25 października 2016

MGŁA I ŚMIERĆ




W ubiegłą sobotę byłam na pogrzebie sąsiadki - 57 lat, wylew. Nawet nie dojechała do szpitala. Znałam ją tylko z widzenia, bo mieszkała trochę dalej, ale codziennie rano jeździła na rowerze do sklepu i spotykałyśmy się po drodze. W związku z tym postanowiłam iść na pogrzeb....
Zaczynam oswajać śmierć..... od kiedy w kościele nie wystawia się otwartej trumny z nieboszczykiem tylko urnę i zdjęcie,  to jakoś łatwiej to przychodzi.
 Pamiętam ,że jako dziecko nawet bałam się wejść do kaplicy cmentarnej aby nie zobaczyć nieboszczyka, śnił mi się później po nocy i miałam koszmary. Ale z wiekiem to przemija....trzeba się z tym pogodzić...z odchodzeniem i ostatnim pożegnaniem.
Ostatnio dużo u nas pogrzebów - i to młodych stosunkowo ludzi. Społeczeństwo się starzeje  - a młodzi wyjeżdżają za granicę.
W necie przeczytałam artykuł
 http://fakty.interia.pl/autor/krystyna-opozda/news-grozi-nam-demograficzna-katastrofa,nId,2294458

Ja na pewno już nie dożyję tego 2050 roku, i nie zobaczę tych przemian..

Za to pogoda jesienna mnie rozpieszcza.... mgły snujące się nad polami, krajobrazy nostalgiczne... zdecydowanie jesień to moja ulubiona pora roku.





10 października 2016

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY - WALERIA








Starszą siostrą Ireny była Waleria. Tak jak pisałam - rasowa dama. Mieszkała z mężem / czy przyjacielem ? tego nie wiem  / na Litwie w jego majątku.
Jak to bywa z damami bywała u wód, bywała w Krakowie, zawsze elegancko i gustownie ubrana, w nieodłącznym kapeluszu.
Niestety nie znam dokładnie jej losów wojennych, co się stało z jej towarzyszem życia. Wiem , że po wojnie zamieszkała w Radomsku,  w małym , gustownym mieszkanku, w którym królowało metalowe  rzeźbione łóżko, nakryte koronkową kapą, piękna kanapa, fotele. Byłam tam z Ireną w 1968 roku, w czasie trwania festiwalu w Opolu, kiedy to Czerwone Gitary wyśpiewały nagrodę za piosenkę Anna Maria.
Waleria była palaczką, paliła swoje papierosy  w szklanej lufce czy fifce, jak niektórzy mówią. Chyba też z tego powodu zachorowała na raka płuc. Umierała długo i boleśnie, Irena spędziła z nią ostatnie 6 miesięcy jej życia.
Po powrocie do domu Irena opowiadała, że kiedy u Walerii zaczęła się agonia, to ona zaczęła płakać i wołać, Walu nie odchodź.....
Waleria wróciła z połowy drogi i miała wielkie pretensje do Ireny....dlaczego mnie zawróciłaś? byłam już tak daleko a teraz muszę znów powtarzać tę bolesną drogę. Żyła jeszcze 3 miesiące okropnie cierpiąc. Przykazała jednak Irenie, że kiedy znów zacznie odchodzić, ta ma wyciągnąć poduszkę spod jej głowy.
Nie wiem czy Irena dotrzymała słowa.
Waleria opowiadała , a ja jako mała wsłuchałam tego z niedowierzaniem, że w tym majątku na Litwie, po udoju , nalewano mleko do miseczek i wtedy spod werandy wychodziły węże aby je pić.
Do tej pory nie wiem , czy mogła to być prawda.

 Waleria w Krakowie - chyba na Wawelu





z koleżanką, pewnie w jakimś uzdrowisku



z bratanicą Ewą

 Waleria , Irena i mała Ewa