Wracam wspomnieniami do czasów dzieciństwa i młodości, kiedy żył jeszcze mój tata. Tamte święta były cudowne, niepowtarzalne, z autentycznym ciepłem i miłością. Nigdy później nie miałam takich, wszystkie kolejne były z roku na rok gorsze. Choć starałam się stworzyć swoim dzieciom klimat, ale ja już nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak z tamtego okresu.
Miałam z kim śpiewać kolędy,, iść na pasterkę czyli z tatą...., choć później już chodziłam ze swoją grupą.
W naszym mieszkaniu były piece, biło od nich ciepło, w rogu pokoju stała olbrzymia choinka , do samego sufitu, a mieszkanie było wysokie, miało ponad 3,5 metra wysokości. I skromne prezenty pod nią , dla mnie obowiązkowo książka, czasami była jedna pomarańcza i kilka cukierków mieszanki wedlowskiej. I ta pomarańcza leżała całą noc obok mojej poduszki, szkoda ją było zjeść, do pokoju stołowego były uchylone drzwi, zapach choinki mieszał się z tym zapachem pomarańczy....w ciepłej pościeli czułam się bezpiecznie. A jeszcze do tego zza okna , przysłoniętego firanką, w blasku latarni / kiedyś jeszcze gazowej/ wirowały płatki śniegu. Nastrój był naprawdę magiczny i święty, nigdy już później nie potrafiłam tego nastroju odtworzyć we własnym domu.
Wiele bym dała, aby móc wrócić choć na moment do dni dzieciństwa, gdzie ojciec, TATA był naprawdę głową rodziny, i choć było biednie, bo jak mogło być w latach pięćdziesiątych, ale była ta cała magia. Nie było marketów, telewizorów.....
Teraz niby wszystko można kupić, ubrać choinkę 1 grudnia i świętować.
Pamiętam, że po kolacji wigilijnej w naszym domu przechodziliśmy my, dzieci do cioci Ireny i wujka Władka i tam też czekały na nas prezenty pod choinką. Jabłka, cukierki, czekoladka Danusia.... i znów były śpiewy kolęd, ciocia miała adapter więc puszczała płytę z nagraniami Mazowsza, i tak wspaniale spędzaliśmy ten wieczór.
Następnego dnia, w pierwszy dzień Świąt obowiązkowo była msza w kościele, później "zimny bufet" jak by to teraz nazwać, była pieczona gęś, kabanoski, mięsiwa / to dla mnie, bo byłam mięsożerna:)/ rosół z własnoręcznie robionym makaronem...
później wyciągaliśmy poniemieckie , duże sanki, takie na co najmniej 4 dorosłe osoby, braliśmy psa Mikiego i szliśmy do parku na tor saneczkowy. No i ta jazda prawie kilometr z górki, spod płóz sypał się śnieg, w oczy, w nos, a kiedy sanie podskakiwały na muldach to był pisk....
a teraz ? nie ma śniegu, dorośli wstydzą się wsiąść z dziećmi na sanki,a same sanki ? plastikowe, wymyślne.....
Ech za dużo we mnie sentymentów..... to już nie wróci.
Kiedy byłam nastolatką, tworzyliśmy zgraną paczkę : ja, Danusia, Jola, Janek, Zenek i Irek...... wtedy już razem szliśmy na pasterkę, a czasami urywaliśmy się wcześniej i szliśmy do Janka siostry na lampkę wina....
ech jak ona smakowała, wracaliśmy później przez całe miasto, chłopaki odprowadzali dziewczyny pod dom, czasami pod tą bramą się przytuliliśmy...., i to wszystko, nikt nie myślał o seksie, choć coś tam się w nas kiełkowało....pod nogami skrzył się śnieg, no a my, panienki w cienkich pończoszkach i kozaczkach do pół łydki, rzadko w czapce ..... ale grzała nas młodość i radość..... i niby z niczego ? .....cieszyliśmy się swoim towarzystwem,
a w drugi dzień świąt...
zdjęcia z tego roku....
Pięknie to opisałaś, czytam z prawdziwym wzruszeniem. Dobrze, że mamy takie wspomnienia. Niech one dodają Ci sił...
OdpowiedzUsuńHmmm... Chyba wszyscy mamy takie właśnie piękne wspomnienia Świąt z czasów dzieciństwa... Wszystko było jakieś takie inne, serdeczne, ciepłe....Czas wiele zmienia, nie zawsze na lepsze... Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńWzruszyłam się...
OdpowiedzUsuńUrodziłam się w pierwszej połowie lat 60., ale wciąż było podobnie do tego,
co opisujesz. Te wspomnienia i te sentymenty są w nas głęboko. I dobrze, że są.
W którymś z poprzednich wpisów zamieściłaś stare zdjęcie dziewczynki przy choince.
Długo się przy nim zatrzymałam, bo poruszyło we mnie jakąś nostalgiczną strunę -
patrząc na prezenty pod tamtą choinką przypomniały mi się jako żywo tamte dawne lalki,
nieporadne misie, tamte zabawki starej daty, które stopniowo musiały ustąpić miejsca wszechogarniającym plastikom...
Dziękuję, Wandziu, że o tym tak pięknie piszesz.
Czuję zapach Twojej pomarańczy.
Ile podobnych wspomnien! i tez pozostaje we mnie przekonanie, ze bylo piekniej...ale? snieg na pewno zawsze byl! sciskam i pozdrawiam swiatecznie
OdpowiedzUsuńTrochę już późno, ale chyba lepiej niż wcale, więc jeszcze ciągle- Wesołych Świąt-;))
OdpowiedzUsuń...prawie identyczne święta i ja miałam...i choć dziś zapachy są podobne, smaki podobne to jednocześnie to nie to samo, brak magii, zawiesiła się gdzieś pomiędzy dzieciństwem a dorosłością...pozostały wspomnienia i żal...
OdpowiedzUsuńTo dzieciństwo i młodość tak wzrusza, kiedy wszystko było nowe i świeże. Kiedy otuleni miłością i troską rodziców byliśmy bezpieczni. Później zobaczyliśmy to przed czym chronili nas Rodzice. Należy się wielka wdzięczność naszym rodzicom za tak piękne wspomnienia.
OdpowiedzUsuńMyślę, że stworzyłaś swoim dzieciom równie piękne święta, tylko dla Ciebie brakło już tego czaru. Byłaś zbyt zmęczona.
Twój wpis bardzo mnie wzruszył. Pozdrawiam serdecznie i życzę Szczęśliwego Nowego Roku:)
Dokładnie tak bywało!Ja mam jeszcze sanki zrobione przez Ojca w latach 50.ubw.
OdpowiedzUsuńMieści się na nich 6 osób,mają kierownicę.Po zdjęciu kierownicy brałem udział w zawodach szkolnych-zjazd ze Wzgórza Wawel...w Walimiu.Dzieciaki komendanta milicji miały największe sanki,które składały się z dwóch segmentów,także miały kierownicę.Jak nie było kierownicy,to kierowano łyżwami,ale mało było takich co mieli łyżwy.Ja miałem na żabki przykręcane do butów kluczykiem.Żabki urywały podeszwy.Jak były dobre warunki to można było zjeżdżać aż z Przełęczy Walimskiej do centrum Walimia-ok.6 km.Miał człowiek zdrowie żeby podejść pod tą górę kilka razy dziennie.
A teraz zero śniegu na święta.Dlaczego?Bo żeby padał śnieg musi być"brudna atmosfera",żeby tworzyły się kryształki śniegu,ale"czysta atmosfera"to zdrowsze dzieciaki przy komputerach:))
Pozdrawiam:)
Wspomnienia z dzieciństwa,zawsze są najlepsze, beztroskie,spontaniczne i troszkę naiwne.
OdpowiedzUsuńNiestety- dorastamy i wszystko już nie jest takie jak dawniej...