobrze. Musi być. Pejzarze piękne i wspaniały pies... Uszy do góry, tęcza to dobry znak :) (naprawdę makaron z parówkami? Matko...)
OdpowiedzUsuńwww.youtube.com/watch?v=ZCAtVJSNdQ
OdpowiedzUsuńA gdzie fotki polecanych wszędzie sałatek warzywno-owocowych? Mięsa nie jadam:)
Chemtrails to już nie teoria spiskowa-rządy i rolnicy na całym świecie wydają co roku miliony próbując okiełznać pogodę.
Plany geo-inżynierii klimatu są omawiane na najwyższych szczeblach władzy jako potencjalne rozwiązanie dla problemu
globalnych zmian klimatu.
Ludzie już od dawna dążyli do panowania nad Prometeuszem i chcieli naprawić niebo.Jednym się to udawało przez przypadek,
innym nie i przez to tracili głowy.Strzelano do chmur,podpalano lasy,na wszelkie sposoby prowokowano chmury do oddania deszczu.Zasiewano także huragany w celu osłabienia ich impetu(1962 r)Rok później huragan Flora kategorii 4,zabił tysiące ludzi
na Kubie,Fidel Castro oskarżył USA o manipulowanie pogodą,bo miał jeszcze w pamięci kryzys z rosyjskimi pociskami balistycznymi.Przez kolejne dwie dekady USA zasiewał huragany zanim przyjął do wiadomości,że zasiewanie huraganom szkodzi.
Dzisiaj za wszelką cenę próbuje się schłodzić Ziemię,tylko czy aby nie za późno.Zabawa w Pana Boga to niebezpieczna zabawa,
bo może obrócić się przeciwko człowiekowi,co już wielokrotnie udowodniono,co też może doprowadzić do"upadku atmosfery",
poprzez wyzwolenie niestabilnych procesów równowagi.
W czasie II w.św.brytyjscy naukowcy opracowali sposób na oczyszczanie z mgły pasów startowych dla lotnictwa aliantów.
Ten prymitywny system FIDO polegał na spalaniu ogromnych ilości paliwa wzdłuż pasów startowych,co powodowało podniesienie
się temperatury i unoszenie się mgły.System ten działał i stwarzał bezpieczniejsze warunki pogodowe dla lotników podczas startów i lądowań.Ale to był bardzo drogi i warunkach pokojowych system nieopłacalny.Aby mógł wylądować jeden samolot,
przy użyciu FIDO należało spalić 6 tys.litrów benzyny.W ciągu 2,5 roku,kiedy używano systemu FIDO,spalono 30 mln.litrów benzyny.To było marnotrawstwo ale uzasadnione wojną.
Nad wszystkimi projektami geo-inż.wiszą pytania: Czy są one opłacalne?Czy były przeprowadzane jakiekolwiek testy?
"Naprawiać niebo"próbowali już w przeszłości różni szarlatani.Charles Hatfield"szarlatan nad szarlatany",podróżował po USA,
Meksyku,Kanadzie i twierdził,że przyciąga wilgoć.Budowano dla niego nawet specjalne wieże pełne substancji chemicznych.
Nieźle na tym przyciąganiu zarabiał,bo rolnicy w XIX i na początku XX w obawie przed suszą i utratą swoich plonów płacili oszustom i szarlatanom.
Dzisiaj geo-inż.wydaje się mieć powiew szarlatanerii,a krytycy projektów naukowych stawiają wiele pytań o ich skuteczność.
Irwing Langmuira otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za"sianie deszczu".Jego pomysł wykorzystały haniebnie USA
w wojnie w Wietnamie.w t.zw."Operacji Popeye",uczyniły z niego broń,zasiewano deszcze dla zwiększenia opadów nad Ho Chi Minch Trial w Laosie,aby utrudnić życie Vietcongu.Lotnictwo wojskowe rozpylało jodek srebra przez 6 lat.
Choć trudno pojąć,dlaczego zalanie wroga deszczem miałoby być straszniejszą bronią niż zrzucanie na niego napalmu i potężnych
bomb,ujawnienie tej operacji zbulwersowało opinię publiczną.Zasiewanie deszczu zaczęło być źle kojarzone.
Czy zapobiegnie się ociepleniu klimatu wysyłaniem w przestrzeń kilku tysięcy luster,których celem ma być odbicie promieni słonecznych?Czy pomoże garść pyłu rozproszona w stratosferze i trochę żelaza w oceanach dla zwiększenia wzrostu fitoplanktonu wchłaniającego CO2? Czy jonizacja powietrza nie jest kolejnym oszustwem,bo żaden z naukowców prowadzących
testy,nie wierzy,że można za pomocą jonizacji powietrza wywołać deszcze.Naukowcy mówią wręcz o oszustwie.
www.youtube.com/watch?v=qcOSlhLwTCU
Ja tam się nie martwię,mam piwnicę odporną na atak nuklearny,dobrze zaopatrzoną w wina,nalewki itp.Przetrwam każdy atak zombie,upadek asteroidy.Gdy kiedyś zaczną spadać bomby to umrę w mojej piwniczce przez...alkoholizm:)))
Pozdrawiam.
Z tego szpitalnego jedzonko to czasem można boki zrywać , bez domowej walówki można się dodatkowo anemi nabawiać.
OdpowiedzUsuńA tak serio...to dużo siły Ci życzę, będzie dobrze. Przecież wszystkie znaki na niebie o tym mówią !
Życzę Ci strasznie dużo zdrówka i sił. Żeby się jeszcze pogoda poprawiła to i samopoczucie lepsze wraca :)
OdpowiedzUsuń