23 września 2014

W OGRODZIE PAMIĘCI....





to wspomnienia napisane przez Joannę Olczak - Ronikier..... długo czekałam na wypożyczenie tej książki, aż za którymś razem  w bibliotece pani bibliotekarka przyniosła ją z zaplecza..... tak, tak i teraz dobre książki dostaje się , z pod lady jak za starych dobrych :( czasów.....
Przeczytałam ją jednym tchem.....  




jak pisze Andrzej Wajda ...pracowici pozytywiści i romantyczni szaleńcy,  którzy znaleźli się w trybach totalitaryzmów : komunistycznego i hitlerowskiego....
i jeden i drugi siał śmierć i tortury za samo bycie Żydem, Polakiem.... 
wbił mi się w pamięć fragment książki  , kiedy nieślubny syn Maxa, Pietia ,  który przeszedł gehennę jako dziecko i młodzieniec, zapytany przez autorkę, o swój pobyt w Związku Radzieckimi odpowiedział....
 cytat
nie! mówienie o przeszłości mnie nie boli, znacznie bardziej dolega milczenie. To wszystko , co się wtedy wydarzyło, nie powinno zostać zapomniane.
więc jak to jest ? nie buntuje się , jaki mu przypadł los w udziale ? Nie oskarża ojca o złamanie życia matce ? O swoje bezdomne dzieciństwo ?
- Ojciec ?  zawdzięczam mu swoje istnienie - mówi - Za swoje przekonania zapłacił najwyższą cenę. Matka go kochała....
...a ja ? Te wszystkie przejścia bardzo mnie zahartowały. Nikt mi niczego nie ułatwiał.Nie prowadził za rękę.Nie należałem do partii.Nie byłem oportunistą. Nikogo nie skrzywdziłem.Wszystko co osiągnąłem, zawdzięczam tylko sobie. Uważam się za szczęśliwego człowieka. Wiodłem i wiodę udane życie.
...jednego tylko nie mogę pojąć - dlaczego ojciec nie uczył spokojnie matematyki, zamiast wdawać się w tę beznadziejną sprawę, która zrujnowała życie milionom ludzi. Czy był taki ograniczony ? Czy taki ślepy ?  Czy widział tylko to , co chciał zobaczyć ? Dlaczego ściągnął tyle nieszczęść na swoją rodzinę ?
I on i ja dobrze wiemy, że nie ma odpowiedzi na te pytania. Nie nam oceniać wybory sprzed lat. Nie nam wydawać sądy....

Zdumiewa mnie takie podejście, i jednocześnie imponuje, że można po tak okropnych przejściach [ dzięki ojcu komuniście] być tak silnym człowiekiem. I tak mądrze mówić o własnym ojcu. Jego już nic pewnie w życiu nie zaskoczy...
Pietia po roku 1989 pracował w Intytucie Chemii Organicznej w Moskwie.... Kiedy po latach reszta rodziny, dzieci  wnuki, prawnuki spotkała się na "zjeździe rodzinnym w Toskanii,  Pietia powiedział...
.......że uważa to spotkanie za wielkie zwycięstwo nad losem.Dwie diabelskie siły sprzysięgły się, żeby nas unicestwić. Totalitaryzm niemiecki mordował, totalitaryzm sowiecki zabijał i niszczył ludzi, a także zrywał więzi między nimi. Pozbawiał nie tylko godności i poczucia bezpieczeństwa, ale także przynależności społecznej, rodzinnej tradycji, własnej tożsamości.

Ludzie wykorzenieni, ogołoceni z pamięci, przywiązań, wartości przekazanych przez poprzdnie pokolenia nie wiedzą , po co żyją, i nie mają nic do przekazania swoim własnym dzieciom.....


Ten ostatni cytat można z powodzeniem odnieść do czasów obecnych..... 

A teraz powiem dlaczego tak bardzo chciałam przeczytać tę książkę.....

W roku 1978 byłam z córką na wczasach w Zakopanem. Był listopad, zaczynała się zima.... mieszkałyśmy w Domu Bankowca,  należącego do centrali PKO.
W tym samym domu wypoczynkowym przebywała na wczasach starsza pani z wnuczką, równolatką mojej córki... dziewczynka chyba miała na imię Marta albo Magda, teraz już nie pamiętam.
Pani pracowała w PKO w Chorzowie albo Katowicach....w każdym razie  gdzieś w  tej wielkiej aglomeracji. Była bardzo miłą i ułożoną starszą panią, widać było dobrze wykształcenie i maniery, rozmawiał nam się bardzo przyjemnie, kiedy dziewczynki sie bawiły,  również   posiłki jadłyśmy przy wspólnum stoliku.
I ta pani nazywała się Ronikier....
nie wiem czy jest krewną, czy dalszą rodziną autorki książki,  
ale wpomnienie z Zakopanego zapadło mi w pamięci, po  latach widzę oczami pamięci tę postać....
Musiała mieć w sobie to COŚ....skoro utrwaliła się na mojej "kliszy pamięci"

18 września 2014

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY



z netu....


Mój tata urodził się na białostocczyźnie, w Jasionówce  koło Suchowoli, w tym samym roku co mama, był jej rówieśnikiem. Dziadkowie mieli gospodarstwo rolne i kilkoro dzieci, była bieda bo ziemia tam była niezbyt urodzajna....
Tato był najmłodszym dzieckiem,  i kiedy wybuchła wojna został również jak mama wywieziony na przymusowe roboty do Rzeszy.... miał 16 lat.
Pracował na roli, miał pod opieką  "oksy."..[ ochsen], 

Wół – wykastrowany samiec bydła domowego z rodziny parzystokopytnych, przeznaczony do opasania lub do prac polowych w zaprzęgu. Woły zazwyczaj są silne, mało agresywne i powolne..



Ale próbował z kolegami ucieczki..... wiadomo, że  była skazana na niepowodzenie. Młodzi zostali złapani, pobici w areszcie do nieprzytomności.....skutecznie wybito im z głowy  ucieczkę. Tato nigdy na ten temat nie chciał rozmawiać, , zbyt bolesna była dla niego ta sprawa. Ja dowiedziałam się o tym  poniekąd od taty kolegi, z którym wspólnie zaplanowali  ucieczkę..
Po zakończeniu wojny,  nie wrócił na rodzinne  gospodarstwo, ziemi było mało a rodzeństwa dużo, zrzekł się więc  swojej części na rzecz brata....a sam wyemigrował do Kalisza. Tutaj próbował zamieszkać, ale moja mama, która była jeszcze na wsi w J.  strzeliła focha.... . Więc tata pojechał na Dziki Zachód,  gdzie zaczął pracować  jako instruktor Nauki Jazdy, i wtedy postanowił przywieźć mamę.  Ta zgodziła się ale,  też z fochem....i  właśnie tutaj  zaczęło się ich wspólne życie.
Jako instruktor pracował krótko, potrzebni byli kierowcy , ..

Przedsiębiorstwo "Państwowa Komunikacja Samochodowa" utworzono na mocy Dekretu Rady Ministrów z dn. 16 stycznia 1946r. W czasie wojny okupant niemiecki zniszczył i skonfiskował całkowicie wszelkie zasoby taborowe w Polsce. Zlikwidowane zostały wszystkie istniejące przed wojną jednostki zorganizowanego transportu samochodowego.

więc zatrudnił się w PKS....Tam przepracował do emerytury. Był posiadaczem Brązowej, Srebrnej i Złotej Odznaki Wzorowego Kierowcy.
Pamiętacie instytucję "wzorowego kierowcy"? Ustanowiona w maju 1952 roku odznaka miała podkreślać istotną rolę kierowców w gospodarce narodowej i wyróżniać tych wzorowych. Dzisiaj Ministerstwo wraca do pomysłu. 



Kierowcą był ponoć świetnym, kiedy jeździł towarową Skodą z przyczepą ,miał tzw. pomocnika, ucznia, który się przyuczał do zawodu. Wiem,  że wszyscy młodzi z przyzakładowej szkoły przy PKS-sie chcieli z nim jeździć.Był bardzo opanowanym, spokojnym człowiekiem o wielkiej kulturze osobistej. Nigdy ale to nigdy nie słyszałam aby podniósł głos, albo posłużył się "łaciną"
A prawym człowiekiem był do bólu, nie zapisał się nigdy do partii, miał więc gorszy start niż jego koledzy, ale pozostał sobą i  był wierny swoim przekonaniom  do końca życia.
Był bardzo religijny, jako młodzieniec jeszcze przed wojną został Rycerzem Niepokalanej.... dokument  stwierdzajacy ten fakt  jest w posiadaniu naszej rodziny.... z nazwiskiem i imieniem, datą kiedy przystąpił i podpisem samego O. Maksymiliana Kolbe.




Rycerstwo Niepokalanej (łac. Militia Immaculatae, skrót M. I., dawniej Milicja Niepokalanej) – organizacja powstała w 1917z inicjatywy Ojca Maksymiliana Kolbe.
Spotkanie inauguracyjne odbyło się 16 października 1917 w obecności siedmiu członków założycieli. 28 marca 1919 papieżBenedykt XV udzielił członkom Rycerstwa Niepokalanej ustnego błogosławieństwa, a niedługo potem pisemne błogosławieństwo dał wikariusz generalny franciszkanów o. Dominik Tavani. Oficjalnego zatwierdzenia przez Kościół dokonał2 stycznia 1920 kardynał Bazyli Pompilj.
Od 1919 organizacja działa w Polsce, a 20 grudnia 1919 jej program oficjalnie zatwierdził biskup Adam Sapieha. W latach 90. XX wieku ilość polskich członków przekroczyła 1,6 mln osób. Centrum Narodowe Rycerstwa znajduje się wNiepokalanowie.
Od stycznia 1922 ukazuje się Rycerz Niepokalanej będący oficjalnym organem prasowym organizacji.
Statut tej organizacji jako podstawowy cel działalności wskazywał staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej. Założyciel szczególną uwagę przykładał do modlitwy za członków lóż wolnomularskich, których działalność postrzegał jako olbrzymie zagrożenie.
17 października 1997 r. Rycerstwo Niepokalanej zostało zatwierdzone przez Watykan jako stowarzyszenie publiczne międzynarodowe.


Jako rodzic sprawdzał się wspaniale, , choć prawie nigdy nie było go w domu. Ewenement ha ha... Wyjeżdżał  z PKS na tzw. trasy,  na kilka dni. Wtedy istniało przedsiębiorstwo PSK.... i gdy np wyjeżdżał z towarem  do Gdańska,  w drodze powrotnej w PSK musiał  szukać ładunku,  aby nie było pustych przebiegów. 
trasa nie zawsze pasowała idealnie, a towar trzeba było rozładować i załadować nowy, więc trwało to zawsze kilka dni.
Pamiętam wrocławski PSK w pobliżu dworca, bo czasami jeździłam tam  z tatą.
Ale na poczatku prowadził autobusy,   bardzo się obawiał o życie pasażerów, że może im sie stać jakaś krzywda w razie wypadku, a tych przecież było dużo.... więc przeszedł na transport towarowy.
Prawie z każdej podróży coś mi przywoził....najpierw zabawki, celuloidowe ; miałam konika, łabędzie, krokodyla, małpę,  kota w butach, takie, o  tego typu....


....książki, które zachłannie czytałam, a później  to były np buciki, takie  prawdziwie dziewczęce, bo do tej pory to  chodziłam w trzewikach skórzanych. Dostałam też piękny wiklinowy koszyk, kiedy nastała moda na koszyki, taki jak ten z lewej strony...


 
 Było też chińskie pióro, turkusowe , na atrament, a pisałam zielonym :).... miałam je pierwsza w klasie...pożyczyłam je  kiedyś koleżance i już do mnie nie wróciło....
wiele rzeczy straciłam przez  to pożyczanie...niestety....


A kiedy w szkole ,  na liternictwie profesor zalecił kupić specjalne pędzle kałanki, to tylko ja jedna takie miałam,  wyobrażam sobie mojego tatę  biegającego po Warszawie czy Wrocławiu za kałankiem dla córeczki....  choć tylko wiedział , to pędzel.... 
Tata  był bardzo muzykalny, pięknie śpiewał, grał na organkach, miał takie firmowe,  dwustronne, jako dziecko nie mógł się uczyć grać na żadnym instrumencie, więc kiedy miałam 5-6 lat, kupił mi pianino , aby spełnić swoje marzenia z dzieciństwa.
Żeby  sprawdzić czy będzie mi się nauka na pianinie  podobać, zatrudnił  starszą panią, szlachciankę,  którą wojna rzuciła również na ziemie odzyskane. Nie miała pracy, utrzymywała się więc z dawanych lekcji muzyki czy języka. Ja nazywałam ją "graczką".. Przychodziła do nas do domu,  mnie kazała grać gamy i wprawki, a sama siadała ze szklanką  gorącej herbaty i ciastem w ręku, i odpływała.... Nie lubiłam jej , bo była wyniosła., bez spokojnego  podejścia do dzieci....Ale skoro lekcje były zapłacone [ w postaci worka ziemniaków czy węgla, który tata zawoził jej na sankach do domu] trzeba było siadać do pianina. Mama się nie wtrącała, uważała tę naukę  jako taty fanaberię a moje granie nazywała brzdąkaniem....... a ja pewnego dnia miałam dość., i postanowiłam w tym czasie kiedy miała przyjść "graczka" zamknąć się w ubikacji na półpiętrze. Na nic były wołania abym wyszła.... nie i nie...
no i mój  kochany tata, skoro lekcja była już zapłacona  sam siadł do pianina.....
efekt był wymierny, , bo stwierdził , że mnie graczka nic nie nauczy.....i ją odprawił.
Dopiero kiedy miałam 10 lat poszłam do normalnej szkoły muzycznej..... na popisy czyli tzw. wywiadówki chodził tata, mama nie była nigdy.... a mnie tak brakowało tej maminej opieki,  występowaliśmy na scenie w  auli szkoły  muzycznej,  lub w Teatrze Zdrojowym w Szczawnie Zdroju, koleżankom mamusie poprawiały kokardy we  włosach, wygładzały falbanki sukienek.... a mój tata był na widowni i cieszył się z moich występów , ale mamy nie potrafił zastąpić.
Chodzilismy też razem i do kościoła i na poranki do kina. Tata zakładał garnitur i kapelusz , podawałam tacie rękę i szłam dumna obok niego.
Pamiętam jeden  film.... Rękopis  znaleziony w Saragossie...

Rękopis znaleziony w Saragossie – polski film fabularny z 1964 roku w reż. Wojciecha Jerzego Hasa nakręcony według powieści Jana Potockiego.


W Polsce film emitowany był w pełnej wersji trwającej 180 minut. W USA oraz Wielkiej Brytanii film został skrócony do 152 i 125 minut. W latach 90. Jerry Garcia, Martin Scorsese i Francis Ford Coppola sfinansowali remastering oryginalnej kopii filmu, który już odrestaurowany ukazał się na VHS oraz DVD w 2001. Wielu światowych twórców, w tym Martin Scorsese[1], Luis Buñuel, David Lynch, Lars von Trier, Harvey Keitel oraz pisarz Neil Gaiman uważa go za jeden z najwybitniejszych filmów kina światowego[2].
 Były tam jakiejś sceny,  nie pamiętam ... erotyczne, rozbierane....  i  widzę oczami wyobraźni zażenowanie mojego taty.... że zabrał mnie  właśnie na taki film...


a teraz kilka fotografii z szuflady...


na ćwiczeniach.... tata był  czołgistą



a to już któryś z pochódów pierwszomajowych....

za swoim kółkiem...

śniadanie przy pracy....

przy swojej Karosie, czy Skodzie.... nie wiem....



 to na skwerku w Suchowoli....i słynna taty czarna teczka, stojąca na ławce... nosiłam ją później do szkoły, była solidna, skórzana ....

a to w naszym ogrodzie, tata kochał przyrodę, sadził i pielęgnował kwiaty...


Chwile piękne, zatrzymane w pamięci, pozostaną juz tylko w pamięci.... tata odszedł do Domu Ojca dwadzieścia lat temu.
W podziękowaniu za życie i  wychowanie mogę mu tylko zapalić świeczkę, co też w moim i swoim imieniu czyni jego wnuczka. No i wspomagać go modlitwą, bo i on mnie wspomaga. Kiedy w chwilach kryzysowych, jest mi ciężko , zwracam siędo niego  o pomoc  - i zawsze ją otrzymuję.
Jest to stan spokoju ducha.... i czuję się wówczas tak jakbym szła obok niego i trzymała go za rękę. Piękną , ojcowską, silną dłoń.....

  
Nauczyłeś mnie, Tato,

kochać, wybaczać,

iść z podniesioną głową

przez bezdroża

codzienności.


Nauczyłeś mnie, Tato,

wierzyć mimo wszystko,

że los się odmieni.

I się odmienił.


Dziś, pochylona

nad Twoim grobem,

zapalam świeczkę.

Dziękuję Ci, Tato.

wiersz autorstwa Anety Kulisz



12 września 2014

JESIEŃ...... MGŁA I DESZCZ





JESIEŃ

Rozełkała się jesień łzami dżdżu mętnemi,
W mgle zdrętwienia śpią mroczne, zasępione łany...
Ucichło we mnie wszystko, padło w mrok podziemi.
Drzwi, co w świat czucia wiodą, głucho się zawarły,
Jestem jak serce gwiazdy wystygłej, umarłej,
Gdzieś dawno przed tysiącem wieków zapomnianej.

Na rany duszy kładzie mgła wilgotne płótna,
Co koją ból. Usnęła pamięć i sumienie.
Jest mi, jak gdyby nigdy troska ni myśl smutna
Nie była duszy biczem ni ogniem, co pali.
Dobrze jej w znieczuleniu... Niech śpi! Ból hen -- w dali.
Niechaj nie wstaje słońce -- bo cichsze są cienie...

A teraz tylko cienia pragnę, tylko ciszy,
By się nie zbudził potwór ciemny i ponury,
Co duszy mej widnokrąg zaległ. Gdy usłyszy
Dźwięk, gdy go zbudzi blask, zwraca swe lice
Ku mnie i z oczu krwawych ciska błyskawice,
Śmieje się gniewnie, jakby grzmot przebiegał chmury.

Woła szyderczo, świecąc ślepi szkliwem białem,
Żem grzechy swe, miast zabić, stroił w tęcz odzienie,
Ze miałem iść przez ciernie, a ja -- tchórz -- zostałem,
Żem wielkich pragnień ptaki zabił podłą dłonią,
Co wyrzut mają w oczach, mrąc, lecz się nie bronią...
Niechaj nie wstaje słońce -- bo cichsze są cienie

Teraz śpi potwór. Jesień płacze łzy mętnemi,
W mgle zdrętwienia śpią mroczne, zasępione łany...
Ucichło we mnie wszystko, padło w mrok podziemi.
Drzwi, co w świat czucia wiodą, głucho się zawarły.
Jestem jak serce gwiazdy wystygłej, umarłej,
Gdzieś dawno przed tysiącem wieków zapomnianej.
Leopold Staff




TAKI WIDOK MAM Z OKNA SYPIALNI






jednym słowem.... SMĘTNIE

10 września 2014

WSPOMNIENIA Z SZUFLADY..... MAMA



Moja mama i tata



Na rysunku mały domek
w domku dzieci śpią.
A na niebie tuż nad domkiem
gwiazdki dwie świecą.
Mama to ta gwiazdka mała,
drugą tata jest
Kiedy mama czasem mrugnie,
powtarza jej gest.
W zimnym świecie dają sobie
ciepło świecąc wraz.
A tym wszystkim obdarują dzieci,
 czyli nas.






MAMA.....

urodziła się na wsi pod Łuckiem w obwodzie wołyńskim....miała starszą siostrę i młodszego brata, mieszkała z mamą....nie pamiętam aby wspominała o swoim tacie....
Tak naprawdę, to żałuję,  że nie zapisywałam wspomnień swojej mamy, choć tych opowieści było bardzo mało, tak jakby mama chciała wymazać pewne fragmenty swojego życia z pamięci.Skończyła trzy klasy szkoły podstawowej....
Pracowała na wsi dorywczo , a to w polu u obszarników jak mówiła, albo u żydów, sprzątając, zapalając ogień na szabas....
Miała 16 lat kiedy wybuchła wojna, zaraz na jej początku została wywieziona z siostrą na przymusowe roboty do Niemiec.Do swojego domu rodzinnego nigdy już nie wróciła. I podkreślała,  że chyba sam Pan Bóg ją skierował na te roboty, bo nie przeżyła tragedii  rzezi wołyńskiej jak jej brat i mama..
Pobyt w niemczech jak opowiadała miała znośny, z racji tego , że potrafiła wyszywać , robić na drutach, bauerka nie pozwalała jej pracować w polu czy oborze..... robiła więc  swetry, czapki, rękawiczki, szyła, ubierała lalki..... tak tak, te lale siedziały później w pięknych sukniach w sypialniach na łóżkach. A dom bauerów był bardzo duży, wielopokoleniowy....
Nie narzekała więc na swój los za bardzo,  bo miała o wiele lepiej niz jej siostra i inni przymusowi robotnicy pracujący na gospodarstwie. 
Tam też , w tymże gospodarstwie pracował mój przyszły tata, tam się poznali.
Jednak po wyzwoleniu nie miała już gdzie wrócić....granica się przesunęła, Wołyń włączono do imperium.....
Dlatego też z którymś tam transportem pojechała w bydgoskie, na wieś, gdzie wracali jej towarzysze niedoli do swoich rodzin, tak trafiła na wieś J. niedaleko Wyrzyska.....
W rodzinie która ją przyjęła było chyba 8 dzieci, gospodarstwo na tamten czas bardzo duże, więc pracy miała sporo. Pilnowała dzieci, chodziła w pole, do kopania torfu no i robiła na drutach....
 Mój tato , który też nie wrócił w swoje rodzinne strony, tylko wyjechał na Dziki Zachód..... namówił ją aby przyjechała do niego.... 
no i tak to się zaczęło to ich wspólne  życie,  w jednym pokoiku na trzecim piętrze,  bez kuchni, a biały obrus  leżący w dzień na stole służył w nocy za prześcieradło....

z koleżanką żydówką jeszcze na Wołyniu

a to już na przymusowych robotach w Niemczech , z koleżankami

a to po przyjeździe do Polski , okolice Wyrzyska  
tutaj ze mną i naszą małą sąsiadką

2 września 2014

MILĘCICE - GEPPERSDORF






Witamy !
Kwestia, gdzie w Milęcicach znajdowała się filia hitlerowskiego obozu koncentracyjnego Gross – Rosen jest w dalszym ciągu otwarta i badana. Z całą pewnością nasze przypuszczenie, że mogła się ona mieścić w gospodarstwie zamieszczonym na zdjęciu jest nieprawdziwe. Dzięki nowym informacjom uzyskanym, między innymi od mieszkańców Milęcic, już niedługo możliwe będzie precyzyjne określenia tego miejsca, o czym poinformujemy.
Z poważaniem
R. Primke, M. Szczerepa


taki komentarz dostałam ostatnio do tego postu:

MILĘCICE ....

serdecznie dziękuję Redaktorom za tę wiadomość, i  z niecierpliwością czekam na kolejną informację...
pozdrawiam serdecznie