27 listopada 2013

ZAGÓRZE ŚLĄSKIE....KYNAU




 Poruszając się w temacie zbiorników wody i zapór,  chcę dzisiaj pokazać zaporę w Zagórzu Śląskim.

Zapora wodna w Zagórzu Śląskim (czasami mylnie lokalizowana w Lubachowie) – zapora na Bystrzycy tworząca Jezioro Lubachowskie, administracyjnie znajduje się w Zagórzu Śląskim chociaż fizycznie leży bliżej miejscowości Lubachów
Zbudowana w roku 1917zapora kamienna, długość w koronie wynosi 230 m, szerokości u podstawy 29 m, wysokość 44 m.
wikipedia.

Powstała w 1917 roku zapora kamienna utworzyła zalew o powierzchni około 51 ha, pojemności 8 mln³ wody i długości wzdłuż rzeki wynoszącej 3,1 km.

Długość zapory w koronie wynosi 230 m, szerokość u podstawy wynosi 29 m i wysokość 44 m. Zapora posiada 10 stałych otworów przelewowych, cztery upusty ulgi (w środkowej części korpusu) oraz 2 upusty denne o łącznej zdolności przepuszczania wody przez stopień w ilości 318n m³/sek. 

W budynku elektrowni zainstalowano trzy turbozespoły z turbinami Francisa firmy J.M. Voith i generatorami firmy Siemens. Woda do turbin jest dostarczana ze zbiornika rurociągiem podziemnym o średnicy 180 cm. Obiekt w Lubachowie posiada wiele oryginalnych, pochodzących z lat dwudziestych ubiegłego wieku elementów wyposażenia technicznego
więcej o poczatkach budowy na starych widokówkach tutaj:



i widok na jezioro we mgle

w tle restauracja Wodniak

widok na Zamek Grodno



25 listopada 2013

NA WESOŁO....




Ostatnio dni są jakieś takie "listopadowe" :) pochmurne , chłodne,  ze świszczącym wiatrem..... dla polepszenia nastroju oprócz gorącej kawki .....



Przed ślubem:
Ona - Ciao, Janek!
On - No nareszcie, już tak długo czekam.
Ona - Może chcesz, żebym poszła?
On - Nie! Co ci przyszło do głowy? Sama myśl o tym jest dla mnie straszna!
Ona - Kochasz mnie?
On - Oczywiście, o każdej porze dnia i nocy.
Ona - Czy mnie kiedyś zdradziłeś?
On - Nie! Nigdy! Dlaczego pytasz?
Ona - Chcesz mnie pocałować?
On - Tak, za każdym razem i przy każdej okazji.
Ona - Czy byś mnie kiedykolwiek uderzył?
On - Zwariowałaś? Przecież wiesz, jaki jestem.
Ona - Czy mogę ci zaufać?
On - Tak.
Ona - Kochanie...
Siedem lat po ślubie:
Czytajcie od dołu...


****




Facet przyszedł do sklepu, w którym wcześniej kupił rajstopy dla żony, z zamiarem ich zwrotu.
Ekspedientka pyta:
- A co, za małe?
Facet na to:
- No, stopy się mieszczą, tylko raj nie wchodzi.



****




Polityk, siedząc w restauracji, zauważył za innym stolikiem samotnie siedzącą atrakcyjną młodą kobietę, więc zdecydował podejść do niej:
- Cześć. Mam na imię Marcin, mam 40 lat, zajmuję się polityką i jestem uczciwym człowiekiem.
- Cześć skarbie. Mam na imię Sara, mam 35 lat, zajmuję się prostytucją i nadal jestem dziewicą.

****



Idą dwie zakonnice: siostra Matematyka (M) i siostra Logika (L). Siostra M mówi:
- Widzisz tego mężczyznę, który idzie za nami od dłuższego czasu?
- Tak.
- Za 2 min nas dogoni.
- Zgodnie z prawami logiki musimy się rozdzielić, a wtedy pójdzie tylko za jedną z nas. Spotkamy się w zakonie.
Do zakonu przychodzi pierwsza siostra M.
Parę minut później dociera i siostra L.
Siostra M pyta się:
- O Boże, o Boże ! I co się stało?
- Zgodnie z prawami logiki mężczyzna mógł pójść tylko za jedną z nas i wybrał mnie.
- I co, i co?
- Zgodnie z prawami logiki gdy przyspieszyłam, on również to zrobił.
- I co dalej?
- Zgodnie z prawami logiki zaczęłam biec, a on zrobił to samo.
- O Boże! I co?
- Zatrzymałam się i on zgodnie z prawami logiki zrobił to samo.
- O Boże, o Boże i co?
- Podciągnęłam do góry sutannę, a on zgodnie z prawami logiki zdjął spodnie.
- O Boże, o Boże! I co?
- Zgodnie z prawami logiki zakonnica z zadartą suknią biegnie szybciej, niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami.

Każdy, kto myślał, że to się skończy inaczej, musi teraz za karę odmówić 10 "zdrowasiek".



****

Pewnego dnia pewna starsza dama przyszła do Deutsche Banku z torbą pełną pieniędzy. Podeszła do stanowiska i poprosiła o prywatną rozmowę z prezesem banku, gdyż chciała otworzyć konto, a "proszę zrozumieć, chodzi o wielką sumę pieniędzy..."
Po długotrwałych dyskusjach pozwolono starszej pani spotkać się z prezesem, bo w końcu nasz klient - nasz pan. Prezes spytał o kwotę, jaką starsza pani zamierzała wpłacić. Ona zaś odpowiedziała, że chodzi o 50 milionów EUR. Po czym otworzyła torbę, żeby go przekonać, iż tak jest w rzeczywistości.
Naturalnie zaciekawiony prezes pyta o pochodzenie tych pieniędzy.
- Szanowna pani, jestem zaskoczony ilością pieniędzy, jaką ma pani przy sobie! Jak pani tego dokonała?
Klientka na to:
- Całkiem prosto. Zakładam się.
- Zakłada się pani? - pyta prezes - Ale o co?
Starsza pani odpowiada:
- Cóż, o wszystko co możliwe. Na przykład mogę się z panem założyć o 25.000 EUR, że pańskie jaja są kwadratowe!
Prezes zaśmiał się głośno i powiedział:
- Przecież to śmieszne! W ten sposób nie mogłaby pani nigdy tak dużo zarobić.
- Cóż, przecież powiedziałam, że w ten sposób zarobiłam moje pieniądze. Byłby pan gotowy założyć się ze mną?
- Ależ oczywiście - odpowiedział prezes (w końcu szło o kupę pieniędzy). - Zakładam się o 250.000 EUR, że moje jaja nie są kwadratowe.
Starsza pani odpowiada:
- Zakład stoi, ale ponieważ stawką są duże pieniądze, czy mogę przyjść jutro o 10.00 razem z moim prawnikiem, żeby sprawdzić naocznie i przy świadku?
- Jasne - prezes wykazał zrozumienie.
Całą noc był prezes niesamowicie nerwowy i spędził wiele godzin na sprawdzeniu, czy jego jaja znajdują się w swojej dotychczasowej formie. Z jednej i drugiej strony. W końcu przy pomocy głupiego testu osiągnął 100-procentową pewność. Wygra ten zakład.
Następnego ranka o 10.00 przyszła starsza dama ze swoim prawnikiem do banku. Przedstawiła sobie obu panów i powtórzyła, iż chodzi o zakład, którego stawką jest 250.000 EUR. Prezes zaakceptował zakład, iż jego jaja nie są kwadratowe.
W celu przekonania się o tym fakcie, poprosiła go dama o opuszczenie spodni. Prezes opuścił spodnie. Starsza pani nachyliła się, spojrzała uważnie i spytała ostrożnie, czy może dotknąć jaj.
- No dobrze - odpowiedział prezes. - 250.000 EUR są tego warte i mogę zrozumieć, że chce się pani do końca przekonać.
Starsza pani ponownie się nachyliła i wzięła "piłeczki" w swoje dłonie. Wtedy zauważa prezes, że prawnik zaczyna uderzać głową w ścianę.
Prezes pyta więc kobietę:
- Co się stało z tym pani prawnikiem?
Na to ona:
- Nic, założyłam się z nim o 1.000.000 EUR, że dzisiaj o godz. 10.00 będę trzymała w dłoniach jaja prezesa Deutsche Banku.



****





humory i zdjęcia z netu.....

24 listopada 2013

WRZESZCZYN --BOBERRULLERSDORF




Wrzeszczyn (niem. Boberrullersdorf) – wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie jeleniogórskim, w gminie Jeżów Sudecki.
W latach 1975-1998 miejscowość administracyjnie należała do województwa jeleniogórskiego.
We wsi Wrzeszczyn znajduje się zapora wodna wraz z elektrownią, spiętrzająca wodyBobru tworząc Jezioro Wrzeszczyńskie, rozciągające się między Wrzeszczynem aSiedlęcinemElektrownia Wrzeszczyn została zbudowana w latach 1926-27.
wikipedia
Elektrownia Wrzeszczyn powstała w latach 1926-27. O jej kształcie decyduje jaz dwuprzęsłowy z mostem jazowym- podobnie jak w elektrowni Bobrowice I - usytuowanie budynku w przedłużeniu skrzydła jazu. Napędy i układ sterowania umieszczono w filarach jazu, przegradzającego rzekę. Była to pierwsza elektrownia śląska, w której zainstalowano turbiny systemu Kaplana.
Wynalazcą nowego typu turbiny był Viktor Kaplan z Brna. Pierwszą zbudowała w 1919 roku brneńska firma Storek ale dopiero w 1923 roku, po opanowaniu problemu kawitacji, firma J.M. Voith uruchomiła masową im produkcję. Pierwszą turbinę Kaplana w Polsce zainstalowano w 1926 roku w elektrowni Gródek. Jej model okazał się trwały. W połowie XX wieku opanował wiele elektrowni, stosowano go na stopniach wodnych o małym spadzie i rzekach o nieregularnych przepływach wody. O wartościach historycznych - technicznych elektrowni, dzisiaj już zautomatyzowanej, przesadza nie tylko kształt budowli hydrotechnicznych tworzących zbiornik, oryginalne wyposażenie siłowni energetycznej, w tym podwójne regulatory brodów syst. J.M. Voith z serwomotorami, także architektura, kształtowana w duchu funkcjonalizmu i modernizmu.








23 listopada 2013

MOLESTOWANIE,......


Miałam już nie wracać do tego tematu, ale gdy przeczytałam wyznania Maryli Rodowicz, że i ona była w młodości molestowana we własnym domu przez korepetytora ...to załamałam ręce....
wczesniej mówiły o tym m. in. : Kora, Joanna Szczepkowska, Paulina Młynarska....
Co skłoniło Marylę Rodowicz do takiego wyznania ?
I zastanawiam się po takiej lekturze..KTO W CZASACH  PRL-u i obecnych NIE BYŁ MOLESTOWANY ?
Czy to teraz nastała   moda na takie wyznania , czy jest inny aspekt "ujawniania " ?
czytam o molestowanych chłopcach z poznańskiego chóru, o molestowanych młodych sportowcach.....
jakoś ci wszyscy molestowani wyrosli na normalnych ludzi.....

co to się teraz dzieje ??

Czytając te wspomnienia to problem molestowania istniał "od zawsze" ale nikt z tego nie robił sobie PJ.... bo ja to tak odbieram.
Po co babci Rodowicz takie wyznanie ? przeżyła tyle lat i teraz dopiero odważyła się o tym powiedziec?

i nasuwa się wniosek.....

'JESTĘ" NIENORMALNA BO NIE BYŁAM MOLESTOWANA ...... ha ha

A MOŻE BYŁAM I O TYM NIE WIEM?






Molestowanie (łac. molestare, fr. molester drażnić, naprzykrzać się) - zachowanie naruszające godność osobistą poprzez natrętne i uporczywe naprzykrzanie się, najczęściej bliskie napastowaniu i nieakceptowane przez społeczeństwo.
Zachowanie to, sprzeczne z normami społecznymi, może prowadzić do czynów na granicy szantażu i wymuszenia wobec osoby molestowanej.
wikipedia


20 listopada 2013

ROZWIĄZANIE ZAGADKI.....



Powiem,że najbliżej rozwiązania byłą Kasia i Makartina.....


Tablica jest wmurowana w przęsło wiaduktu łączącego wieś Golejów z Marczowem.... przebiega pod nim droga Pławna - Wleń....



We wsi są jeszcze ludzie pamiętający budowę wiaduktu i samych budowniczych.
Mnie zastanawia tylko jedno:
dlaczego w roku 1951 wybudowano ten wiadukt łączący dwie małe wsie....nad mało strategiczną drogą do Wlenia....
Wybudowany jest praktycznie w polach....
 Może  w pobliżu były jakieś kopalnie o których nie wiem....? czy może planowano budowę jakis innych obiektów?
będę wdzięczna za pomoc w rozwiązaniu tego problemu...






18 listopada 2013

ZAGADKA....





W mojej okolicy jest bardzo dużo zagadkowych miejsc....
dziś  jedno z nich.....
gdzie znajduje się prezentowana tablica ?




Napis trochę nieczytelny, zwłaszcza ostatnie nazwisko,,, może ktoś podpowie  jak powinno brzmieć prawidłowo ???

Treśc:

BUDOWALI W R.1951
PRZODOWNICY PRACY
URBANIAK KAZIMIERZ
OSTACH STANISŁAW
KOZŁOWSKI FRANCISZEK
WŁOCHALSKI (?) CZESŁAW


Bajeczna podpowiedziała..... MICHALSKI ...
dziękuję, co młode oczy to młode.:)

15 listopada 2013

ŚWIATŁOCIENIE




Dziś będzie zdjęciowo....  słowa nie oddają piękna przyrody










13 listopada 2013

POST .....DO SĄSIADA......



zdjęcie z netu

Temat jeża nadal aktualny, nie wiedziałam tylko ,że Sąsiad jest taki chytry.... ma dwa jeże i nie chce nawet jednego POŻYCZYĆ......
no ale trudno , a może i lepiej ?
Powiem tak:
Dziadek Stefan pochodził z kieleckiego a urodził się przed I wojną światową. Kiedy znalazł się po 45 roku na Ziemiach Odzyskanych i zamieszkał w R. wieś była  "mieszanką różnych i narodowości i przybyszów z całej Polski. Mówiono gwarą, każdy taką jaką znał z dzieciństwa...i wszyscy się jakoś dogadywali.
Dziadek Stefan mówił na przykład:
.
afrykanka ‘perliczka’, brzdeń ‘wielki, gruby brzuch’, cyganek ‘nożyk składany z drewnianym trzonkiem’; in. kozik, chwosty ’warzywa’, chlać 1. ‘o zwierzętach jeść’ 2. wulg. pić (o człowieku), chójka ‘gruba sosna’, robić coś na despekt ‘robić coś komuś na złość’, dworować 1.‘wychodzić za potrzebą na dwór’, 2. ‘żartować’, fafuła, in. bzówka ‘polewka z owoców czarnego bzu’, gajno ‘wąwóz’, graduśnik ‘termometr’, guguły, gołegi ‘niedojrzałe owoce’, 

WIĘCEJ TUTAJ 

a na jeża mówił iż.....

 W tamtych czasach nie było na wsi samochodów osobowych, głównym pojazdem było rower, no a jak ktoś miał "motor" to był gość.
Jeden z mieszkańców nazwijmy go  Jan, był szczęśliwym posiadaczem takiego jednośladu



ZDJĘCIE ZE STRONY 

starsi pewnie pamiętają,  że był to IŻ...


Pewnego dnia wydarzył się nieszczęśliwy wypadek, Jan jadąc swoim motocyklem wpadł w poślizg [ nie wiadomo czy był pod wpływem....] no i zabił się.
Wieś była poruszona, informację o wypadku przekazywano sobie z ust do ust.... kiedy dotarła do dziadka Stefana ten  przekazał ją dalej ...

JAN ZABIŁ SIĘ  NA JEŻU!!!!!!!

No.... chciał być poprawny językowo, powiedział więc "czysto po polsku"
JAN ZABIŁ SIĘ  NA JEŻU....


Tak więc Sąsiad uważaj.... skoro masz w domu dwa jeże to prawdopodobieństwo wypadku podwaja się.....

Więc chyba lepiej pomóż  mi znaleźć kunę.... to chyba bezpieczniejszy zwierzak.......

A wracając do jeża.... może Megi  coś podpowie, bo jak widzę obchodzili u niej Święto Jeża....

RELACJA TUTAJ 

czy są jeże na "wysokich łapkach ?" :))))
bo SĄsiad zasugerował,  że jeż tupie ale  tylko jak schodzi po schodach, a moje schody są wysokie.... to co ? musiałabym tego jeża wnosić na górę żeby sobie schodząc z góry potupał?

Pomóżcie bo zwariuję.... 



 i jeszcze ciekawostka:
PROSZĘ PRZECZYTAĆ..... 
 

10 listopada 2013

ZYGMUNT Z WILLI WALERIA




Jest piątkowy późny wieczór, gdzieś koło godziny dwudziestej pierwszej..... siedzę w pokoju z drutami w ręku, obok na kanapie pies, Ludwik w drugim pokoju zajęty netem...cisza, spokój, na dworze ciemno....
nagle słyszę  na  schodach czyjeś kroki....
muszę wyjaśnić, że schody są drewniane, skrzypią, są strome,  bo z parteru wchodzi się po 13 stopniach wprost na piętro....
no więc  SŁYSZĘ ,  że ktoś idzie po schodach....
pytam Ludwika - zamknąłeś na dole drzwi ? bo ktoś idzie do góry....
zamknąłem -  odpowiada Ludwik.... w tym samym czasie pies wystraszony zrywa się z kanapy i biegnie do Ludwika pod nogi cały się trzęsąc....
[Mośka tak ma,  że jak się wystraszy to trzęsie się jak galareta]
mówię więc .... chodźmy więc  zobaczyć na dół, bo może ktoś jednak jest w domu....
schodzimy na parter.... pies nie chce w ogóle zejść z piętra, ale kiedy Ludwik idzie do piwnicy i ja też , zbiega za nami... mówię do niej ...idź do pana na dół , ale ona zawraca i w dzikim pędzie ucieka na górę...
w domu nie ma nikogo [ na parterze we wszystkich oknach są kraty , pozostałości po dawnych urzędach]
wracamy więc na górę, Moska nadal trzęsie się ze strachu, głaszczę ją i uspokajam....
mówię więc do Ludwika, wiesz chyba przyszedł do nas Zygmunt, może potrzebuje modlitwy ....
wyjaśniam: Zygmunt był nieformalnym mężem Walerii, po jej śmierci mieszkał jeszcze w tym domu, pewnego dnia spadł ze schodów - tych stromych- zabrało go do szpitala pogotowie, wiem tylko tyle , że wytworzył się krwiak w mózgu  i Zygmunt zmarł.
Mówię do Ludwika, zapytaj L. jak się nazywał Zygmunt i kiedy zmarł....
więc w sobotę Ludwik pyta.....ale odpowiedzi są różne... no chyba umarł na wiosnę , albo na jesień, wtedy było ciepło :)... no  i albo trzy albo dwa lata temu.
I nic więcej....
W niedzielę postanawiamy pojechać do Lwówka  odnaleźć grób Zygmunta. Kto zna ten cmentarz  to wie,  że szukanie grobu znając tylko nazwisko jest jak szukanie igły w stogu siana.
Wchodzimy na cmentarz bocznym wejściem , kupujemy znicze i wchodzimy między groby....
ale  to szukanie to istna ruletka, pytamy kogoś, gdzie pochowani są ludzie w latach 2009-10, ktoś nam wskazuje ... trzeba iść tam na górę....:)  gdzie są nowsze groby....
i tak  chodzimy ,   chodzimy ...przy okazji robiąc zdjęcia wspaniałym pomnikom.... 
mówię po cichu: Zygmunt poprowadź nas do siebie , specjalnie przyjechaliśmy aby ci zapalić światełko do nieba... pomóż nam...
cmentarz jest olbrzymi, kwater mnóstwo, tracimy powoli nadzieję, ale nadal szukamy...
w pewnym momencie Ludwik mówi: zobacz, tu jest taki "dziwny grób " na tablicy są wyryte dane niemieckich poprzedników i nowe dane pochowanej Polki, zastanawiamy się, czy to rodzina , czy też upamiętnienie   miejsca poprzednich "właścicieli grobu"
odwracamy się i schodzimy rząd niżej....
i nagle .... zobacz mówi Ludwik.... JEST ZYGMUNT....








faktycznie dane się zgadzają, ale jest pochowany w grobie ojca...czyli szukając jego samego nigdy byśmy go sami  nie znaleźli...
Zapalamy znicze , odmawiamy modlitwę.... 

  Panie, Boże Wszechmogący, ufając Twemu wielkiemu Miłosierdziu zanoszę do Ciebie moją pokorną modlitwę: wyzwól duszę Twego sługi  Zygmunta od wszystkich grzechów i kar na nie. Niech święci Aniołowie jak najprędzej zaprowadzą ją z ciemności do wiekuistego światła, z karania do wiecznych radości. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen.

widzisz Zygmuncie mówię .... skoro nas tu sprowadziłeś, to widocznie była ci ta modlitwa potrzebna, więc teraz kiedy czas nam pozwoli będziemy i u ciebie zapalać znicz.
W domu zastanawiamy się, jak to jest  możliwe..... przeżyliśmy coś niesamowitego.... niezrozumiałego ale namacalnego.
Wierzę , że istnieje życie po życiu, że zmarli potrafią się z nami kontaktować, trzeba tylko odpowiednio słuchać własnej intuicji.
Z racji tego pobytu zrobiliśmy wiele zdjęć zabytkowych pięknych grobowców, które pokażę w następnym poście.





 O stale obecnychMówiła że naprawdę można kochać umarłych
bo właśnie oni są uparcie obecni
nie zasypiają
mają okrągły czas więc się nie śpieszą
spokojni ponieważ niczego nie wykończyli
nawet gdyby się paliło nie zrywają się na równe nogi
nie połykają tak jak my przerażonego sensu
nie udają ani lepszych ani gorszych
nie wydajemy o nich tysiąca sądów
zawsze ci sami jak olcha do końca zielona
znają nawet prywatny adres Pana Boga
nie deklamują o miłości
ale pomagają znaleźć zgubione przedmioty
nie starzeją się odmłodzeni przez śmierć
nie straszą pustką pełną erudycji
nie łączą świętości z apetytem
bliżsi niż wtedy kiedy odjeżdżali na chwilę
przechodzą obok z niepostrzeżonym ciałem
ocalili znacznie więcej niż duszę
(Ks.Jan Twardowski)




 

 

 




5 listopada 2013

NOWY KOŚCIÓŁ......NEUKIRCH





W dniu Wszystkich Świętych odwiedziliśmy również cmentarz we wsi Nowy Kościół....

.....Wieś istnieje prawdopodobnie od średniowiecza i była siedzibą rodu von Zedlitz, którzy mieli tu swój zamek (zburzony po II wojnie światowej przez ówczesne władze). Nowy Kościół stanowił w XVI wieku centrum luteranizmu na Śląsku. Wykłady tu prowadził (na zamku von Zedlitzów) uczeń reformatora, Marcina Lutra, Melchior Hoffman. W XIX lub na początku XX wieku wybudowano w Nowym Kościele fabrykę czekolady, która nie dotrwała do naszych czasów.

ŹRÓDŁO

We wsi istniał pałac otoczony pięknym parkiem , a przed wjazdem do pałacu mienił się wodą staw.....




 zdjęcie przedstawia Kaczawę....po lewej kościół i dawna szkoła ewangelicka, obecnie plebania..

pusta niecka po stawie....








ZDJĘCIA ZE STRONY

Dziś wieś wygląda zupełnie inaczej..... po pałacu nie ma śladu, po stawie została pusta niecka, tylko w parku rosną jeszcze drzewa pamiętające dobre czasy.






Ale wracając do tematu.... idziemy na stary cmentarz.....




























Dużo grobów ma inskrypcję....zmarły tragicznie.... być może to niebezpieczne czasy powojenne, być może śmiercionośna kopalnia ale i chyba nieszczęścia... takie jak to:






a wracając przez Twardocice,  zapaliłam znicz przy pomniku Gaspara  Schwenckfelda i pochowanych tam Schwenckfeldów.....





więcej starych zdjęć  [w tym  i pałacu  ] w Nowym Kościele jest

TUTAJ