27 września 2016

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY - IRENA




Kim była tajemnicza Irena ?

Kiedy moi rodzice zmienili mieszkanie w roku 1951, sąsiadką zza ściany była własnie Irena. Mieszkała tam z mężem Władkiem - dla mnie i mojego brata zostali ciocią i wujkiem.
Irena nie miała własnych dzieci,  dlatego też polubiła nas,  a mojego brata wręcz hołubiła. Władek miał w Toruniu rodzinę i dwoje dzieci,  Jadzię i Leszka, ale po powrocie z Niemiec zamieszkał z Ireną w W.
Jadzia często ich odwiedzała wraz ze swoimi dziećmi, Wiesiem i Rysiem.
Irena była wychowanką Sióstr Urszulanek, wspaniale gotowała, piekła, dlatego też przed wojną mieszkała i pracowała w Warszawie. Niestety po wybuchu wojny została jak wiele innych kobiet wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec. Trafiła pod Lubekę i tam ją zastało wyzwolenie.
Mało zdjęć uchowało się z tamtego okresu.
Irena miała dwie siostry, Walerię i Stefanię oraz brata Piotra.
Stefania została siostrą Boromeuszką , natomiast Waleria miała męża z  pochodzenia  ponoć hrabiowskiego, i  mieszkali  przed wojną w majątku  gdzieś na Litwie.
Waleria była urodzoną damą co niestety nie można powiedzieć o Irenie. Ta była wesołą trzpiotką i zabawową panną. Wraz z Władkiem tworzyli wspaniały duet, zawsze w ich domu był pies, kot i gołębie, oraz dużo radości, śmiechu, muzyki, tańców no i wspaniałej kuchni.

zdjęcie pewnie z baraku w Niemczech


               

tu z kolei same kobiety....

 

to zdjęcie zrobione już w Polsce, ,  w oknie świetlicy PKS



to córeczka adwokata czy prawnika z przedwojennej Warszawy,  u którego Irena pracowała, ciekawa jestem losów tej dziewczynki...czy przeżyła okupację ?
na tym zdjęciu nie rozpoznaję nikogo


to rodzina niemiecka, nie wiem czy ta sama, u której pracowała przymusowo Irena



  nie wiem kto jest na tej fotografii, ale ujęcie jest ciekawe ...

to Władek z koleżanką, tuż po wyzwoleniu, jeszcze pod barakiem



Irena w towarzystwie panów ....


 pod barakiem w Niemczech , Irena i Władek stoją na środku w trzecim rzędzie, u góry, chyba to było wesele,



to też rodzina niemiecka... i Irena w białym fartuszku


 

Irena z koleżankami....

26 września 2016

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY CZ.III



Dawno nie otwierałam swojej zaczarowanej szuflady, pełnej wspomnień. Czas zatrzymał się tam chyba dwa lata temu, ale nadeszła chwila, aby ją otworzyć i  trochę przewietrzyć.
Zdjęcia  są stare, ocalone od spalenia lub wyrzucenia na śmietnik , kiedy ich właścicielka, samotna starsza pani zmarła.
Nie potrafię rozpoznać postaci na fotografiach, część zdjęć robiona jest w Niemczech , w czasie wojny i po wyzwoleniu, kiedy to Polacy przebywający na przymusowych robotach, jeszcze tam przebywali.

  trzecia z lewej to moja "przyszywana " ciocia Irena  zdjęcie zrobione prawdopodobnie w Niemczech  w roku 1945


 ciocia Irena w mundurze


 to zdjęcie zrobiono prawdopodobnie w Warszawie jeszcze przed wojną, Irena z prawej, jeszcze radośni, uśmiechnięci, młodzi, młody mężczyzna niesie zapakowane ciastka kupione w cukierni....


Irena
to też Irena, zdjęcie pewnie z jakiegoś dokumentu, może kennkarty ?


 może to jakieś miasteczko pod Lubeką, gdzie Irena przymusowo pracowała ?


to też Irena ....

23 września 2016

ŻYCIE, WIARA CD......





Nawiązując do poprzedniego wpisu, znalazłam  na blogu
 http://kpalys.blogspot.com/

piękne słowa, cytuję:

....Największą jedność odczuwam z innymi, nie tyle poprzez fizyczną obecność, choć i ona jest ważna, ile dzięki duchowej łączności w Bogu. Słowa w pewnym momencie się kończą lub po prostu nie wystarczają. 

Takich doświadczeń nie sposób wyrazić, ponieważ rozgrywają się w krainach nietkniętych przez słowa.


.....Modlitwa to powracanie do prawdziwej ciszy, nauczają kartuscy pustelnicy. Nie przez robienie czegokolwiek lecz przez zgodę na to, aby krok po kroku ustawała aktywność i ustępowała wobec prawdziwej i wewnętrznej ciszy, która zaczyna zajmować należne jej miejsce. 

Jeśli raz usłyszymy taką ciszę, będziemy za nią tęsknić. 

Należy tylko uwolnić się od przekonania, że sami z siebie możemy ją odtworzyć. Ona jest w nas, nawet kiedy jej nie słyszymy.

 To jest to,  co czułam,  a nie potrafiłam ubrać we właściwe słowa....
Dlatego polubiłam swoją samotność.... a nie osamotnienie , jak pisze o. Krzysztof. To dwa różne stany ducha.
Moja samotność zamyka się w domowych pracach, porannym spacerze z psem,  w kubku aromatycznej kawy,
i choć czasami brakuje mi najnormalniej w świecie  zwyczajnej rozmowy, to fakt że moje dziecko przychodzi  do nas na chwilę, rozjaśnia mi tę moją samotność.
Tak się cieszę, że mam ją teraz blisko siebie.....


gruzowisko, ale widać już fragmenty nieba.... będzie dobrze :)


18 września 2016

ŻYCIE, WIARA



Ostatniej nocy, kiedy sen nie przychodził a komary  kąsały..... usłyszałam w radio bardzo ciekawe zdanie, ponoć wypowiedział je Benedykt XVI....
cytuję:
...im jestem starszy tym bardziej czuję się dzieckiem Maryi....

zastanowiły mnie te słowa, bo i ja w ostatnich latach bardzo zbliżyłam się do Boga.  Nie jestem dewotką , nie biegam codziennie do kościoła, nie nawracam nikogo, ale spokojnie prowadzę swój dialog , wiele rzeczy potrafiłam dostrzec własnie poprzez pryzmat modlitwy. Ona wycisza , uspokaja i rozświetla umysł.
Jestem już w takim wieku, kiedy 3/4 życia jest za mną, nie wiem kiedy zostanę wezwana na Drugą Stronę Tęczy, ale własnie teraz jest czas aby uporządkować swoje osobiste sprawy.


Późno
Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna, a tak nowa, późno Cię umiłowałem. W głębi duszy byłaś, a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie, bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś. Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą. One mnie więziły z dala od Ciebie - rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były. Zawołałaś, krzyknęłaś, rozdarłaś głuchotę moją. Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica, rozświetliłaś ślepotę moją. Rozlałaś woń, odetchnąłem nią - i oto dyszę pragnieniem Ciebie. Skosztowałem - i oto głodny jestem, i łaknę. Dotknęłaś mnie - i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim(...) Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie(...) Nie wychodź na zewnątrz, wróć do siebie samego: to we wnętrzu człowieka mieszka prawda. św. Augustyn

Kiedy człowiek jest młody, pracuje, zajmuje się  domem, dziećmi nie zawsze ma czas i siły aby dogłębnie zajrzę do swojej duszy.
Za dniem dzisiejszym przemawia jeszcze doświadczenie przeżytych lat, w większości trudne, samotne, dobrych chwil nie było dużo, ale pewnie taki Los został mi zapisany gdzieś tam w gwiazdach.
Teraz potrzebuję spokoju, ciszy aby powoli nadrabiać  to czego nie mogłam kiedyś dokonać.
Bardzo pomocne mi są audycje nocne w Radiu Maryja,kiedy pada codziennie inny temat do rozmowy. Dzwoniący , przeważnie starsi ludzie dają świadectwa swojego życia, opowiadają przeżycia wojenne,  zesłania  na Sybir, ciężkie lata nowej okupacji....
ile ludzi - tyle losów

Moje okno  na świat ma kraty, zarasta winoroślą, coraz mniej można przez zielone liście dostrzec świata, dlatego też  zwracam się w gąb siebie, w przeszłość, analizuję, ....jeżeli mogę załatwić sprawy dawniej nie załatwione - to to czynię. Po prostu sprzątam i porządkuję swoje zakamarki życia.

.....Nie posprzątałam tylko w swojej skołatanej głowie.
Kłębią się w niej obawy i myśli podszyte strachem.
Emocje nie dają spać aż do bladego świtu...
Boże,kiedy wreszcie spokój nastanie pod moim dachem ?
Barbara Leszczyńska


14 września 2016

UCZUCIA, WIĘZY KRWI





Zastanawiałam się kiedyś czy istnieje prawdziwa miłość....miałam wtedy na myśli uczucie do najbliższej  osoby, teraz widzę, że to pojęcie jest baaardzo szerokie, jedni uważają, że potrzebne są słowa, inni że tylko czyny.... no i chyba każdy człowiek ma inne potrzeby odczuwania tego uczucia.
Obecnie widzę, że jest tylko jedyne w życiu prawdziwe uczucie...miłość matki do własnego dziecka,  i odwrotnie

 taka kartkę dostałam od swojego dziecka

Wiem, że dla szczęścia i pomocy własnemu dziecku można poświęcić własne szczęście.
I tak się stało obecnie,
Człowiek, który nigdy nie posiadał własnego dziecka, nie jest w stanie zrozumieć tych więzi krwi, tej miłości , tego uczucia.
Jest przecież w Piśmie Świętym przypowieść o marnotrawnym synu, SYNU, własnym dziecku, któremu ojciec przebacza wszelkie niegodziwości i zmarnowanie majątku. Przyjmuje go z otwartymi ramionami,
Miłość rodzicielska to właśnie TEŻ GENY, -   którymi tak pięknie się szafuje,
i kiedy nadeszła odpowiednia pora one dały znać o sobie.
Uważam, że człowiek uważający się za mądrego, uczuciowego potrafi to zrozumieć. Niestety , kiedy niechęć rośnie , to szuka się pretekstów , do szkalowania, obrażania itd. Świadczy to albo o małostkowości, albo o braku wyższych uczuć. Ja tak to odbieram, być może się mylę, ale całkowity brak rozmowy nie pozwala mi myśleć inaczej.
Jest dużo spraw niewyjaśnionych, nie przedyskutowanych, i brak jakiejkolwiek ochoty  z jednej strony aby do nich doszło.
To powoduje zamknięcie się na potrzeby drugiej osoby.
 Piszę  trochę chaotycznie, ale muszę to z siebie wyrzucić, oczyścić atmosferę wokół siebie.... może    wkrótce napiszę wprost o co mi chodzi,
Zostałam poniżona, oskarżona ....



13 września 2016

***






TYLKO TYLE....... I AŻ TYLE