7 grudnia 2014

SZOK......




Zmobilizowałam się dzisiaj i siadłam napisać parę słów....ostatnie dni to jakaś paranoja, niech się ten rok już skończy,  to może nowy będzie lepszy.
Od miesiąca znów wizytujemy szanownych panów doktorów.... oczywiście nie na NFZ, bo specjalistów brak a zdrowie trzeba leczyć. Aby zrobić kolejne badania trzeba było jechać ponad 70 km  w jedną stronę aby w uroczej wioseczce znaleźć wspaniale wyposażone gabinety w kompleksie przychodni. Z tego wniosek, że jak się chce to można.....u nas niestety nie.
Jakby tego było mało w czwartek Ludwik przeciął sobie piłą palec....noszszsz, mało tych problemów, po godzinie od zatamowania krwotoku pojechaliśmy do szpitala. Oczywiście najpierw papierologia....chyba z 20 min.... i trzeba czekać na korytarzu na chirurga. W międzyczasie dwóch potężnych panów policjantów przytransportowało zakutego w kajdanki  młodego ...chyba więźnia ?....
weszli oczywiście nie czekając , szybko zbiegł do nich pan doktor i po jakimś czasie wyprowadzili skutego delikwenta z powrotem.....
A i  nasz pan chirurg zszedł, zeszył pięknie paluszek chyba 7 szwami, dał w łapkę receptę na wykupienie w aptece szczepionki p. tężcowej a panie pielęgniarki uprzejmie poinformowały,  że zamykają " swój interes " o 20.oo, nawet jak się zdąży wykupić tę szczepionkę to nie będzie komu zrobić tego zastrzyku.
Wrócilismy więc do domu..... a na drugi dzień jazda do apteki.....
wiem,  że kiedyś na pogotowiu lekarz sam dawał szczepionkę..... no ale to było chyba baaardzo dawno temu.
Zasiedliśmy znów w poczekalni , bo przywieziono starszego pana na noszach, w międzyczasie w szpitalu ruch, ścierki, drabina, mycie kloszy, wycieranie kurzy.... no tak za chwilę zjawiła się jakaś komisja.... oprowadzana w podskokach.... 
sprawdzała stan czystości czy co ?
w związku z tym nie można się było nikogo dopytać ile mamy czekać, w końcu z gabinetu wyszła pani pielęgniarka i powiedziała..... proszę iść do poradni chirurgicznej.... bo my tu już nic nie możemy, 
przeszliśmy więc do poradni, znów papierologia , czekanie na pana doktora , no i w końcu zostaliśmy załatwieni.
Nie wiem jak poradziłby sobie starszy człowiek, bez samochodu, bo dojazdu do miasta praktycznie nie ma....
ech, ponarzekałam sobie....



6 komentarzy:

  1. Ech zdrowie najważniejsze, ale trzeba byc naprawdę zdrowym, zeby moc chorować:-(
    Zdrowka!

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, to dzialo sie u Was- dzialo.... mam nadzieje, ze wszystko juz ok?
    Nadal nie rozumie tego, co opisuja dziewczyny na blogach- to jakas masakra z ta pomoca medyczna czy terminami lekarskimi :O
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to niestety u nas wygląda, ale pocieszę Cie, że w Irlandii jest jeszcze gorzej...
    Sama latam po lekarzach od pół roku i jeszcze nie koniec...
    Eh...
    Nich palec się szybko goi i jak najmniej tego typu "atrakcji" w przyszłym roku życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Niech się ten rok wreszcie skończy! U nas to samo, ciągle choroby. Już od trzech miesięcy, a co jedna, to poważniejsza :(
    Szczęście w nieszczęściu trafiamy na na wspaniałych lekarzy i pielęgniarki (w ramach NFZ - tu). Czasami przecieram oczy ze zdumienia. Najwięcej zależy od ludzkiej postawy leczącego. Np. wczoraj byliśmy z pierwszą wizytą u diabetologa. Wnikliwa analiza historii poprzednich chorób, strategia leczenia, profilaktyka, dieta - na wszystko pani doktor znalazła czas. Zajęła się nawet problemem z innej dziedziny, zamiast zepchnąć to na kolejnego lekarza. Na bieżąco porównuję z niemiecką służbą zdrowia. Nie tak wiele odbiega o naszej, a jakie to bogate państwo.

    OdpowiedzUsuń
  5. To nie narzekanie to smutna rzeczywistość, jak ktoś mało operatywny to tragedia gotowa , a kiedyś była nazwa Służba Zdrowia :( ale to już było

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak to dobrze że sam umiem robić zastrzyki
    POzdrawiam

    OdpowiedzUsuń