27 marca 2014

TU JEST MOJE SERCE....




Ile razem dróg przebytych?

Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?

Ile listów, ile rozstań,
ciężkich godzin w miastach wielu?
I znów upór, żeby powstać
i znów iść, i dojść do celu.

Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?
Ile chlebów rozkrajanych?
Pocałunków? Schodów? Książek?

Ile lat nad strof stworzeniem?
Ile krzyku w poematy?
Ile chwil przy Beethovenie?
Przy Corellim? Przy Scarlattim?

Twe oczy jak piękne świece,
a w sercu źródło promienia.
Więc ja chciałbym twoje serce
ocalić od zapomnienia.
Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński



  Chcę ocalić od zapomnienia te ulotne chwile, kiedy porankiem przemierzam polną drogę wraz z  pierwszymi  promieniami słońca. 
Mogę  zachwycić się zapachem mokrej ziemi, kwitnącej tarniny , poczuć na twarzy delikatne podmuchy ciepłego wiatru.....
wtedy czuję,  że moje życie własnie  tutaj nabrało sensu, 
Wystarczy wziąć smycz w rękę i wyjść z domu z głośnym radosnym szczekaniem....idziemy na spacer....
Od kiedy poranki są już cieplejsze i jasniejsze,  wędruję sobie z moją psiną przed siebie....właśnie tą polną drogą....











to jest własnie moje miejsce na ziemi:

Każdy szuka na ziemi swego miejsca.
Szpaki w sadach budują setki gniazd.
w lasach mają swe nory zwierzęta,
a my czoła wznosimy do gwiazd.

W moim kraju, gdzie życie przyszło nowe
w nocy świeci gwiaździsty Wielki Wóz.
Moje miejsce jest tutaj przy Tobie
Ojczyzno białych brzóz.

Moje miejsce na ziemi tu,
gdzie z popiołów odrodził się dom.
Pośród wichrów, obłoków i dróg,
które rzeźbił wiosenny grom.

Moje miejsce na ziemi tu,
gdzie swej matki całowałam dłoń
i żegnałam znajomy róg,
i witałam swój stary dom.

Każdy szuka wśród bliskich zrozumienia.
Nawet wróble proszą nas o chleb.
My niesiemy przez życie marzenia.
Naszą miłość dajemy i gniew.

W moim domu na ścianie wiszą razem
złote zioła i skrzypce ciche już
Wisi szabla z wyrytym rozkazem:
"Dla Ojczyzny serce złóż!"

Moje miejsce na ziemi jest tu,
gdzie z popiołów odrodził się dom,
pośród wichrów, obłoków i dróg
które rzeźbił wiosenny grom.

Moje miejsce na ziemi jest tu
gdzie swej matki całowałam dłoń
i żegnałam znajomy próg,
i witałam swój stary dom.
 

26 marca 2014

MOJE PRACE






Już dosyć dawno skończyłam te moje dziergadła, ale jakoś nie miałam czasu je sfotografować, odkładałam na bok i brałam się za kolejne.... obecnie mam zaczęte trzy .....:)
ale skoro na parterze  jeszcze wszystko w trakcie lutowania, skręcania, spawania  itd.....to muszę się czymś zająć, choć przyznam,  że już bardzo mi tęskno do urządzania i dekorowania przyszłych pomieszczeń. Kiedy wybieramy się gdziekolwiek,  zawsze zahaczamy o targowiska, komisy..... tam zazwyczaj  coś dla  siebie   wyszperam do przyszłej kuchni . Bo będzie ona na miarę możliwości taka typowo wiejska....ze starymi kubkami, talerzami,  może starym czajnikiem...zastanawiam się również  nad wystrojem okien,  bo mają głębokie wnęki, więc jakie firanki w nich powiesić.Zasłonki też muszą być, bo to parter i od strony  sąsiada niski.
Tak więc na razie drutowo i szydełkowo....


bambus z jedwabiem




bawełna


wstążeczkowa



Bo nie jest światło, 
by pod korcem stało,
Ani sól ziemi 
do przypraw kuchennych,
Bo piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy, praca - by się zmartwychwstało.
Cyprian Kamil Norwid

24 marca 2014

KOGUT





Kogut ze wsi R.    jest najprawdziwszy z prawdziwych , mieszka we własnym  gospodarstwie, choć pewnie z racji  "szlachectwa " powinien mieszkać w prawdziwym pałacu.
W ogóle ten dom był już przeze mnie opisywany o   TUTAJ
Wtedy była zima ale i tak otoczenie sprawiało wrażenie bajkowego, takiego nie z tego świata, teraz jest podobnie.
Zimą na balkonie królowała kaczka, a teraz balkon zaanektował kogut ze swoim haremem....
















" Kogut "

Codziennie o tej samej porze
robi pobudkę kogut na dworze
i pieje: Kukuryku! Kukuryku!;
wstawajcie pobudka w kurniku...

Nastroszony chodzi lwa udaje,
bo panem podwórka się zdaje,
dlatego lepiej nie zaprzeczać,
gdyż dziobie - lepiej uciekać...

Ostrogi ukazuje, ogon puszy
i pełnią glorii na wsi się cieszy,
a duma go rozpiera oraz zdobi
jak za dobrego rządcę uchodzi!

Dla znajomego koguta piszę
wiersz - za postawę go cenię;
bo lepsze jest piękne pianie
aniżeliby bez jajek gdakanie...

2010-10-06   Aleksandra Baltissen


MOTYL


Choć za oknem dzisiaj deszcz ze śniegiem, szaro - buro i zimno , to w momencie otworzenia poczty zrobiło się piękniem i  wiosennie. A to za sprawą Wielkiego Przyrodnika, który podesłał mi tego cudnego, wiosennego motyla na bratku....
proszę podziwiać...

Fallar....


23 marca 2014

WIOSENNA NIEDZIELA....






Znalazłam wiosnę 


Znalazłam wiosnę, jest skromna, ulotna, 
będzie jej więcej, już otwieram okna 
i wołam, przyjdź do mnie, ja czekam tutaj 
na radość i szczęścia ruczaj. 

Byłoby pięknie, nie tylko w kolorach, 
nie tylko w zapachach aż do wieczora, 
a także i w nocy czuć wiosny rozkosz 
tulić ją w ramionach mocno. 

Jutro też pójdę szukać jej uroków, 
na łące za domem poczekam do zmroku, 
posłucham ptaków śpiewania na niebie 
i marząc wrócę do siebie. 

Znalazłam wiosnę, jest skromna, ulotna, 
jutro wejdzie jej więcej przez wszystkie me okna 
i z uśmiechem się wszędzie rozgości 
ku mojej Wielkiej Radości .

5.III.07 
Ewa Willaume- Pielka 
    


słuchaliśmy i my tego wiosennego hymnu, przemierzając mokradła nad strumykiem....chłonąc mokry zapach ziemi, 




proszę zwrócić uwagę na okno z szybą na sznurku :)





miłość Natury

Na spacer życia... 

Wiosenny w Tobie uśmiech odnajdę, 
Nasączę go przebiśniegów bielą, 
I przyodzieję codzienności tydzień, 
By słoneczną stał się niedzielą. 

Bo chcę Cię uśmiać pogodą, 
Poprowadzić pewnie ku wiośnie, 
Za dłoń Cię chwycić i biec, 
We dwoje zawsze radośniej. 

Na spacer życia wyjdziemy razem, 
Oczy ciesząc ptasim uniesieniem, 
Alejki wiosną pachnące zwiedzając, 
Od losu w dłoniach z zaproszeniem.
  
  
W fontannach dni przyszłych, 
Dłonie moczyć będziemy wracając, 
Spędzimy te chwile we dwoje, 
Wiosną się uśmiechając. 

/10.03.2007/ 


 autor :Ajej
  
  10:14 10.03.2007
  IP: 83.30.110.219

19 marca 2014

WIOSNA ????





W poszukiwaniu wiosny ruszylismy " w plener" wprawdzie po drodze do sklepu ale zawsze....:)
i co ? 
znalazłam kwitnącą magnolię.... kilka kwiatków nad strumykiem.... może mało , ale zwiastuny są.... na naszym bzie pojawiły się pierwsze pąki....
czyli wiosna....już jutro ....

pewna Panna Tulipanna pozna pewnie miejsce...




a zmieniając temat...
natrafiłam na pewien blog, i temat...
cytuję
"

gen patologiczny

Jestem w szoku. Właśnie zmarnowałam czas na czytanie największych bzdur świata.
Geny to potęga.
Geny patologiczne są silniejsze od naszych starań, od dawania przykładu.
Autor tej myśli chyba się trochę zagalopował w swoich rewolucyjnych poglądach. Nie odeślę Was Drodzy Czytelnicy do strony na jakiej przeczytałam ten przewrotny tekst, gdyż nie uważam, iż jest warty poświęcenia choćby jednej chwili. Jednakże gdybyście przypadkiem na niego trafili (bądź temu podobne) to informuję Was Kochani, że gen patologiczny nie istnieje!
Nawet w przenośni nie ośmieliłabym się użyć takiego terminu...

ponieważ swego czasu pisałam na ten temat, to może i  mnie  ten tekst dotyczy....:)
nie wiem skąd w młodych tyle arogancji i samouwielbienia , że jest się tym "najmądrzejszym, wszystkowiedzącym"
temat jest do dyskusji, bo pewnie różne strony mają na ten temat swoje osobiste zdanie, ale trzeba mieć trochę osobistej kultury do takiej dyskusji... nie tylko napisać..że to najwieksze bzdury swiata.
nie mam nic przeciw adopcji, wręcz przeciwnie cieszy mnie niezmiernie jak ktoś z miłościa pochyla się nad  drugim  , skrzywdzonym  człowiekiem , ale trzeba też mieć obraz z drugiej strony medalu.
Sama miłość i tzw. dobry przykład nie zawsze wystarczy, wiele jest świadectw autentycznych rodziców, którzy pomimo kopalni miłości nie potrafili zapanować nad tymi "złymi genami..."

tutaj wypowiedź takich rodziców...


Ostatnio w Gazecie Jeleniogórskiej z dnia 4 marca 2014 r  ukazał się artykuł..
NIKT NAS NA TO NIE PRZYGOTOWAŁ.... 52 tys. kary za nieudaną adopcję...
Małżeństwo po wszystkich stosownych badaniach w OA adoptowało dwóch chłopców, braci... i wydawało się,  że nareszcie rodzina będzie spełniona.
niestety zacżęły się z dziećmi  kłopoty, Ośrodek wg rodziców proszących o pomoc ...tejże nie udzielił....
Ośrodek zaś  podpierł się stosownymi przepisami.... fakt faktem , kiedy ustalono  konsultacje  w bogatyńskim Ośrodku Socjoterapii, było już za późno , bo nie było już kogo terapeutyzować, bo wkroczył sąd i skierował dzieci do pogotowia opiekuńczego.Adopcja zakończyła się totalną klęską,  a rodzicie adopcyjni zostali z rachunkiem wystawionym przez pogotowie opiekuńcze.
Fakt , że jest to skrajny przypadek, ale i w tym wypadku miłość i dobre wychowanie i przykład  nie poskutkowało.
Wiem, że wiele małżeństw potrafi wspaniale wychowywać takie adoptowane dzieci, ale pod warunkiem, że trafią na "dobry materiał genetyczny".
Zresztą wiele jest wypowiedzi własnie takich rodziców na forach adopcyjnych.
Ja życzyłabym aby każde dziecko otrzymało i dobre wychowanie i miłość...ale czy to jest realne?
Dlatego też nie wypowiadam się autorytatywnie w tym temacie, bazuję na osobistym doświadczeniu znanych mi rodziców adopcyjnych, na stosownej literaturze oraz wypowiedziach rodziców adopcyjnych.
I żadne tu moje "rewolucyjne poglądy"i przewrotny tekst...
Nie byłabym taka pewna pisząc, że 
cytat: Kochani, że gen patologiczny nie istnieje!










11 marca 2014

CHUSTA GAIL




Wiosna rozkwita, forsycje w domu cieszą oko..... a ja w końcu zmęczyłam chustę.
Chociaż zrobiłam mniejszą niż w opisie to i tak według mnie jest za duża..... ale najważniejsze,  że mi sie udało w końcu ją wydziergać. Teraz na tapecie idąc za ciosem :) robi się następna, z cienkiej szlachetnej bambusowej włóczki....
Może ta w końcu mnie zadowoli 











9 marca 2014

LWÓWEK ŚLĄSKI .... CMENTARZ ŻOŁNIERZY ARMII RADZIECKIEJ




W piękną słoneczną niedzielę wybraliśmy się na spacer  po  Lwówku Śląskim ....trzeba się przecież trochę "ukulturalnić" , ubrać w "odświętne ciuchy, bo na codzień to przecież biegamy w kaloszach i jeansach i pochodzić po miejskich chodnikach.
Tak więc spacerujemy po plantach, uliczkach i robimy zdjęcia cudnych dawnych willi [bedzie o architekturze Lwówka osobny post]...
dostrzegam w oddali nagrobki.... więc mówię ...mamy w mieście jeszcze jeden cmentarz do obejrzenia....ponieważ stoimy pod siatkowym płotem ogradzającym cmentarz mówię.... idziemy do bramy po drugiej stronie i spokojnie  sobie wejdziemy.



Jakież zdziwienie budzi we mnie brama zamknięta na ...kłódkę....




okazuje się,  że cmentarz jest ogrodzony dwoma płotami...

wiadomo,  że ja tam nie wejdę... nie potrafię skakać przez płot a zresztą byłoby to w pewnym sensie naruszenie "prywatności" bo skoro zamknięty to pewnie  ma właściciela...
Ale ciekawość to pierwszy stopień do piekła....
Zatem Ludwik w  ancugu niedzielnym przełazi przez płot  jak złodziej.... w niedzielę... i idzie robić zdjęcia .bo sama nie dam rady fotografować przez siatkę.
oto zdjęcia..."wewnątrz zamkniętego cmentarza"




czy tutaj nikt nie zauważył błędu ???













Zastanawia mnie dlaczego cmentarz jest zamknięty, czyżby strach przed "wandalami" ?
Przecież na całym świecie cmentarze są otwarte, można wejść, zapalić znicz, stanąć nad grobem w zadumie....
na tym cmentarzu są polegli Polacy... wystarczy popatrzec na nazwiska...
Czego i kogo  tutaj się władze obawiają ? 
I jeszcze jedno... czy śmierć i śmierć jest sobie równa ? no bo jak to sobie wytłumaczyć, że jeden cmentarz w tym przypadku ewangelicki w Sobocie zrównuje się z ziemą ... [ patrz
a inny grodzi i zamyka na cztery spusty.
 Komu się więc z tej kłódki otwiera ? może ktoś potrafi mi odpowiedziec?