4 marca 2018

CANARIS I SŁUŻBY SPECJALNE....




Dlaczego taki tytuł ? postaram się wyjaśnić....

Otóż 50 lat temu, kiedy po maturze nie dostałam się na studia :(  , musiałam podjąć pracę. Takie były wówczas wymogi. I tak moją pierwszą pracą była Gromadzka Rada Narodowa w Dziećmorowicach.... wieś do której dojeżdżało się trollejbusem do pętli na Rusinowej ,  a później szło się 2 kilometry pieszo...zima , mróz, śnieg / a wtedy były naprawdę zimy :)/
Kiedy przeniesiono siedzibę GRN do Wałbrzycha na Plac  Górnika a później do Walimia, było to dla mnie zbyt uciążliwe.... nie było takich możliwości dojazdu jak teraz , więc przeniosłam się  / a wtedy to było możliwe/ do Terenowych Zakładów Przemysłu Drzewnego w Wałbrzychu.
Tam dyrektorem był wówczas Henryk Godos, dyrektor wspaniały, komunikatywny, często zaglądał do wszystkich działów, znał załogę.
WZPT miały swoje filie w Świdnicy, Ząbkowicach Śląskich, Świebodzicach.
Dyrektor często wyjeżdżał w sprawach służbowych do tychże zakładów i zawsze zabierał kogoś z działu aby mu towarzyszył. Często byłam to ja, i tak w czasie jazdy rozmawialiśmy o wszystkim, tzn ja najczęściej pytałam bo o wielu rzeczach zwyczajnie nie widziałam, w szkole nas tego nie uczyli, a dyrektor odpowiadał.... dużo wtedy zyskałam...
Dyrektor miał karnet na maneż w Stadninie Koni i kiedyś zaproponował nam że ma wolne miejsce i w samochodzie i w Stadninie i z chęcią chętnych zabierze. Dziewczyny się bały ale ja byłam odważna ha ha ...i tak zaczęłam jeździć z dyrektorem na konie. Często jeździły z nami również  znajome  dyrektora,
Kiedyś podczas takiej podróży służbowej, usłyszałam od dyrektora, że bedzie mnie nazywał Canaris. Nie wiedziałam kto to , więc musiałam poszukać w czytelni, wtedy nie było internetu więc potrzeba było więcej zachodu.
TUTAJ

 Ale kiedy się dowiedziałam kim był Canaris, zrozumiałam dlaczego mnie własnie tak nazwał. Była to dla mnie nobilitacja, nigdy nie zdradziłam rozmów i sympatii w naszym zakładzie, bo przecież każdy miał swoje zdanie,  a moją rolą nie było donosić na kolegów.Także nasze rozmowy były tylko nasze.
Jest jeszcze jedna rzecz świadcząca o humorze dyrektora.... ponieważ on urodził się 13 czerwca a ja 14 więc kiedyś  oświadczył, że musimy się spotkać we Wrocławiu w nocy z dnia 13/14 pod pomnikiem Fredry i wypić wspólnie  lampkę szampana.
Wiadomo,  że do tego nigdy nie doszło, ale miły fakt pozostał. Kiedy wyszłam za mąż , dostałam od dyrektora telegram z życzeniami i książkę z wierszami Słonimskiego i wspaniałą dedykacją.
Dziś dyrektor już nie żyje a wspólne rozmowy o poezji nadal pozostają żywe.
Czy w czasach obecnych jest choć jeden taki ludzki dyrektor ? szanujący swoją załogę?


o służbach napiszę wkrótce....

3 komentarze:

  1. Nie miałam szczęścia w zawodowym życiu do przełożonych, może dlatego że przez 10 lat byli to wojskowi. Jednak pamiętam, że ten którego najbardziej się bałam i czułam przed nim największy respekt, najwspanialszym się okazał. Inteligentny szef, to zazwyczaj bardzo mądry i ludzki przełożony. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. To szczęście mieć takiego szefa. Ja miałam nieludzką szefową i od niej się nauczyłam czego robić NIE WOLNO! Od 27 lat ja jestem nieprzerwanie szefową i staram się, żeby nikomu nie zrobić krzywdy, bardzo się staram, choć pewnie jacyś niezadowoleni zawsze się znajdą. Bo ci co nic nie robią zawsze mają jakieś pretensje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowity dyrektor; to bardzo przyjemne mieć kogoś takiego jako szefa.
    Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń