12 marca 2010

SEN


Cały czas mnie dręczy niepewność co do jutra.... nie potrafię pozbyć się tego strasznego uczucia. Siedzi we mnie jak drzazga, która raz po raz daje o sobie znać bólem....
Straszne to.
Trochę radości wnoszą natomiast netowe korespondencje, słucham ciepłych piosenek, i myśle sobie co by było gdyby.....
Życie niesie nam masę niespodzianek, nie sądzę aby ktoś z Góry nie kierował ku nam takich osób, które w danym momencie są nam potrzebne. Trzeba tylko dobrze rozpoznać intencje. I o takie się modlę codziennie....
Dziś przyśnił mi się nieżyjący od 25 lat teść.... nigdy się nie lubiliśmy więc ten sen jest chyba prośbą o modlitwę. Zapalę dziś światełko w jego intencji i odmówię modlitwę, może potrzebuje przejść do wyższego wymiaru i nie może sam bez mojej pomocy ?
Przecież to ja odbierałam jego ciało ze szpitala, zawoziłam na cmentarz, uzgadniałam wszelkie procedury.... bo jego syn był na to "za miękki"...
To ja splotłam mu dłonie na różańcu zamykając trumnę....więc może widzi we mnie nadzieję ?
Tak czy owak nie nastraja mnie to optymistycznie.....
Śpij w pokoju W.....

No i w innym klimacie..... wiosny nadal brak, choć rano już pięknie śpiewają ptaki,
to jednak zimno i wilgotno. Nie lubię takiej nijakiej pogody....
Ja chcę już wiosny !!!!!

1 komentarz:

  1. Oj ja też chcę wiosny, a póki co próbuję tą złą zimę wygonić ;))) A sio A sio stąd :))

    OdpowiedzUsuń