Nareszcie dotarły do mnie moje przesyłki.... z niecierpliwością odwijałam je z opakowania, bibułek, bo zapakowane były solidnie. Antykwariat, gdzie je kupiłam jest naprawdę profesjonalny i widać gołym okiem, że właściciel kocha książki.
A oto one:
to jedna z pozycji, którą czytałam lata temu, ciekawie opisany świat przez małego chłopca na dalekiej Besarabii, gdzie życie toczyło się wokół majątku, odai, hodowli koni, gdzie opisy sadów, pól uprawnych i stepu przeplatają się ze sobą. Oczami wyobraźni widziałam te słoneczne krajobrazy..... i ja, która nienawidziła kaszy manny , od tego czasu polubiłam mamałygę, widząc ja jako "słońce na talerzu", choć na pewno nie była tak pachnąca jak ta u małego Stasia.
kiedy rodzice Stasia zmuszeni byli opuścić te żyzne ziemie i wyjechać do Polski, zatrzymali się w Zakopanem, tam Staś chodził do szkoły, uprawiał sport. I znów te piękne i wesołe opisy....
Kiedy byłam z moją najstarszą w Zakopanem a było to 40 lat temu, mieszkałam przy ulicy, gdzie stała willa Mak , a poniżej znajdował się budynek szkoły Stasia. Łatwo mi było widzieć oczami wyobraźni, jak chłopcy wędrowali do szkoły, jak przechodzili obok pomnika Sabały idąc w góry....
kolejna książka.... przeżycia najpierw małego a później dojrzałego Sławka...
opisy Karpat, Lwowa, Drohobycza, Stryja..... te wszystkie miejscowości są mi bardzo bliskie. Choć nigdy tam nie byłam i pewnie już nie będę, to jednak te tereny są "jakby moje". Jakbym się tam urodziła , wychowywała, wędrowała po tych niezmierzonych wzgórzach , kąpała się w huczącym strumieniu.
Pewnie to moja dusza ściśle słowiańska..... może moi przodkowie pochodzili stamtąd ? Tego nie wiem, moja mama urodziła się w Rudce k. Krzemieńca na Wołyniu. Została wywieziona na roboty do Niemiec kiedy miała 16 lat, i już nigdy nie wróciła na swoją rodowitą ziemię. Mówiła mało i niechętnie o swoim tam życiu , a o niektórych sprawach skrzętnie milczała.... nawet nie wiem jak miał na imię mamy tato, czyli mój dziadek.... Nigdy o nim nie wspomniała, choć miała jeszcze siostrę i brata. Nie wiem co się wydarzyło , że stało się to tabu.
Ale moja dusza i tak hula po tych połoninach karpackich,
Jakby to było mało , wypożyczam z biblioteki po 8-10 książek. Jak są interesujące to przeczytam je w ciągu tygodnia, ale czasami trafią mi się "nowoczesne" , które już mi nie leżą, wtedy wracam do swoich.
Choć ostatnio wypożyczyłam piękną sagę:
Tak więc pozdrawiam spod leszczyny :)







Ja ostatnio męczę antykwariaty o kilka tomów książek które mi brakuje:/ dokładniej chodzi mi o "Księga pochowanych żołnierzy polskich poległych w II wojnie światowej" tom III cz I i II oraz Aneks. Nigdzie nie mogę dostać :/
OdpowiedzUsuń