29 maja 2014

DOPISEK..... DO KRESOWEJ ATLANTYDY


Akwarela Maryli Wolskiej.




w Kresowej Atlantydzie są ukazane następujące  miasta i okolice :

Lwów, Stanisławów, Tarnopol,Brzeżany, Borysław,Truskawiec, Jaremcze, Worochta, Skole, Morszyn,Zaleszczyki, Kosów, Chodorów, Kałusz oraz Abacja....

niestety Wileńszczyzny nie ma, być może ukażą się kolejne tomy z tymi stronami...

STOROŻKA




Biurko Maryli Wolskiej w domu na Storożce





zdjęcia pochodza z internetu...

28 maja 2014

KRESOWA ATLANTYDA .... I ŁABĘDZIE



Trochę ostatnio nazbierało  nam  się spraw do załatwienia w związku z czym trzeba było pojeździć po okolicy....Były sprawy mniej i bardziej przyjemne jak to w życiu bywa, wizyty u lekarza, zakupy przemysłowe....
Z wyjazdów pozostały  przy okazji fotografie, zatrzymane  w kadrze chwile, ulotne i niepowtarzalne.


Sobota, cmentarz ewangelicki, pisałam o nim  TUTAJ

po roku czasu tak wygląda zapowiadany plac zabaw dla dzieci...







Natomiast na stawie nieopodal obserwowaliśmy "Jezioro łabędzie" wprawdzie nie Czajkowskiego ale w wykonaniu rodzimych łabędzi....







No i coś dla ducha, udało mi się wypozyczyć wspaniałą trylogię....




zdjęcia nieszczególne, bo na dworze  mroczno i ciemno,   natomiast  treść książek wprawiła mnie w zachwyt, [ to moje ukochane klimaty] ,  są opisywane kolejne miasta i miejscowości na Kresach, żyjący wówczas ludzie, ich obyczaje, stroje, parady wojskowe, sanatoria....
jest cała masa nieznanych dotąd zdjęć, jest ukochana przez Marylę Wolską,  Storożka...

W międzyczasie wydziergał się cienki szal , na drutach kolejny, ale muszę poczekać na lepsze warunki do zdjęć.




26 maja 2014

DZIEŃ MATKI


Takie życzenia dostałam dziś od mojej córki..... łezka mi  się w oku zakręciła z radości i szczęścia....
mam wspaniałą, mądrą córkę,  z której jestem dumna....



21 maja 2014

SŁOMIANY WDOWIEC





Z Pamiętnika Słomianego wdowca

Zostałem sam. Żona wyjechała na tydzień. Całkiem przyjemna
odmiana. Myślę, że razem z psem miło spędzimy te dni.

Poniedziałek

DOKŁADNIE zaplanowałem rozkład zajęć. Wiem, o której będę wstawał,
ile
czasu poświęcę na poranną toaletę i śniadanie.
Policzyłem, ile zajmie mi zmywanie, sprzątanie, wyprowadzanie psa,
zakupy i gotowanie.

Jestem miło zaskoczony, że mimo wszystko zostaje mi mnóstwo wolnego
czasu. Nie wiem, dlaczego prowadzenie domu jest dla kobiet takim
problemem, skoro można tak szybko się z tym uporać.
Wystarczy odpowiednio zorganizować sobie pracę.

Na kolację zafundowałem sobie i psu po steku.
Żeby stworzyć miły nastrój, ładnie nakryłem do stołu.
Ustawiłem wazon z różami i zapaliłem świecę.
Pies na przystawkę dostał pasztet z kaczki, potem główne danie
udekorowane warzywami, a na deser ciasteczka.
Ja popijam wino i palę dobre cygaro.
Dawno nie czułem się tak dobrze.
;;

Wtorek

MUSZĘ jeszcze raz przemyśleć rozkład dnia. Zdaje się,
że wymaga kilku drobnych poprawek.
Wyjaśniłem psu, że nie codziennie jest święto, dlatego nie może się

spodziewać, że zawsze będzie jadł przystawki i inne dania z trzech
różnych misek, które ja muszę myć.

Przy śniadaniu zauważyłem, że picie soku ze świeżych pomarańczy
ma jedną zasadniczą wadę. Za każdym razem trzeba potem myć
wyciskarkę.
Jak rozwiązać ten problem? Trzeba przygotować sok na dwa dni - wtedy
wyciskarkę myje się dwa razy rzadziej.

Odkrycie dnia: parówki można odgrzewać w zupie. W ten sposób ma się
jeden garnek mniej do zmywania.
Na pewno nie będę codziennie biegał z odkurzaczem tak jak chciała
żona.
Raz na dwa dni to aż nadto. Muszę tylko pamiętać, żeby zdejmować
buty, a
psu wycierać łapy. Poza tym czuję się świetnie



Środa

Mam  wrażenie, że prowadzenie domu zajmuje jednak więcej czasu,
niż przypuszczałem. Będę musiał zrewidować swoją strategię.
I tak: przyniosłem z baru kilka gotowych dań - w ten sposób
nie stracę w kuchni aż tyle czasu. Przygotowanie posiłku nigdy nie
powinno trwać dłużej niż jedzenie.

Kolejny problem to słanie łóżka. Najpierw trzeba się z niego
wygrzebać, potem wywietrzyć sypialnię, a na końcu jeszcze równo
ułożyć
pościel - zawracanie głowy. Nie uważam, żeby codzienne
słanie łóżka było konieczne, zwłaszcza, że i tak wieczorem człowiek
musi
się do niego położyć. W sumie wydaje się, że jest to czynność
zupełnie
pozbawiona sensu.

Zrezygnowałem też z przygotowywania osobnych posiłków dla psa i
kupiłem
gotowe jedzenie w puszkach. Pies trochę się krzywił, ale cóż... Skoro
ja
mogę się obyć bez domowych obiadków, on też nie powinien grymasić.


Czwartek

KONIEC z wyciskaniem soku z pomarańczy! To nie do wiary, że z tym
niewinnie wyglądającym owocem jest aż tyle zachodu. Kupię sobie gotowy

sok w butelkach.

Odkrycie dnia: udało mi się przespać noc i wysunąć się z łóżka
prawie
nie naruszając pościeli. Rano musiałem tylko wygładzić narzutę.
Oczywiście jest to kwestia wprawy i w czasie snu nie można się za
często
przewracać z boku na bok. Trochę bolą mnie plecy, ale gorący prysznic
powinien pomóc.

Zrezygnowałem z codziennego golenia, bo to zwykła strata czasu. Zyskałem

przez to cenne minuty, których moja żona nigdy nie traci,
bo nie ma zarostu.

Kolejne odkrycie: nie ma sensu za każdym razem jeść z czystego talerza.

Ciągłe zmywanie zaczyna mi działać na nerwy.
Pies też może jeść z jednej miski... w końcu to tylko zwierzę.

UWAGA: doszedłem do wniosku, że odkurzać trzeba najwyżej raz w
tygodniu.
Parówki na obiad i na kolację.


Piątek

KONIEC z sokiem pomarańczowym! Za dużo dźwigania.
Odkryłem następującą rzecz: rano parówki smakują całkiem nieźle,
po południu gorzej, a wieczorem w ogóle.
Poza tym, jeśli żywić się nimi dłużej niż przez dwa dni z rzędu,
mogą
wywoływać lekkie mdłości.

Pies dostał suchą karmę. Jest równie pożywna, a miska nie jest
popaćkana.

Z kolei ja zacząłem jeść zupę prosto z garnka. Smakuje tak samo,
a nie trzeba brudzić talerza ani chochli. Teraz już nie czuję się tak,

jakbym był automatyczną zmywarką do naczyń.

Przestałem wycierać podłogę w kuchni. Ta czynność irytowała mnie
tak samo jak słanie łóżka.

UWAGA: Żegnajcie puszki!!! Nie będę brudził sobie otwieracza.



Sobota

Po co wieczorem zdejmować ubranie, skoro rano znów trzeba je włożyć?
Zamiast marnować czas, lepiej trochę dłużej poleżeć.
Przy okazji można zrezygnować z kołdry i odpadnie kłopot z jej porannym

układaniem.

Pies nakruszył na podłogę. Zbeształem go. Powiedziałem, że nie
jestem jego służącym.
Dziwne - nagle zdałem sobie sprawę, że moja żona też tak czasem
do mnie mówi.

Powinienem dziś się ogolić, ale jakoś nie mam ochoty.
Nerwy mam napięte jak postronki.
Na śniadanie zjem tylko to, co nie wymaga rozpakowywania, otwierania,
krojenia, smarowania, gotowania ani mieszania.
Wszystkie te czynności doprowadzają mnie do rozpaczy.

Plan na dziś: obiad zjem prosto z torebki, nachylony nad zlewem. Żadnych

talerzy, sztućców, obrusów i innych głupot.
Trochę bolą mnie dziąsła. Pewnie jem za mało owoców, ale nie chce mi
się
ich taszczyć ze sklepu. Może to początek szkorbutu?

Po południu zadzwoniła żona i spytała, czy umyłem okna i zrobiłem
pranie. Wybuchnąłem histerycznym śmiechem.
Powiedziałem jej, że nie mam czasu na takie rzeczy.

Jest pewien problem z wanną. Odpływ zatkał się makaronem.
Ale niespecjalnie się martwię. I tak przestałem się kąpać.

UWAGA: jem teraz razem z psem, prosto z lodówki. Musimy się spieszyć,
żeby zbyt długo nie trzymać jej otwartej.



Niedziela

OGLĄDALIŚMY z psem telewizję z łóżka. Na ekranie różni ludzie
zajadali
przeróżne smakołyki, a my tylko z zazdrością przełykaliśmy
ślinkę.
Obaj jesteśmy osłabieni i drażliwi. Rano zjedliśmy coś z psiej miski,
ale żadnemu z nas to nie smakowało.

Naprawdę powinienem się umyć, ogolić, uczesać, zrobić psu jeść,
wyjść z
nim na spacer, pozmywać, posprzątać, pójść po zakupy,
ale po prostu nie mogę wykrzesać z siebie dość sił.
Mam problemy z utrzymaniem równowagi, zaczyna szwankować wzrok.
Pies zupełnie przestał merdać ogonem.

Pchani resztką instynktu samozachowawczego, wyczołgujemy się z łóżka
i
idziemy do restauracji, gdzie przez ponad godzinę jemy różne pyszności.

Korzystamy z wielu talerzy, bo przecież nie musimy ich myć.
Później lądujemy w hotelu. Pokój jest wysprzątany, czysty i przytulny.

Wreszcie znalazłem sposób na zmorę tych okropnych domowych
obowiązków.

Ciekawe, czy kiedykolwiek przyszło to do głowy mojej żonie?


14 maja 2014

ZAGRODNO ...ADELSDORF....KOŚCIÓŁ






O pałacu w Zagrodnie juz pisałam, dzisiaj natomiast przedstawie  Kosciół Matki Boskiej Nieustającej Pomocy i Chrystusa Króla

...Kościół parafialny MB Nieustającej Pomocy, wzmiankowany w 1318 r., obecny wzniesiony w latach 1789-1792. Jego jednonawowe wnętrze, na planie krzyża, jest wielką salą z emporami, nakrytą w części środkowej płaską kopułą. Projekt kościoła opracowany przez K. G. Langhansa został zrealizowany przez Mohrenberga z Legnicy. W kaplicy grobowej zachowały się dwa kamienne sarkofagi z końca XVIII w. 

Najstarsze wzmianki o kościele pochodzą z początku XIV w. Obecny kościół został wybudowany w latach 1789-1792. Zaprojektował go Carl Gotthard Langhans, a budowniczym był Mohrenberg z Legnicy. W drugiej połowie XIX w. budynek odrestaurowano. Remont przeprowadzono w kościele w 1976 r.
Kościół jest murowany, na planie krzyża, jednonawowy. Zakrystia jest umieszczona wewnątrz. Świątynia pokryta jest mansardowym dachem, natomiast część środkowa nakryta płaską kopułą. Od strony wschodniej dobudowano kwadratową wieżę z kopulastym hełmem. Wewnątrz świątyni wybudowano empory na planie owalu. W kościele zobaczyć można klasycystyczny wystrój z końca XVIII w., m.in. ołtarz główny z obrazem Matki Boskiej z Dzieciątkiem oraz ambonę.
Parafia p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy i Chrystusa Króla

tak wyglądał na starej widokówce....




widokówki ze strony

architektem budowli był CARL GOTTHARD LANGHANS, który również zaprojektował Bramę Brandenburską.... oraz kosciół ewangelicki Św. Zbawiciela....w Wałbrzychu. Przyznam,  że mieszkałam tam 60 lat , znałam dobrze w/w kosciół ale nie wiedziałam kto był jego twórcą....



 jako ciekawostka ...przechodziłam obok tego koscioła  dwa razy w tygodniu idąc do szkoły muzycznej, która znajduje się  w jego pobliżu...

Dzisiaj przy tak zwanej "okazji" zrobiliśmy kilka zdjęć w Zagrodnie, gdzie proboszczem jest ksiądz Roman  Zoń....
Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem prac wykonanych przez księdza Romana / nota bene naszego przyjaciela/ . Kościół i otoczenie jest odnowione, zadbane, zreszta najlepiej zobrazuja to zdjęcia...
Ksiądz Roman  zasługuje  na miano Mecenasa zabytków.... bardzo rzadko spotyka się tak zadbany i kościół i otoczenie. To własnie  tutaj  w Zagrodnie byliśmy w ubiegłym roku na opłatku.... w pięknej sali parafialnej , ze sceną, kuchennym zapleczem.....



chrzcielnica z 1522 roku
obraz namalowany na podstawie orginału pędzla Leonardo do Vinci


Archanioł Michał

Archanioł Rafał

serca ze starych dzwonów,  odnalezione na strychu i 
odrestaurowane przez księdza Romana, -  dzwony jak wiadomo w czasie wojny szły na przetopienie i  pozyskany z nich spiż  zasilał fabryki  broni.
Nowe dzwony zostały ufundowane przez parafian ,  i w roku 1997 w czasie pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny zostały poświęcone przez Papieża w Legnicy. Największy dzwon dostał imię Chrystusa Króla, waży 1300 kg, drugi mniejszy nosi imię MB. Nieustającej Pomocy, a najmniejszy to dzwon Jana Pawła II.
O poświęceniu mówi właśnie ta tablica wmurowana w kruchcie...

W kruchcie pod wieżą, znajduje się renesansowa kamienna chrzcielnica z 1522 r., pochodząca  ze starego kościoła. Nad chrzcielnicą wiszą serca dzwonów. Cmentarz pochodzi z XIV w. Został poszerzony w okresie budowy nowej świątyni. Znajduje się na nim kaplica grobowa z początku XIX w. należąca do von Reibnitzów. Przed wejściem do niej usytuowano dwa kamienne sarkofagi z końca XVIII w. W murze cmentarnym zachowały się ponadto nagrobki byłych mieszkańców "Lange Gasse".  















ostatnia Księżna na zamku w Zagrodnie pragnęła być pochowana obok swojego męża...pragnieniu stało się zadość i prochy Księżnej spoczęły w rodowym grobowcu



MIŁOŚC NIGDY NIE USTAJE






Matka Boska Nieustającej Pomocy – wizerunek (ikonaMatki Bożej –Najświętszej Maryi Panny, patronki najbardziej smutnych i potrzebujących, którzy odczuwają szczególnie potrzebę miłości i opieki. 23 czerwca 1867 r. nastąpiła uroczysta koronacja Obrazu Matki Bożej Nieustającej Pomocy. 27 czerwcaobchodzony jest jako dzień poświęcony Matce Bożej Nieustającej Pomocy.
Matka Boska Nieustającej Pomocy jest szczególnie czczona w Kościele Starokatolickim Mariawitów, który za jedno z podstawowych swoich zadań stawia właśnie wzywanie nieustającej pomocy Najświętszej Maryi Panny.
wikipedia